Drogi Jay'u
Obiecałem Tobie, że nic Ci przy mnie nie będzie groziło. Nie zdawałem sobie jednak sprawy z tego, że nigdy nie będę w stanie dotrzymać Ci tej obietnicy. Czuje się podle. Jak kłamca. Zawiodłem nie tyle ciebie co samego siebie. Nigdy sobie tego nie wybaczę. Zabijam kolejnego i kolejnego truposza. Nadal nie dociera do mnie, że Ciebie również spotkał taki los i to właśnie prze ze mnie.
Kochałem cię bracie tak mocno. Może nie tak jak brat powinien kochać brata, ale mocniej. Tak bardzo starałem się zawsze Ci pomagać. Gdy widziałem uśmiech na twojej piegowatej twarzy nie brakowało mi nic więcej.
Kochałem twoje rude piegi, które przykrywały twój mały nosek.
Kochałem twoje błękitne jak ocean oczy. Mogłem się w nie wpatrywać całymi dniami.
Kochałem twój śmiech, był jak promyki słońca.
Kochałem to gdy podczas grania na konsoli przegrywałeś, a twój nosek marszczył się charakterystycznie. To było takie urocze.
Kochałem twoja każdą niedoskonałość i nadal kocham.
Trupy zabijam już z przyzwyczajenia, to moja codzienność. Dobija mnie fakt, że wstaję tylko po to aby zabić kolejne te potworne kreatury, które odebrały mi Ciebie. Nie mogę już wytrzymać tego bólu jaki we mnie siedzi, nie mogę już znieść tej monotonnej codzienności bez ciebie.
Pamiętam jak Ciebie pierwszy raz zobaczyłem. Zabłąkany chłopiec ze zbyt niską samooceną, byłeś zagubiony. Błądziłeś swoimi błękitnymi ślepiami po całym pomieszczeniu. Byłem zdziwiony tym jak można mieć tak intensywny kolor oczu, podobno to oznaka mocy władania właśnie piorunami. Już wtedy żartobliwie nazywałem ciebie piorunem. Moim małym piorunkiem. Gdy tylko to słyszałeś lekko tupałeś nogą, twoje falowane rude loczki opadały na prawą stronę twarzy, a twój nosek marszczył się w ten zabawny i charakterystyczny sposób.
Zawsze byłeś z nas wszystkich najmłodszy- nie licząc Lloyda oczywiście. Byłeś w naszej drużynie światłem. Kiedy wszystko wydawało się skończone ty rzucałeś jakimś cholernie beznadziejnym żartem, za którego każdy z nas się na ciebie patrzył. Ty natomiast błądziłeś zmieszanym wzrokiem po naszych twarzach szukając choć odrobiny uśmiechu i wtedy coś we mnie pękało. Lekko prychałem śmiechem, a salwa takiej samej reakcji szła za mną. Nigdy nie zapomnę twojego dziękującego wzroku, na który tylko ja reagowałem spuszczeniem głowy.
Nie kochałem cię jak brata, kochałem cię jak własną część mnie. Mimo, że sam siebie nie szanowałem. Nie wiem czym to było spowodowane. Może tym, że nigdy nie poznałem matki, a mój ojciec był idealistycznym psychopatą. Nie chciałem pójść do APIT, dlatego uciekłem z domu. Czułem w środku, że wszystkich zawodzę i przynoszę wstyd.
Nienawidziłem tego, że mimo kilku godzinnych treningów, codziennie od najmłodszych lat słyszałem od ojca jedynie słowa pogardy i zawiedzione spojrzenie.
Nienawidziłem tego, że za każdym razem gdy źle skoczyłem w piruecie pike lub zrobiłem cokolwiek innego źle to dostawałem 5 biczy laską mojego ojca na plecach. Nigdy Ci tego nie mówiłem, ale to właśnie dlatego na plecach mam brązowe blizny. Już wiesz, że to nie przez wypadek rowerowy.
Nienawidziłem mojego życia. Byłem małym chłopcem takim jak każdy. Chciałem tylko wyjść rano na podwórko i pokopać piłkę razem z kolegami, ale nie mogłem. Zamiast tego całymi dniami siedziałem na sali baletowej pod czujnym okiem ojca i wykonywałem ćwiczenia. Mimo, że wielokrotnie padałem z wyczerpania ojciec powtarzał, że nic nie osiągnę. Ja dalej trenowałem, pokonywałem swoje słabości, lecz to i tak było za mało. Mój ojciec chciał więcej i więcej. Ciągle mu było mało. Ja chciałem być taki jak inni. Chciałem być normalnie dorastającym chłopcem, chciałem chodzić do normalnej szkoły. Nie mogłem
YOU ARE READING
Ninjago || oneshoty
Teen FictionZbiór moich autorskich oneshotów o tematyce Ninjago. Moje wymyślone historie poszczególnych postaci, bądź shippingi. #70 nya 30.03.2019 01:16 #1 shippy 31.03.2019 16:44
