Prolog

9 2 0
                                        

Otworzyłam oczy. Znajdowałam się na tylnych siedzeniach czarnego samochodu, a pulsujący ból głowy i wykręcający brzuch przypominały mi o nieproszonym gościu - moim okresie. Rany na moim ciele były opatrzone, a ja przykryta małym, choć ciepłym kocykiem.

Bałam się poruszyć. Najmniejszy ruch mógłby zdradzić, że się obudziłam, a przecież nie znałam tego auta ani jego kierowcy. Przez przednią szybę widziałam sylwetkę mężczyzny z czarnymi włosami, ubranego w białą, satynową koszulę i eleganckie, czarne spodnie.

Starałam się zrozumieć, co się dzieje. Porwanie? Okup? Uprowadzenie? Jednak, który porywacz opatrzyłby rany swojej ofiary i przykrył ją kocykiem? Może to była tylko dobra mina do złej gry?

Samochód zatrzymał się nagle. Nieznajomy wysiadł, zapalając papierosa i trzaskając przy tym drzwiami. Odczekałam kilkanaście sekund i powoli podniosłam się, czując szczypiący ból ran. Zaparkowaliśmy na poboczu drogi w środku lasu. Czarnowłosy mężczyzna znikł z mojego pola widzenia, choć serce wciąż waliło jak oszalałe.

To była moja szansa. Otworzyłam drzwi jak najciszej, wyczołgałam się na zewnątrz i ruszyłam kucając w stronę bagażnika. Mój oddech był szybki, a strach paraliżował mnie. Musiałam działać szybko, choć nie miałam pojęcia, gdzie się znajduję ani kim jest ten człowiek.

- Kurwa, gdzie ona jest? - usłyszałam za sobą męski głos pełen frustracji.

Zerwałam się do biegu, ale nie zdążyłam uciec daleko. W pewnym momencie zaczęłam tracić siły, a mój oprawca był dużo szybszy, wyższy i silniejszy ode mnie. Dopadł mnie z łatwością, chwycił mocno za ramię.

- Puść mnie! - krzyczałam, próbując się uwolnić, ale jego chwyt był żelazny. Biała koszula była cała we krwi. - Błagam... - łzy pojawiły się w moich oczach niemal natychmiastowo. On mnie przecież zabije... i to na miejscu.

- Posłuchaj mnie - powiedział, próbując przytrzymać mnie mocniej, ale jego głos, choć zimny, nie brzmiał groźnie... raczej znajomo, jakbym go już kiedyś gdzieś słyszała - Muszę ci coś wyjaśnić...

Zaczęłam się wyrywać jeszcze bardziej, moje ciało walczyło z każdą sekundą. Ból z ran mieszał się z paniką, a mój oddech przyspieszał.

- Przestań! - jego głos stawał się bardziej stanowczy, a w oczach pojawiła się determinacją.- Musisz mnie wysłuchać.

- Co ty ode mnie chcesz? - krzyknęłam, próbując uwolnić się z jego uścisku. Może ktoś tu jest... usłyszy mnie i przyjdzie z ratunkiem.- Dlaczego mi to robisz?

- Po co wrzeszczysz idiotko. Nie wierć się tak. Spokojnie.- powiedział, próbując mnie uspokoić. - Nie jestem twoim wrogiem.

- Puść mnie!

Jego uścisk tylko się wzmocnił i nagle jednym, gwałtownym ruchem, obrócił mnie tyłem do siebie. Moje plecy mocno przylegały teraz do jego ciała. Złapał mnie za włosy, szarpiąc brutalnie. Poczułam, jak jego ramię ciasno mnie oplata, unieruchamiając całkowicie.

Widziałam, jak jego druga ręka sięga do kieszeni i wyjmuje pistolet. Przerażona, zamarłam gdy zimna lufa dotknęła mojej szyi. Powoli, niemal z namysłem, zaczął przesuwać pistoletem po moich ramionach, obojczykach, policzkach i szczęce. Czułam, jak łzy spływają mi po twarzy, a każdy oddech stawał się coraz cięższy. Nie wyrywałam się już, strach całkowicie mnie sparaliżował. Nie miałam odwagi stawić mu czoła.

- Twoje życie jest w niebezpieczeństwie - powiedział, - Jestem tutaj, żeby cię chronić... od ludzi, którzy nas ścigają. Ludzi, którzy nie cofną się przed niczym, żeby cię zniszczyć. - jego głos był teraz bardziej łagodny, ale nadal pełen powagi. - Jestem tu, by ci pomóc.

To nie fair: Kiedy upada mrokBağımlısı olacağınız hikayeler. Şimdi keşfedin