Prolog

20 2 0
                                        


         Stałam nad dziurą wykopaną w ziemi. Wokół mnie rozlegał się głos kapłana i fałszywy szloch niewielkiej gromadki osób. Nie skupiałam się jednak na trwającej modlitwie, przed oczami miałam obraz robaków pełzających po martwym i zimnym ciele najbliższej mi osoby. Do moich oczu napłynęły łzy w momencie, kiedy kapłan skończył modlitwę i kilka krępych facetów w białych rękawiczkach zaczęło opuszczać trumnę do przygotowanego wcześniej rowu. Kiedy trumna walnęła o podłoże mężczyźni w rękawiczkach zaczęli zakopywać trumnę. Od dawna wiedziałam, że to nastąpi jednak nie myślałam, że stanie się to nagle, kiedy mnie przy niej nie będzie. Grupa osób stojących za mną zaczęła się rozchodzić. Po kilku minutach byłam tam tylko ja i świeżo usypany grób. Moje złożone ręce drżały. Po moich policzkach spływały łzy rozmazując tusz do rzęs nałożony rano. Byłam zła na siebie. Zła za to, że nie było mnie w jej ostatnich chwilach, za to, że to nie ja pierwsza dowiedziałam się o jej śmierci. Nawet nie wiem, kiedy podszedł do mnie ksiądz pocieszając mnie i zapewniając, że wszystko będzie dobrze. Podziękowałam mu i ruszyłam w stronę wyjścia z cmentarza. Przejrzałam się w lusterku, które znajdowało się w mojej torebce. Rękawem czarnej bluzy zmazałam zacieki od łez i schowałam lusterko do torby, z której następnie wyciągnęłam telefon i zamówiłam ubera. Po paru minutach przyjechało czarne bmw. Podałam kierowcy adres i ruszyliśmy. Po trzydziestu minutach jazdy znalazłam się pod kamienicą. Uregulowałam płatność i wysiadłam z samochodu. Weszłam na najwyższe piętro i otworzyłam drzwi. Stanęłam w korytarzu zdejmując buty i odkładając torebkę. Poszłam prosto do średniej wielkości łazienki i wyciągnęłam wacik oraz płyn micelarny. Zmyłam resztę maskary i spojrzałam w lustro. Moje zielone oczy były opuchnięte od ilości łez, jaka z nich wyleciała, a długie blond włosy były pozlepiane od deszczu, który spotkał mnie podczas marszu na klatkę schodową. Wyszłam z pomieszczenia i skierowałam się do pokoju naprzeciwko. Uchyliłam drzwi, a moim oczom ukazało się to, co zwykle. Pusta butelka wódki, kilka puszek po piwie i oczywiście torebka ze śnieżnobiałym proszkiem. Wzięłam ją i ruszyłam w kierunku łazienki. Otworzyłam torebeczkę i wysypałam jej zawartość do toalety, a następnie spuściłam wodę w sedesie. Wróciłam do pokoju zahaczając o kuchnię, z której wzięłam worek na śmieci i zaczęłam sprzątać. Wyszłam z mieszkania z workiem pełnym śmieci. Wyrzuciłam go do kosza na odpady i wróciłam na górę. W mieszkaniu nadal nie było nikogo oprócz mnie. Ruszyłam do swojego pokoju. Otworzyłam drzwi i moim oczom ukazało się pojedyncze łóżko z fioletową pościelą, biała szafa, tego samego koloru biurko i puchaty dywan na podłodze. Zdjęłam z siebie czarne ubranie i pozostając w samej bieliźnie otworzyłam szafę wyciągając z niej jeden z moich za dużych podkoszulków. Rzuciłam bluzkę na łóżko i zdjęłam stanik, który wrzuciłam do małego kosza na pranie stojącego w kącie mojego pokoju. Narzuciłam na siebie bluzkę i zaczęłam zdejmować soczewki. Musiałam je niestety nosić od jakiś dwóch lat, ponieważ zaczęłam mieć problemy ze wzrokiem. Mogłam oczywiście nosić okulary, jednak nie pasowały one do mnie. Zgasiłam światło i położyłam się na łóżko. Analizowałam dzisiejszy dzień. Byłam w szkole na pierwszej lekcji i wróciłam do domu, żeby przebrać się na pogrzeb. Pogrzeb mojej babci. Jedynej osoby na świecie, której ufałam, jedynej osoby, która o mnie dbała. Babcia miała już osiemdziesiąt lat. Jej renta wynosiła ledwo dwa tysiące, z czego trzy czwarte wydawała na swoje lekarstwa. Reszta nie starczała na opłaty, więc musiałam iść do pracy. Pracowałam w kawiarni i razem z resztą renty babci starczało to na opłaty i zakupy jednak teraz, kiedy babcia zmarła musiałam zmienić pracę, ponieważ z mojej pensji nie starczyłoby na wszystko. Bo przecież moja matka nie weźmie się za pracę skoro dostaje zasiłek dla bezrobotnych, jednak zamiast przeznaczać go na opłaty wolała wydawać te pieniądze na narkotyki i alkohol, od których była uzależniona. Zostałam sama z matką ćpunką i alkoholiczką. Do moich oczu ponownie napłynęły łzy, a ja poczułam ból przeszywający moją klatkę piersiową.

      Jednak nie zdawałam sobie sprawy z tego, że ten ból był niczym w porównaniu z tym, którego miałam doświadczyć już niedługo. 


  

***********

Witam, witam! Ogólnie to zachęcam do zostawiania gwiazdek i komentarzy. Naprawdę nawet nie wiecie jak bardzo to motywuje :)

Do następnego!

You've reached the end of published parts.

⏰ Last updated: Mar 31, 2020 ⏰

Add this story to your Library to get notified about new parts!

Spider's webWhere stories live. Discover now