Dziś znowu go nie było... to już tydzień... chyba zwariowałam. Codziennie nadrabiałam 20 minut drogi żeby zobaczyć obcego gościa i codziennie byłam bardziej zawiedziona. Co ja sobie w ogóle wyobrażałam?
Tydzień minął jego nie było. Trudno widocznie tak miało być. Musiałam przestać o nim myśleć... Ale była przynajmniej jedna korzyść z tego spotkania, poznałam nowych ludzi, którzy też tam grali i sama zaczęłam znowu grać. A może akurat znów tu kiedyś przyjdzie...
Z dnia na dzień czas mijał mi coraz szybciej, nie chodziłam już codziennie pod tą głupią fontannę, a jeśli nawet to nie żeby go spotkać a pograć. Zrozumiałam jaką głupotą było czekanie na bądź co bądź obcego gościa.
Zaprzyjaźniłam się z dwójką chłopaków, jak się okazało jeden z nich, Troy, był na tym samym wydziale co ja i mieliśmy razem jedne zajęcia. Zaczeliśmy spędzać ze sobą więcej czasu, a po pewnym czasie Troy zaprosił mnie na randkę. Nie miałam nic do stracenia więc się zgodziłam. Nie ma co ukrywać to nie było to "coś" co czułam przy Edzie. Było inaczej ale czy to znaczy że gorzej? Ostatecznie rudego widziałam tylko raz więc nie wiadomo jak wyglądałaby nasza znajomość, może byśmy się jednak nie dogadali... Starałam się myśleć w ten sposób i nim się zorientowałam minęły 4 miesiące. Ukończyłam pierwszy rok studiów a z Troyem byliśmy dość szczęśliwą parą, no może nie mieliśmy jakiś wielkich romantycznych "porywów" serca, ale on naprawdę się starał, były randki, wspólne wieczory przed telewizorem, czasem kwiaty. Nie był mi obojętny to pewne, może w prawdziwej miłości właśnie tak jest? Zwyczajnie? Może to przez komedie romantyczne wyobrażamy sobie ją tak a nie inaczej a w prawdziwym życiu tak nie jest?
##
Rok po spotkaniu muzyka.
- Beth! Znowu się spoźnisz! Rusz te swoje cztery litery to Cię podwiozę! - krzyknął Troy z przedpokoju.
- Już biegnę! Minuta! - odkrzyknęłam szperając w małej szkatułce. No gdzie są te głupie kolczyki...tak, są. Uff miałam je oddać Steff już tydzień temu.
Wsiedliśmy szybko do samochodu, ulice robiły się coraz bardziej zatłoczone. Miałam nadzieję, że zdążymy. Jechaliśmy w ciszy jakieś 10 minut, chociaż może lepsze było by stwierdzenie, że stoimy w miejscu. Wspominałam, że kocham to miasto? Troy włączył radio a moją uwagę odrazu przykuła klimatyczna, akustyczna piosenka. Kurde naprawdę dobra. Wsłuchałam się w głos artysty i... zamarłam.
White lips, pale face...
Nie, to niemożliwe... a jednak, tego głosu nigdy nie mogłabym zapomnieć. Nawet gdyby minęło z 10 lat. Znowu to uczucie jakby śpiewał tylko dla mnie. Wsłuchiwałam się w jego głos i zapominałam o wszystkim, gdzie jestem, z kim jestem, co robię... to była najpiękniejsza piosenka jaką słyszałam.
It's too cold outside for angels to fly...
Po zakończonej piosence w radiu odezwał się głos prowadzącego audycje. Wyrwał mnie tym samym z zamyślenia. - To była debiutancka piosenka wschodzącej gwiazdy Eda Sheerana, jeśli ktoś z was jest tak samo zachwycony chłopakiem jak ja to mam dobrą wiadomość, płyta Eda dostępna jest od wczoraj w sprzedarzy! Zapamiętanie to nazwisko bo jeszcze nie raz o nim usłyszycie. Ed Sheeran! - zakończył i puścił jakiś popowy kawałek, którego nie znałam.
Kurde nie mogłam uwierzyć w to co właśnie usłyszałam. Udało mu się, pamiętałam jak opowiadał mi, że kiedyś wyda album i zrobił to.
Już wiedziałam co będę dziś robić po pracy... odwiedzę sklep muzyczny.
#########
Komentarzy zero...jest aż tak tragicznie? Jeśli tak to napisz że szkoda twojego i mojego czasu!
Proszę :*
YOU ARE READING
Boy with guitar ✓
FanfictionBeth niedawno przenosła się do Londynu, zostawiła za sobą całe życie. Wiecznie zapracowana i spóźniona przez przypadek spotyka jego - piekielnie zdolnego początkującego muzyka. Jednorazowe spotkanie czy głębsza relacja?
