Dziecko dwóch światów | Eldar...

By MonikaM97

11.5K 718 116

Pojawiłam się w dziwnym i nie znanym mi świecie, a bardzo szybko okazałam się jego częścią bardziej niż myśla... More

Przedsmak
Powrót
Wspomnienia
Trener
Użyteczna
W drogę..
Długa podróż
U celu
Jesteś moją karą
Skup się!
Złe słowa
Wracajcie
Szaleństwo
Terapia
Daj mi spokój!
Dodatkowa satysfakcja
Aniołku..
Rany
Bezsilny
Szczery uśmiech
Prośba
Dopiero ci mówiłem..
Wasza Królewska Mość
Walentynkowy Talk-Show!
Tak wygląda piekło?
Ta ludzka część
Katharsis
Bolesne skutki
Nie przeszkadza mi..
Co ty tu robisz?
Przygotowania
Wielki Bal
Cios między oczy
Rozkład zajęć
Cykl treningowy
Goście, goście..
Moment ekscytacji
Ester
Walentynkowy Talk-Show II
Chwila spokoju
Konflikt
Skleiło nas
Dom przodków
Lawina pytań

Zamieć

203 16 1
By MonikaM97

Zbiegliśmy na dół niemal w ekspresowym tempie. Po drodze Lance wyjaśnił mi krótko, że widział ludzi Tenjina zmierzających w stronę budynku. Im niżej jednak byliśmy tym bardziej docierały do nas dźwięki uderzającej stali, odgłosy walki. 
Gdy dotarliśmy na miejsce dojrzałam Nevrę i Mathieu odpierających ataki grupy Kitsune. Koori stała za to z boku i osłaniała Leiftana i Edgara.
Zdziwiona podbiegłam do nich, a Lance dołączył do walczących. 
- Dobrze, że jesteście. Musimy się stąd ewakuować - Leiftan odezwał się pierwszy. Jego ton był jakby nasączony pretensją. Zignorowałam to. 
- Przecież mamy jeszcze trochę czasu. Co oni tu robią? - zerknęłam na kitsune wyciągając swój miecz. 
- Widocznie zmienili plany - zaciskała szczękę, była wściekła. Na siebie, że tego nie przewidziała, czy Tenjina, który postanowił przejść do czynu? 
- Na zewnątrz może czekać ich dużo więcej. Lance ich dostrzegł z góry - poinformowałam.
- To chyba niedobrze, prawda? - głos Edgara drżał, tak jak i sama jego postać ze strachu.
- Poradzimy sobie - zacisnęłam mocniej dłonie na rękojeści. W tym samym czasie ostatni przeciwnik naszych towarzyszy został rozbrojony i powalony. 
Wzrok Nevry zaraz padł w naszą stronę. 
- Bierzcie torby i uciekamy. Nie rozdzielać się, trzymać blisko. Jakby jednak do tego doszło, spotkamy się na statku. Bez brawury. 
Jedynie przytaknęliśmy i wzięliśmy swoje rzeczy. Edgar cały czas trzymał się blisko mnie i Koori. To nie będzie łatwe.

Przygotowani na wszystko, w zwartym szyku, opuściliśmy budynek.
Tak jak można było się spodziewać - Tenjin i jego ludzie już tam na nas czekali. Król nie powiedział słowa. Jedynie kiwnął lekko głową, a grupa jego ludzi ruszyła w naszą stronę. Reszta oddziału pozostała w tyle. 
Lance, Nevra i Mathieu wyskoczyli naprzód. Chciałam do nich dołączyć, ale Nevra mnie powstrzymał.
- Tak jak w planie. Doceniam, ale skoro już musimy wziąć Edgara ze sobą, to ty i Koori zostajecie z tyłu i go pilnujecie - spojrzał krótko. 
- Chcieliście go tu zostawić?!
- To nie jest najlepszy moment na takie rozmowy. Ruchy! Osłaniamy was!

Odskoczyłam, aby z bronią na wierzchu dołączyć do Koori. Rozejrzałyśmy się za drogą ucieczki. Była, ale żeby do niej dotrzeć może być problem jeśli nasi przeciwnicy się zorientują. 
- Przydałaby się odrobina magii - szepnęłam spoglądając na swoje dłonie. 
- Albo potężny smok - Koori pociągnęła mnie lekko za ramię. Nie zauważyłam jej. 
Lance nie ma teraz sposobności się przemienić. Może to nie zajmie wiele czasu, ale w takiej sytuacji liczy się każda sekunda. 

Nagle przed nami pojawiło się dwoje wojowników. Natychmiast nasza czwórka się zatrzymała. Kitsune i ja stanęłyśmy na przodzie, gotowe do walki. 
Nie czekałyśmy długo, zaatakowali natychmiast.
Odparłam pierwszy mocny atak, potem kolejny. Starałam nie skupiać się na technice, a działać machinalnie. Patrząc prosto na przeciwnika. Jest dobrze dopóki jego broń mnie nie zrani, albo nie zabije. 
Nie mam pojęcia, jak radziła sobie Koori, ale gdzieś z boku dochodził do mnie jej głos - ciągle walczyła. 

Niespodziewanie wokół swoich dłoni dostrzegłam ślad iskry. Skoro się pojawiły, trzeba to wykorzystać. Uciekłam kilka kroków w tył. W momencie, gdy przeciwnik biegł w moją stronę starałam skupić się na energii będącej gdzieś we mnie. Mimo malejącego z każdą sekundą odstępu, i ogromnego stresu, jaki w tej chwili mnie męczył - udało się. Moje dłonie zaczęły świecić jasnym światłem. 
- Koori, uważaj! - krzyknęłam jedynie, i upuszczając swój miecz wystawiłam obie dłonie przed siebie. Dwa strumienie światła uderzyły w żołnierzy, odrzucając ich na kilka metrów. Zaraz po tym blask zniknął. Miałyśmy szczęście. 
- Niezła robota. Możesz tak na większą skalę? - Kitsune podbiegła do mnie. Szybko podniosłam miecz i rozejrzałam się.
- Niestety, chyba nie. Do tarczy potrzebowałam skupienia. To mogła być jednorazowa akcja - dostrzegłam, że wcale nie oddaliłyśmy się od chłopców tak bardzo. 
Nawet byliśmy otoczeni, nie było szans na ucieczkę. 
Nevra chyba też to dostrzegł. Zaczęli zbliżać się w naszą stronę, a atak niespodziewanie ustał. 
Dlaczego? Ponieważ Tenjin w towarzystwie dziesięciu swoich strażników wyszedł na przód. Na jego twarzy gościł drwiący uśmieszek. 
- Moja żona zostanie przy mnie, to puszczę was wolno. Wystarczy, że ją tu zostawicie - przeleciał wzrokiem po naszej grupie, by na koniec zatrzymać się na Koori i intensywnie w nią wpatrywać. Pociągnęłam ją delikatnie za nadgarstek i przysłoniłam. 
- Nigdzie z tobą nie pójdzie! Jest członkinią Straży Eel!
- I co? Zabroni mi taka marna istota, której się raz poszczęściło? - spojrzał na mnie z kpiną. - Podczas gdy wy marnowaliście czas na ziemskie bzdety, ja zasięgnąłem informacji. I nie podoba mi się to, jak Huang Hua pogrywa sobie z Genkaku, jak pogrywa sobie ze mną. - Latarenka przy jego lasce błysnęła. 
- Nikt sobie z tobą nie pogrywa. Misja miała cel badawczy, pokojowy - Nevra zabrał głos. Zwrócił na siebie uwagę władcy.
- I właśnie dlatego jesteś w towarzystwie smoka, i dwóch daemonów?! A nie! Aengeli, które są czczone na waszej ziemi, jak bogowie! W towarzystwie, podobno, najsilniejszych ras, jakie istniały na tym świecie!
- To nie skończy się dobrze - usłyszałam za sobą szept Edgara, który kompletnie zniknął gdzieś za naszą grupą. 
- Myślicie, że pozwolę, aby taka zniewaga przeszła bez echa?! - Tenjin kontynuował swój wywód, a raczej wrzaski. Jego głos niósł się po całej okolicy. - Nasze neutralne stosunki dyplomatyczne, przestały mieć rację bytu! - Jego wzrok padł na Lance'a. Ostatni ze smoków, oczywiste, że będzie chciał go pierwszego wyeliminować. Jest najsilniejszy z nas. 

Poczułam straszny ucisk w żołądku. Chciałam coś zrobić, ale nie wiedziałam co. Jeśli wybiegnę przed szereg - oberwę, a to będzie tak samo zła sytuacja, jeśli to Lance zostanie poważnie uszkodzony. 
Wtedy dostrzegłam pikujące w dół cztery ogromne Draflayele, które natychmiast ruszyły w stronę króla. Widząc to, wściekły zaczął kierować w nie pociski uformowane z własnej magii. Stworzenia skutecznie je omijały, i pojawiało ich się coraz więcej - pomagały nam. 
- Ruchy, musimy to wykorzystać - Nevra rzucił, a Lance w tym samym momencie zmienił swoją formę i zionął niebieskim płomieniem przed armię Tenjina, odgradzając ich tym samym od nas.
Nie uszło to uwadze, króla który pozostawił chowańce swojej straży i skupił się na nas. Wyglądało to jakby skupiał całą swoją energię, którą posiadał, by po chwili skierować w nas jakieś zaklęcie. 
Niespodziewanie na drodze magii Tenjina pojawił się, będący mniejszy od pozostałych, draflayel, który oberwał i wylądował tuż przed Lancem. Obie z Koori cicho pisnęłyśmy wystraszone. Smok spojrzał na chowańca, który się nieco dymił. Przy jego paszczy pojawił się płomień - wściekł się. Powodzenia królu. 

Podczas gdy Lance ruszył z impetem w stronę kitsune, wraz z Koori podbiegłyśmy do zwierzęcia.
- Jeszcze żyje - dziewczyna ostrożnie zaczęła go oglądać. - Musimy zabrać go na statek.
- Idźcie. Poradzimy sobie. Spotkamy się na miejscu - Nevra stanął nieco bliżej. 
- Mówiłeś żeby się nie rozdzielać - Edgar postanowił mu to wypomnieć. Nie najlepszy moment. 
- Nie ważne co mówiłem. Ruszajcie - spojrzał ostro na człowieka. 

Nie miałyśmy wyboru. Razem z Leiftanem, Edgarem i rannym chowańcem zaczęłyśmy uciekać, a drogę torowali nam Mathieu, Nevra i Lance - głównie ten ostatni, swoimi płomieniami w towarzystwie wściekłego ryku. 
Sam zabił mojego chowańca, który obronił Leiftana przed atakiem. Tym razem to między innymi o niego chodziło, a może właśnie głównie o niego. 
Czułam się fatalnie, że uciekam, a nie walczę - zdecydowanie wolałabym im pomóc, ale nie będę marnować czasu na dyskusje. 
Udało nam się i z każdą chwilą byłyśmy dalej. Niestety na złość wszystkim zaczął padać śnieg. Chociaż może powinnam powiedzieć, że rozpętała się zamieć, ponieważ biały puch spadał w ogromnej ilości i towarzyszył mu straszliwy wiatr.
Przez to wszystko odgłosy walki stawały się coraz mniej słyszalne, a droga przed nami przestawała być widoczna. 
Koori, jako nasz przewodnik szła pierwsza, Edgar za nią - trzymając jeden z jej ogonów, a Leiftan z ręką na ramieniu człowieka. Sama zaś złapałam blondyna i staraliśmy się maszerować przed siebie. 
Warunki wydawały się idealne do zniknięcia, ale także bardzo niebezpieczne. 

W parę sekund, każde z nas przypominało bałwany, a maszerowaliśmy już dobrych kilka minut. Twarz coraz bardziej drętwiała mi z zimna, a sił brakowało. Do tego zaczęłam się bać o chłopaków przez co co chwilę próbowałam się rozglądać, za co dostawałam burę od Leiftana - bo przecież i tak ich nie dojrzę. 
Co, jak co, ale płomienie Lance'a były przez dłuższy czas dość dobrze widoczne. Gdybym znowu je dostrzegła byłabym pewniejsza, że walczą, ewentualnie ewakuują się stamtąd - w każdym razie żyją, a to lepsze niż nie wiedzieć nic. 

Gubiąc się tak w swoich myślach, nawet nie wiem kiedy zabrałam dłoń z ramienia blondyna i po prostu szłam patrząc w ziemię. Niespodziewanie dorwało mnie kichnięcie, po którym zorientowałam się, że w pobliżu ich nie ma. Przynajmniej nikogo nie widziałam. 
- No to super - jęknęłam i zaczęłam się obracać w miejscu szukając śladów na śniegu, ale te zostały już przykryte. Nawet te, które sama zrobiłam kompletnie zniknęły, w efekcie czego po kilku obrotach nie miałam pojęcia dokąd iść. Zostałam sama pośrodku niczego, a temperatura wcale nie rosła i czułam jakbym zaraz mogła się poważnie odmrozić. - Leiftan! Koori! Edgar! - spróbowałam ich wołać, chociaż wiem, że takie wysiłki na marne. Świst wiatru wystarczająco mnie zagłuszał. 


Nagle zrobiło się ciemno.



Continue Reading

You'll Also Like

5.3K 283 23
Lucyfer wielki król piekła, Alastor overlord który budzi a bardziej budził postrach oboje cierpią do siebie nienawiścią ale serce nie sługa. [shipy...
34K 2.5K 117
Lavena i Lando od samego początku byli tylko przyjaciółmi. Ale i to się zawsze zmienia, prawda?
10.6K 809 40
Jestem córką Syriusza, anioła najjaśniejszej gwiazdy. Moje życie było idealne, przynajmniej tak zawsze mi się wydawało. Wszystko zmieniło się w chwil...
235K 8.4K 56
Bycie zawsze gorszą siostrą może być męczące. Tym bardziej po trudnym dzieciństwie. Czy coś się zmieni w 13 letnim życiu Charlotte po trafieniu do br...