Wciągnęłam na nogi czarne spodnie. Wyglądałam jak siedem nieszczęść. Nawet się nie malowałam bo to nie miałoby sensu.
-Nie chce tam iść- powiedziałam przecierając oczy. Całą noc płakałam. Znowu.
-Będzie dobrze skarbie- Ashton schował mi włosy za ucho powodując, że mój ojciec zabijał go wzrokiem.
Tak, był tu. Przyjechał od razu gdy powiadomiłam go o śmierci mamy.
-Nie dotykaj jej- warknął- gdyby nie Twoja obecność w jej życiu...
-Tato!- krzyknęłam ze łzami w oczach. Ash robił sobie wystarczająco dużo wyrzutów sumienia.
-Nic się nie stało. On ma rację.
Głowa pękała mi od nadmiaru myśli.
Kevin ma sparaliżowaną nogę. Jest w szpitalu, ale gdy tylko będzie taka możliwość przeniosą go do więzienia. Dzięki Hugh'owi, nie poniosę konsekwencji związanych z postrzeleniem. Mimo tego nie mogę uwierzyć, że to zrobiłam. Wyjaśnienie jest proste- chciałam uratować kogoś, kogo kocham.
Kiedy uspokoiłam się wystarczająco zdałam sobie sprawę, że nadal nie wiem co z mamą. Znalazłam ją na podłodze w kuchni. Trzymała się za brzuch, a na podłodze była masa krwi. Stałam obok niej i krzyczałam, a potem starałam się wzbudzić w niej jakąkolwiek reakcje- bezskutecznie.
Moją pierwszą myślą był telefon do ojca. Mimo, że jestem pełnoletnia, wiem, że nie dam rady się utrzymać.
Teraz stoję w drzwiach opuchnięta od łez i wiem, że nic nie jest wstanie cofnąć naszych decyzji.
Na pogrzebie był ogrom ludzi. Przyszli nawet niektórzy nauczyciele oraz uczniowie. Nie zabrakło też rodzin którym mama kiedyś sprzedała mieszkanie, jej współpracowników i sąsiadów.
Pytania typu ,,Jak się trzymasz Vanesso?" lub ,,Co tak naprawdę się stało?", nie ułatwiły mi niczego, a tym bardziej udawania, że jest dobrze.
-Melissa zmarła zaledwie parę dni temu- zaczęła Karen (przyjaciółka mamy ze studiów) którą poprosiłam o przemówienie- a my wszyscy już nie jesteśmy w stanie bez niej funkcjonować. Nikt nie jest w stanie pokazać tego, jak bardzo ją kochaliśmy. Była wspaniałą przyjaciółką i matką. Czasami nawet snuła opowieści o tym jak będzie babcią wciskającą wnuką lizaki.- uśmiechnęła się pod nosem- Uwielbiała marzyć i planować. Na twarzy każdej osoby potrafiła wywołać uśmiech. Nawet do złych rzeczy, była dobrze nastawiona.
Tata wyszedł z sali.
-Chyba powinnam za nim iść- powiedziałam szeptem.
Ashton POV
-Poczekaj do końca przemówienia- uścisnąłem jej rękę. Zawsze się uśmiechała kiedy to robiłem, ale teraz już nawet tego nie była w stanie zrobić.
-Wydaję mi się, że w dzień pogrzebu Melissy powinniśmy mówić o tym ile wspaniałych rzeczy zrobiła.- łzy w szybkim tempie spływały po policzkach wielu osób- Jej śmierci wstrząsnęła nami wszystkimi bo mamy z nią dużo pięknych wspomnień. Pamiętam jak dziesięć lat temu odkryłam, że mój mąż mnie zdradził, a ona przyjechała do mnie z lodami i płytą Titanica. Stwierdziła, że będziemy pozbywały się mojego smutku jak nastolatki.
-Ashton ja nie chcę tu być.- Vanessa płakała coraz bardziej. Zaczęła wręcz dławić się łzami.
-Cichutko- szepnąłem.
-Gdybym pob-b-iegła do domu wcześniej- jąkała się- mogłaby żyć.
-To nie Twoja wina.
To nie była jej wina. Gdyby nie ja, całe zło które spotkało ją w ostatnim czasie, nie miałoby miejsca.
-Tak bardzo Cię kocham- powiedziała cicho. Przytuliła mnie.
Nie wiedziałem za co właściwie mnie kochała, ale byłem pewien, że to ja kocham ją mocniej. Widziała we mnie kogoś, komu może się wypłakać czy wyśmiać. Tak było, tylko że nie zdawała sobie sprawy z prawdziwych powodów swojego płaczu.
Kobieta zeszła z mównicy. Tata Vanessy wrócił do sali, więc ta nie musiała wychodzić.
-Będziemy musieli pogadać- szturchnął ją, a ona kiwnęła głową.
Był wieczór. Mama chciała, abyśmy zjedli kolacje, więc siedzieliśmy przy stole.
Kobieta postawiła przed nami zapiekankę. Nałożyłem sobie porcje na talerz, a potem jeszcze bratu, bo czasem miał z tym problem.
-Zastanawiałam się- zaczęła powoli Lauren- czy miałabyś coś przeciwko gdybym zaprosiła tu Victor'a?
Mama była trochę zaskoczona. Zastygła w bezruchu, ale po chwili otrząsnęła się.
-Oczywiście, że nie.
Wbiłem widelec w makaron i zacząłem jeść.
-Jak w szkole Harry?- zagadnęła go kobieta. Spojrzałem na niego uśmiechając się lekko. Czasem przypominał mnie.
-Zack ma nową piłkę- ogłosił.
-Co w związku z tym?- zapytała mama marszcząc brwi.
-Ja też taką chce.
Rodzicielka westchnęła pod nosem. Mieliśmy małe problemy pieniężne. Szukałem pracy, ale nikt nie chciał mnie przyjąć.
Nastała chwila ciszy którą przerwało pukanie do drzwi.
-Ja otworze- powiedziałem wstając od stołu.
Przy drzwiach znalazłem się w parę sekund. Pociągnąłem za klamkę, aby zobaczyć przez nimi rudowłosą dziewczynę. Nie płakała już tak bardzo. Na jej twarz wstąpił nieśmiały uśmiech.
-Muszę Ci coś powiedzieć- przejechała rękoma po obcisłych jeansach- ale nie tu.
-Mamo zaraz wracam!- krzyknąłem- Chcesz iść w jakieś konkretne miejsce?
-Wystarczy, że się przejdziemy.
Kiwnąłem głową.
Robiło się chłodno. Szliśmy początkowo w ciszy. Dziewczyna obok mnie miała na sobie tylko cienką koszulkę, więc martwiłem się, czy nie jest jej zimno.
Zatrzymaliśmy się przy jakiejś ławce na której usiedliśmy. Schowała kosmyki włosów za uszy.
-Wyjeżdżam do Londynu- uśmiechnęła się.
Byłem w szoku.
-Co?- wykrztusiłem.
-Będę tam studiować.- rozpromieniła się- Tata pokryje koszty.
Patrzyłem w jej twarz mając nadzieję, że to nieprawda.
-Nie uważasz, że to wspaniale?- zapytała- Będę mogła spełniać marzenia.
-Nie możesz wyjeżdżać.- odpowiedziałem roztrzęsiony- Pomyślałaś co będzie z nami?
-Ash przecież ja z Tobą nie zrywam- zaśmiała się. Chciała mnie przytulić, ale ja wstałem odpychając ją.
-Związki na odległość są dobre tylko z definicji. Dobrze wiesz, że nam to nie wyjdzie- warknąłem czując jak narasta we mnie złość.
-Skąd możesz to wiedzieć?- zapytała starając się zachować spokój.
-Po prostu kurwa wiem!- wrzasnąłem- Nie po to starałem się dopilnować, abyś nie wyjeżdżała z Sydney, abyś skończyła w Londynie!
Vanessa otworzyła szeroko oczy. Zarówno do niej, jak i do mnie dotarło co właśnie powiedziałem.
-Co masz na myśli?- stanęła naprzeciwko mnie.
-Kocham Cię cholernie mocno i nie jestem w stanie bez Ciebie funkcjonować- zacząłem się tłumaczyć.
-Co zrobiłeś Ashton?
Ścisnęła swoje drobne ręce w pięści.
Zawaliłem po całej linii, ale przyszedł czas powiedzieć jej co zrobiłem.
-Ja...- poczułem się jak dupek- To moja wina, że Selena wygrała konkurs na królową balu. Byłem u dyrektora, zgłosiłem ją i usunąłem nas wszystkich z listy.
Spojrzałem jej w oczy i to był kolejny błąd który popełniłem.
Widziałem jak powoli wygasają ostatnie iskierki tego co do mnie czuła.
-Jak mogłeś- bardziej stwierdziła niż zapytała.
Chciałem wziąć ją za rękę, ale ona mi ją wyrwała.
-Jak mogłeś- powtórzyła.
-Wiedziałem, że jeśli wyjedziesz będziemy musieli się rozstać- usiłowałem się wytłumaczyć.
-Wiedziałeś też jak bardzo tego chce- wykrztusiła, a łzy zaczęły powoli spływać jej po policzkach.
Płakała i to przeze mnie.
-Wyjazd nie dałby Ci szczęścia tylko ja.- powiedziałem pewniej- To ze mną jesteś szczęśliwa.
Zamilkła, a ja czułem narastającą w moim gardle gule.
-Nienawidzę Cię- szepnęła.
-Van proszę zrozum, że bez Ciebie sobie nie poradzę- błagałem ją.
Odwróciła się na pięcie i szybkim krokiem zaczęła odchodzić.
Złapałem ją za rękę, a potem odwróciłem w moją stronę. Jej dłoń z głośnym plaskiem wylądowała na moim policzku, który moment później zaczął piec.
-Nie dotykaj mnie nigdy więcej!- krzyknęła.
-Jesteś zdenerwowana- chciałem ją uspokoić- nie rzucaj słów na wiatr.
-Wiesz co Ci powiem?- stanęła dokładnie przede mną- Nie chce mieć już nigdy z Tobą nic wspólnego. To nie odległość jest problemem tylko pieprzony Ty. Zawsze chodziło o Ciebie i o to, aby Tobie było dobrze. Gdybyś mnie kochał tak bardzo jak myślałam, pozwoliłbyś mi wyjechać. A jeżeli dalej twierdzisz, że próba zatrzymania mnie w Sydney była dobrym pomysłem, to inaczej rozumiesz pojęcie miłości niż ja. Właśnie dlatego nigdy nie powinniśmy być razem.
Po raz pierwszy czułem, że coś zostało zabrane z mojego życia. Jakaś część mnie. Nie byłem w stanie zrobić najmniejszego ruchu kiedy moja była dziewczyna odchodziła.
Moja stokrotka właśnie rozbiła mój cały świat na kawałki.
Jak się domyślacie czeka jeszcze tylko prolog który zaraz dodam :)