Prolog

239 8 0
                                        

Wszystko działo się bardzo szybko. 

Za szybko...


— Przynieś mi miskę z letnią wodą, gazę, zestaw do szycia i apteczkę. Nie zapomnij wziąć butelki alkoholu. Wszystko znajdziesz w szafce nad zlewem —  widząc jego minę, rozkazała mu natychmiast, niemalże czytając w myślach Mycrofta, który chciał ją zapytać o pomoc. — Na patrz się tak, skarbeńku? Ruchy! — krzyknęła, co w końcu wybiło go z letargu. 

 Holmes drgnął do przodu, dokładnie tam, gdzie pokierowała go Pani Hudson, a sama kobieta zniknęła gdzieś, zapewne pobiegła na piętro tam, gdzie Lestrade i John zanieśli Sherlocka. Mycroft otworzył wskazaną szafkę, trzęsącymi się rękoma pozabierał wszystkie rzeczy o których wspomniała mu kobieta i biegiem ruszył do reszty. Nie zdążył dobrze postawić nogi w salonie, kiedy to Watson zabrał z jego ramion wszystkie potrzebne przedmioty. 

Wątłe ciało Sherlocka zostało ułożone przez nich na kanapie, John rozłożył wszystko co mieli na ławie, z której wszystkie rzeczy jednym ruchem wylądowały na podłodze, kiedy to w tym samym czasie Pani domu nożyczkami rozcinała koszulę młodszego Holmesa. Na ten widok Mycroft wręcz poczuł, jak robi mu się słabo. Nie był w stanie ruszyć się z miejsca, ani zmienić obiektu swojego obserwowania. Miał przed oczami najciemniejszy i najskrytszy koszmar, jak tylko mógł wydarzyć się w jego życiu. 

— Mycroft — usłyszał jakby w oddali i poczuł dotyk na swoim ramieniu, ale nawet to nie było w stanie odwrócić jego uwagi od konającego na jego oczach młodszego brata. — Mycroft, ocknij się — głos był stanowczy, a jeszcze bardziej szturchnięcie, które w końcu dokonało tego, czego chciał właściciel ręki.  Polityk zwrócił swoje spojrzenie ku Inspektorowi, który patrzył się na niego ze strachem i troską. 

Wtedy dopiero zdał sobie sprawę, że wstrzymywał swój oddech. Wciągnął gwałtownie powietrze przez noc, zdając orientując się, jak mocno drgało całe jego ciało. 

— Weź się w garść, wszystko będzie dobrze, rozumiesz? Wszystko będzie z nim w porządku — Lestrade mówiąc to, złapał go za obydwa ramiona i wręcz zmusił do kontaktu wzrokowego. — Nie możesz pozwolić sobie teraz na to pozwolić, nie teraz, Mycroft. Musimy mu pomóc, musisz zadzwonić do kogoś ze swoich ludzi — tłumaczył mu powoli, lecz twardo, gładząc jednocześnie jego ramię. 

Starszy nie był w stanie nic powiedzieć, więc jedynie przytaknął i chwycił za komórkę, po chwili wykonując kilka istotnych telefonów. W między czasie pozostała trójka była w trakcie zajmowania się obrażeniami i ich opatrunkiem, w wolnej chwili John pobrał jego krew, która w następnej sekundzie trafiła w ręce ludzi Mycrofta. 

Wszystko działo się jednocześnie tak szybko i zarazem tak wolno. Wszyscy zajęli się młodszym Holmsem jak tylko mogli, chociaż najchętniej i tak przewieźliby go do szpitala, czego niestety nie mogli zrobić ze względu na sytuację. Sherlock leżał, dalej nie przytomny, objęty kroplówką, całym sprzętem, jakim zapewnili ludzie Mycrofta i lekami, które miały mu ulżyć w cierpieniu. 

Kiedy wszystko zostało skończone i nie mogli już nic więcej zrobić, trójka mężczyzn rozsiadła się dookoła w ciszy, a sama Pani Hudson zniknęła gdzieś na dole, szykując nowe opatrunki oraz partie leków. 

Mycroft siedział w fotelu Sherlocka, mając pięść owiniętą w drugą dłoń i przyciśniętą do szczęki. Jego oczy były mocno zaciśnięte, chcąc oddzielić się jak najdalej od widoku brata, ale same myśli nie pozwalały mu od tego uciec. To co czuł... Nigdy nie czuł takiej winy. Takiego poczucia, że zniszczył wszystko, co posiadał w swoich dłoniach... Nigdy nie popełnił takiego błędu. Nie był w stanie w ogóle tego przetrawić, ani pojąć... Jego uczucia miotały nim w środku, niszcząc wszystkie pokoje i każde skrawki jego pałacu pamięci. 

Drugged and Mindless | Johnlock & MystradeWhere stories live. Discover now