16. Nieposłuszeństwo

1.8K 201 22
                                          

Wesoła głowa Harry'ego wychyliła się zza tłumu uczniów, których twarze skierowane były na drzwi wejściowe do Wielkiej Sali. Dwunastolatka z burzą brązowych loków patrzyła wesoło na przyjaciela, za którego głową pojawiła się kolejna, ruda czupryna.

 Hermiona! — krzyknął wybraniec i podniósł się z ławki. Dziewczynka ruszyła biegiem w jego stronę, wpadając z piskiem w jego ramiona. Jak się czujesz?

 Fantastycznie! — szepnęła przejęta gryfonka. Puściła ramiona przyjaciela i z rozpędu skierowała je w stronę Weasley'a. Chłopiec zrobił to samo, jednak kiedy ich zawstydzone spojrzenia się spotkały, magiczna bariera wyrosła między nimi jak spod ziemi. Zaczerwieniona Hermiona podała chłopcu drżącą rękę, który nie wiedząc gdzie podziać spojrzenie, przyjął gest.

 Fajnie, że wróciłaś — mruknął pod nosem, czerwieniąc się jak piwonia. Granger uśmiechnęła się, starając ukryć zażenowanie i odparła:

 Fajnie wrócić do przyjaciół.

Poczułam w ustach piasek. Dostał się do gardła powodując, że zaczęłam się krztusić i pomimo rozdzierającego bólu, obróciłam się na brzuch. Oczy zaszły mi łzami, które płynąc po poharatanych policzkach, powodowały tylko ich pieczenie. Klęczałam na ziemi nie wiedząc co boli mnie bardziej. Miałam ochotę leżeć i nie wstawać — umrzeć w tej pozycji, która okazała się wygodniejsza niż najmiększy materac świata.

Opadłam na twarde skały i wtedy usłyszałam czyjeś syknięcie. Pomacałam kieszenie, jednak nie poczułam nigdzie różdżki, a jedynie ból w przedramionach.

— Elena? — szepnęłam w przestrzeń, rozpoznając jej kaszel. Usłyszałam też, że przewróciła się i zaczęła płakać, więc mimo przerażającego bólu na całym ciele podniosłam się i zaczęłam po omacku iść w jej stronę. — Elena!

— Hermiona? — Dziewczynka najwyraźniej mnie usłyszała, bo już po chwili dało się słyszeć poruszenie. 

— Zostań, gdzie jesteś!

— Hermiona, nic nie widzę! — jęknęła przerażona dziewczynka, zagłuszając moje słowa. Nagle korytarz rozbłysł błękitnym światełkiem. Zakryłam oczy, czując pieczenie od rażącego blasku, jednak po chwili, kiedy źrenice przyzwyczaiły się, zdałam sobie sprawę, skąd on dochodzi. Ślizgonka pisnęła i natychmiast rzuciła się do ciała leżącego nieopodal. — Wujku!

Popatrzyłam na zakrwawione ciało Snape'a i poczułam, że zaczyna brakować mi powietrza. Leżał najbliżej zgliszczy tunelu, który teraz podzielił się na dwie części. Nie ruszał się. Jedyną oznaką, że żyje był wzrok, wlepiony we mnie z niemal błagalnym wyrazem. Miałam wrażenie, że nogi wrosły mi w ziemię, a czas wokół się zatrzymał.

— Wujku — pisnęła Elena, gorączkowo grzebiąc w kieszeniach swojej szaty. — Wujku, masz, wypij.

Przystawiła mu do ust mały flakonik, którego zawartość przełknął z trudem. Podeszłam jak zahipnotyzowana do jego ciała i uklęknęłam przy nim, czując ucisk w piersi. Wspomnienia zaczęły wracać — jak pasożyt zaczęły wiercić dziurę w głowie. W uszach słyszałam jedynie wściekłe krzyki Rona, widziałam jego minę i oczy pełne nienawiści. Nie mogłam zrozumieć, w którym momencie popełniłam błąd. W którym momencie mogłam zrobić coś, aby temu wszystkiemu zapobiec?

Pokręciłam głową, odganiając te myśli od siebie. Spojrzałam na stertę gruzu, z całych sił próbując nie myśleć o tym, czy Ron się pod nimi znajduje. Nagle usłyszałam, że Snape się krztusi.

— Profesorze? — spytałam szeptem, jednak on tylko wystawił drżącą rękę w moją stronę. Nie miałam pojęcia co robić, mój mózg wyłączył się w najbardziej nieodpowiednim momencie.

— Zabierz ją stąd — wycharczał ciężko, przyciągając mnie za szatę. — Zabierz... Elenę...

Po tych słowach poczułam natychmiastowy zastrzyk adrenaliny. Tak silny, że moje policzki zrobiły się gorące i musiałam zacisnąć pięści.

— A co z panem? Mam pana... zostawić? — spytałam, wiedząc, że to nie wchodzi w grę. Bez niego nigdzie nie zamierzałam iść. 

Mężczyzna nie odpowiedział i mimo słabego stanu, wciąż próbował wymusić coś spojrzeniem.

— Poddaje się pan? — rzuciłam ze złością, która narastała we mnie widząc jego zrezygnowanie. — Tak szybko? Wielki, straszliwy profesor Snape poddaje się, nawet nie spróbowawszy...

— Zamknij się, Granger — warknął, lecz natychmiast zaniósł się kaszlem. — To nie... To nie jest prośba... Tylko polecenie. Więc radzę ci je wykonać.

— Z całym szacunkiem — warknęłam w odpowiedzi, przeciągając małą torebeczkę przed siebie — ale nie jesteśmy w szkole. 

Zaczęłam w popłochu szukać fiolek z eliksirami, zdając sobie nagle sprawę, że mam wobec niego dług. Dług życia, który właśnie teraz muszę spłacić. Wstałam z klęczków, szukając na ziemi różdżki, jednak nigdzie jej nie widziałam.

— Elena, co masz przy sobie? — spytałam nerwowo, wzrokiem wciąż przeczesując posadzkę. — Dyptam, eliksir leczniczy? Coś przeciwbólowego?

— Mam małą fiolkę eliksiru wiggenowego — odparła szybko dziewczynka, grzebiąc w kieszeniach szaty i z oczami wielkości monet wyciągnęła ją w moją stronę. Uśmiechnęłam się, kiwając głową. 

— Wystarczy. Profesorze — powiedziałam, patrząc na słabnącego mężczyznę. — Profesorze, musi pan to wypić. 

Kiedy nie odpowiedział, poczułam, że coś jest nie tak. Podeszłam do niego i przykucnęłam, dotykając jego chłodnej twarzy. Ogarnęła mnie panika. Musiałam coś zrobić, nie mogłam go teraz stracić. Bez niego wyjście z tunelu było niemal niemożliwe. Serce zaczęło mi walić jak młot, a oddech stał się spazmatyczny, dodatkowo spowolniony zimnym powietrzem.

— Profesorze? — powtórzyłam spanikowana i wzięłam od Eleny fiolkę, którą natychmiast odkorkowałam i przystawiłam do ust Snape'a. W tej chwili kompletnie odsunęłam od siebie wspomnienia z sześciu lat, kiedy to słyszałam jedynie obelgi i besztanie. — Elena, znajdź moją różdżkę, proszę — rzuciłam szybko, obserwując ciągle twarz mężczyzny. Proszę, myślałam. Czekałam na choćby najmniejszy grymas, na choćby jeden ruch. Z nerwów poczułam, jak moje gardło się ściska i słowa zamieniają się w jęki: — Nie może pan teraz umrzeć, słyszy pan? Nie pozwolę panu, po prostu... nie może pan... — Czując jak bezsilność ogarnia całe moje ciało, oparłam dłoń na jego piersi. Na co liczyłam? Na jedno bicie serca? — Bez pana to się nie uda...

— Mam! — krzyknęła Elena i podbiegła do mnie, klękając na ziemi obok. Wyrwałam jej przedmiot z dłoni i natychmiast skierowałam ją na wciąż nieruchomą twarz Snape'a. 

— Episkey — szeptałam, wysilając umysł do przypomnienia sobie wszystkich zaklęć leczniczych, jakie znałam. Machnęłam różdżką, wypuszczając białą mgiełkę, która zatoczyła koło i wchłonęła się w ciało profesora. — Ferula. — Wiedziałam, że muszę się skupić. Zamknęłam oczy, wymawiając po cichu kolejne zaklęcia, aż w pewnym momencie usłyszałam dźwięk głośno nabieranego powietrza.

— Udało się! — krzyknęła ze łzami w oczach Elena i rzuciła się na odzyskującego świadomość Severusa Snape'a. — Wujku, ty żyjesz!

Płakała ze szczęścia, śmiejąc się do ucha mężczyzny, który ociężale podniósł się i skarcił ją wzrokiem. Nie odezwał się, jednak kiedy jego twarz zaczęła nabierać kolorów, nie mogłam powstrzymać uśmiechu. Niezrażona jego zachowaniem Elena uwiesiła się na jego szyi, a on objął jedną ręką jej plecy. Wtedy jego spojrzenie skierowało się na mnie. Nawrzeszczy? Zbeszta? Powie, że jestem upartą gówniarą? Setki myśli przewijały się przez moją głowę, a sekundy, w których jego oczy mnie obserwowały, zdawały się trwać wieczność.

Niespodziewanie zmarszczył brwi, a z jego twarzy zniknęła złość. Ze wszystkich scenariuszy, które ułożyłam w głowie tego jednego się nie spodziewałam — że profesor Snape, postrach Hogwartu i najsurowszy człowiek, jakiego dane mi było poznać, uśmiechnie się do mnie krzywo i skinie głową w podzięce. 




Uciekinierzy ✔Where stories live. Discover now