welcome 一 01

128 16 10
                                        

Brendon Urie zaplanował swój sobotni poranek o wiele inaczej. Pierwszy dzień wakacji chciał świętować ze swoimi przyjaciółmi, pławiąc się w słońcu nad jeziorem, pijąc zimne piwo, oraz pozwolić dymowi przepełnionemu nikotyną opuszczać jego wargi, by potem przenieść się na imprezę. Było to swego rodzaju tradycją nastolatka, lecz dzisiejszego dnia coś się zmieniło.


Mianowicie, był na nogach już o ósmej rano, siedząc na kuchennym krześle przed swoimi rodzicami, zamiast wylegiwać się w dużym, ciepłym łóżku. Po drugie – rodzice. Zawsze o tej porze byli w pracy, tymczasem spoglądali na niego znużonym, zrezygnowanym spojrzeniem. W normalnej sytuacji chłopak by się zmartwił, teraz jednak był zbyt zmęczony na cokolwiek,dlatego jedynie wlepił śpiące spojrzenie w małżeństwo. Czekał cierpliwie, aż zdradzą co było tak ważne, by wyrwać go od snów.


- Bren, wyjeżdżamy na czas wakacji do Hiszpanii – wysoka kobieta zaczęła w końcu, w tym samym czasie wstając, by przygotować swoją ulubioną, mocną kawę. Kiedy ekspres zaczął swoją pracę, ponownie oddała uwagę synowi.


- Huh, to świetnie, ale kiedy? Muszę powiedzieć Spencerowi, i się spakować... - brunet posłał uśmiech rodzicielce, nie do końca rozumiejąc, czemu mówią mu to z takim brakiem entuzjazmu, a wręcz czymś temu przeciwnym. Jego rodzice co prawda nigdy nie należeli do typu szczególnie wesołych i żywiołowych osób, ale zazwyczaj nie bywali też aż tak ponurzy.


- Jutro rano, więc zdążysz się spakować, tylko zabierz dużo ciepłych rzeczy – słysząc baryton głosu swojego ojca, od razu skierował wzrok na niego. Nie miał co liczyć na kontakt wzrokowy, dopóki ten nie przestudiuje całego egzemplarza dzisiejszej gazety. Obojętność tej dwójki zaczynała frustrować bruneta, gdyż chciał znać powód ich dziwnego zachowania oraz powód, dla którego do Hiszpanii miałby pakować bluzy. Przecież jest tam, do cholery, ciepło. Chyba, że Brendon źle łączył fakty pobierane z głównie przespanych przez niego lekcji geografii.


- Brendon, będę z tobą szczera. Owszem, jedziemy do Hiszpanii, tyle, że bez ciebie. W domu samego cię nie zostawimy, bo w firmie ojca się ostatnio nie przelewa, więc nie stać nas na naprawianie tego, co twoje imprezy zniszczą. Nie próbuj zaprzeczać, nie znam cię od wczoraj. Dlatego masz szczęście, że ciocia Wentz zgodziła się na to, byś spędził u nich wakacje. Idź się pakować, i nie dyskutuj, nie mam ochoty tego słuchać – kobieta powiedziała surowo, zaskakując tym swojego syna. Nim jego uniesione w zdziwieniu brwi zdążyły wrócić do naturalnego położenia, opuściła kuchnię z lawendowym kubkiem gorącej cieczy w dłoni. Zaraz jednak jego uczucia przeobraziły się w złość, ponieważ: dlaczego nie wezmą go do siebie, dlaczego nie może zostać u Spencera, i dlaczego musi jechać akurat do ciotki Wentz, która jest tak cholernie pedantyczna?


- Tato, co ja mam tam robić? Nikogo nie znam, a wokół są tylko jakieś lasy – wypalił, chwytając się ostatniej deski ratunku, którą było udobruchanie ojca. Owszem, ostatnio był tam, jak miał dwanaście lat, ale wątpił, że w takim miasteczku jak to coś mogło się drastycznie zmienić. Jego miejscem było Los Angeles, pełne sklepów, klubów,drogich samochodów i ludzi. To tutaj się wychował i tutaj coś osiągnął, mimo, że dla większości ludzi popularność nie równa się z osiągnięciem. Ciągnął swój dramatyczny monolog, aż do momentu, w którym sterta papieru stanowiąca gazetę uderzyła o stół. Mężczyzna, po którym brunet odziedziczył oczy, wywrócił nimi tylko, wstając od stołu.


- Proponuję znaleźć jakąś pracę, zapomniałem wspomnieć, że za ostatni incydent z komisariatem odbieram Ci kieszonkowe.


Tak, Brendon zdecydowanie inaczej wyobrażał sobie te wakacje. Czuł się wręcz przepełniony złością na rodziców, zawodem i pewną dozą smutku, w końcu musiał rozstać się ze swoimi przyjaciółmi na całe dwa miesiące. Rozmowy przez telefon czy smsy nie dadzą rady nawet w połowie zastąpić ich głupich żartów czy wspólnych chwil, ale w takich sytuacjach chłopak cieszył się, że takie coś w ogóle istnieje.


I może brzmiał płytko, ale jak miał wytrzymać bez pieniędzy? Wrócił szybkim krokiem do pokoju, od razu wyciągając walizkę i wybierając numer przyjaciela. Jak podejrzewał, jedyny głos który usłyszał w telefonie należał do poczty głosowej. Była ósma trzydzieści, mógł więc się domyślić, że jeszcze śpi.


Brendon rozejrzał się po pokoju, z którym już jutro miał się rozstać, i z westchnięciem frustracji kopnął pustą walizkę.


Jak zwykle, spakować – wrzucić wszystko jak leci z szafy - musiał się wieczorem, gdyż przy swoim kopnięciu trafił torbę małym palcem u stopy. Ból był tak nieznośny, że z jęknięciem położył się na niepościelonym łóżku, i leżał tak aż do momentu, w którym jego telefon zaczął wibrować. Do popołudnia użalał się nad swoim losem, słuchając beznadziejnych prób pocieszenia Spencera, które swą beznadziejnością poprawiły mu jednak nieco humor. Może da radę przeżyć te wakacje dokładnie w taki sam sposób - poprzez długie rozmowy z znajomymi oraz sen.


Kolejnego dnia, czuł się jak dwunastolatek, ponownie – przespał całą drogę do miasteczka w Walii, które było tak nudne, że nawet nie zadał sobie trudu z zapamiętaniem jego nazwy, po czym pożegnał się z rodzicami, idąc w kierunku średnich rozmiarów budynku. Od ostatniego razu niewiele się tu zmieniło - z wyjątkiem huśtawki, która straciła swój lśniący, drewniany urok, pokryta teraz w paru miejscach mchem oraz rdzą i nowego płotu, tym razem bez dziury w kształcie przypominającym piłkę kuzyna. Dziwnym uczuciem było maszerować teraz po tym trawniku bez zabawek, o które można było potknąć się na każdym kroku. Dopiero myśląc o tym, zdał sobie sprawę, że Pete musi być teraz gdzieś w jego wieku, może jest nawet rok starszy. To dodało mu trochę otuchy, miał nadzieję, że złapią wspólny język.


Nadzieje Brendona runęły w chwili, w której jego koścista dłoń zapukała do ciemnych, solidnych drzwi, a gdy te się otworzyły, ukazały wrogie spojrzenie czarnowłosego chłopaka. I jeżeli to ten sam Pete, który już jako dziecko odznaczał się pewną nieprzyjemnością (Urie do tej pory nie znalazł sposobu na zamaskowanie blizny powstałej od uderzenia traktorkiem-zabawką jego czoła przez kuzyna), to brunet już naprawdę wolał spędzać czas z jego matką, rozmawiając o faworytach w kategorii płynów do mycia okien.


- Wchodzisz czy nie? - niższy z nich burknął, nie spuszczając wzroku z zakłopotanego chłopaka, który zastanawiał się, co takiego zrobił, że cały świat postanowił go znienawidzić. A może on po prostu tak ma? Przecież nie mógł go zdenerwować sposobem, w który zapukał do drzwi. Chyba, że zrobił to zbyt natarczywie. Lub Peter odziedziczył cechy po ciotce i zmartwił się, że od pukania odpryśnie farba.



Zmęczony podróżą oraz wszystkimi niepewnościami, pokiwał tylko głową, wchodząc do domu. Zanotował przy okazji w myśli, żeby wygooglować potem czy możliwym jest zapaść w śpiączkę na dwa miesiące.


hi, nie obraze sie jak zostawicie po sobie jakis komentarz

pretty.odd ; rydenDes histoires addictives. Découvrez maintenant