— Arthur, Arthur! — chłopak w hawajskiej koszuli podbiegł w miarę swoich możliwości w tej zabałaganionej kawalerce do kuchni, gdzie na blacie siedział nie kto inny, jak sam Arthur Kirkland, personifikacja Anglii. Popijał sobie beztrosko piwo z puszki podrygując do muzyki, która brzmiała wyjątkowo nie jak punk rock, a jak grunge. Wielka różnica. — Mam genialny plan!
— Nie zgadzam się — mruknął jasnowłosy. Admin miał po raz kolejny okazję zobaczyć klatkę piersiową blondyna w całej okazałości.
— Założyłbyś coś na siebie — rzucił Życie i sam sobie wziął coś do picia. Wybrał wodę. Lekko gazowana mineralna z górskiego źródła. Smakowała jak zwykła gazowana. Niesamowite. — W każdym razie, mam pomysł na twoją terapię!
— Ty masz jakieś papiery z psycho-cośtam, że tak się na tę terapię napaliłeś? — Arthur nie ruszył się z miejsca, nadal pijąc z napój. I nadal bez koszulki.
— Nie, ale mam się tobą zajmować, byś znowu nie rozwalił czasoprzestrzeni. Dlatego zrobię ci terapię. Będziesz bardziej szczery, porozmawiasz z ludźmi, zawrzesz nowe przyjaźnie — wymieniał uśmiechnięty chłopak. Kirkland zeskoczył z blatu, rzucając puszkę na ziemię.
— Nie ma szans — stwierdził, kiwając palcem w rytm wybijany przez perkusję.
— Daj spokój, będziesz tylko odpowiadał na pytania!
— Tym bardziej nie.
— Arthur...
Zielonooki przeszedł do salonu. Wziął czarną koszulkę z kanapy i założył na siebie. Przeczesał włosy. Usiadł na stole, zrzucając karton po wczorajszej pizzy. Spojrzał na Życie.
— Po co?
— Będzie fajnie — upierał się admin. — Ludzie chcą wiedzieć coś o ich ulubionej postaci.
— No właśnie, więc na cholerę mają marnować czas na mnie? — mruknął, gdy odblokowywał swój telefon. Skrzywił się, patrząc na powiadomienia. A potem nonszalancko rzucił telefonem o ścianę. Jego oczy były ciągle tak samo beznamiętne.
— Zrobimy tak. Ten kto wygra w statki, decyduje — powiedział chłopak w japonkach. Założył ręce. Na niczym mu ostatnio tak nie zależało. Nawet na nakrzyczeniu na blondyna za zbicie smartfona.
— Zgoda — odparł zbyt pewien siebie Anglia. Pożałuje tego.
Trzeba wiedzieć, że to Arthur zawsze wygrywa w statki. Jednakże Życie nie chciał odpuścić. Dlatego być może trochę nagiął zasady. Ociupinkę, ale każdy choć raz oszukiwał, nie? A i tak ledwo się mu udało.
Takim o to sposobem, Arthur skończył stojąc z tabliczką, na której czarnym markerem zostało napisane "Zadawajcie pytania". Choć jego oczy wyrażały co innego.
YOU ARE READING
Libacja alkoholowa
FanfictionZmuszono mnie. Tak, mnie. Wielkiego Arthura Kirklanda. Ograno mnie w statki. Admin oszukiwał. Z pewnością. Idź zrobić coś ze swoim życiem, a nie to czytasz.
