* MEGGY *

Szliśmy razem z Mattem wzdłuż plaży coraz bardziej oddalając się od tłumu imprezujących nastolatków.

-A szkoła?- zapytał blondyn i zanurzył swoje bose stopy w chłodnej wodzie.

-Złożyłam papiery. Potrzebne mi jest jeszcze zaświadczenie od lekarza i kilka podpisów od taty- wzruszyłam ramionami i odgarnęłam kilka pasm włosów za ucho.

-Więc wracasz do Whitefox?- objął mnie swoim ramieniem przyjaciel, by oddać mi trochę swojego ciepła. Z dala od ogniska robiło się zimno i nie przyjemnie dlatego byłam wdzięczna za to przyjacielowi.

-Na to wygląda...- uśmiechnęłam się sztucznie i kiwnęłam głową w stronę centrum dzisiejszej imprezy. Wspólnie w ciszy ruszyliśmy w kierunku znajomych. Kiedy byliśmy już prawie na miejscu Matt złapał mnie za nadgarstek i odwrócił w swoją stronę.

-Musimy sobie coś wyjaśnić Meggy...- chłopak spuścił wzrok na piasek tak jakby wcale nie miał ochoty na tą rozmowę.

-Co masz na myśli?

-Muszę wiedzieć co do mnie czujesz. Nie mogę sobie robić wiecznie niepotrzebnej nadziei...- złapałam Matta za rękę i zaczęłam gładzić swoimi kciukami jego szorstką skórę. Miał rację musiałam mu wszystko wyznać. Nie mogłam dłużej trzymać go w niepewności i wysyłać fałszywe znaki, które mógłby źle odebrać.

-Matt, ja od początku traktowałam Cię jam brata...a ty mnie jak siostrę. Nie potrafię zmienić patrzenia na Ciebie w inny sposób. Moje serce nadal należy do Nasha...Przepraszam Matt- poczułam nieprzyjemny ucisk w sercu. Dlaczego nie potrafiłam pokochać kogoś takiego jak Matt? Ale oczywiście jak każda nastolatka wolę niegrzecznych chłopców,  którzy łamią serca, przewracają twoje życie do góry nogami i nawet nie fatygują się, żeby po sobie posprzątać. Taki jest Nash Grier. I nic nie poradzę na to, że nadal coś do niego czuję...

***

Reszta nocy dłużyła mi się w nieskończoność. Matt swoją porażkę sercową próbował zatopić w alkoholu. Wlewał w siebie ile się dało... Z początku siedziałam z boku i popijałam wodę z cytryną. Byłam zbyt zajęta intensywnym myśleniem i swoim sumieniem, które nie dawało mi spokoju od kiedy odrzuciłam Matta. Potem jednak Kian zaproponował mi jednego drinka, potem drugiego, trzeciego. Dopiero wtedy miałam wystarczającą odwagę, żeby podejść do blondyna i powiedzieć mu, żeby nie użalał się tak nad sobą tylko ze mną zatańczył. Chciałam mu poprawić humor, ale z tańca wyszły nici bo kiedy tylko Matt podniósł się z piasku stracił równowagę i upadł a ja byłam zbyt pijana i drobna żeby utrzymać ciężar jego ciała. Postanowiłam więc napić się z przyjacielem i nowym współlokatorem kolejnego napoju alkoholowego. Przez szumiące w mojej głowie procenty po pewnym czasie film urwał mi się całkowicie i zupełnie nie pamiętałam kiedy, gdzie i jak skończyła się impreza na plaży.

*NASH*

Siedziałem na w salonie i oglądałem powtórki jakiegoś serialu kryminalnego. Nie byłem zbytnio zainteresowany fabułą, ale chciałem jakoś zabić czas pod nieobecność rodziców i rodzeństwa w domu. Pewnie normalnie zaprosiłbym Meggy i mógłbym zjeść z nią makaron z serem albo moglibyśmy zająć się jak dla mnie o wiele bardziej interesującymi rzeczami, których mi teraz zdecydowanie brakuje. Tak bardzo tęsknię za jej ustami, oczami i za jej ciepłym głosem. Westchnąłem przeciągle i chwyciłem za telefon, który zaczął dzwonić oznajmiając, że ktoś chce z mną rozmawiać. Ciekawy spojrzałem na wyświetlacz. Otarłem z niedowierzaniem oczy i uszczypnąłem się kilka razy w rękę kiedy na ekranie widniało zdjęcie i numer Meggy.

-Halo?

-Ough zamknij się Kian i idź na randkę z mewami a nie zawracasz mi dupę!- zmarszczyłem brwi słysząc jej niewyraźny i poplątany głos- Halo? Nash?

-Meggy, u Ciebie jest pewnie późno, nie śpisz jeszcze?- zapytałem zmartwiony.

-Nieeee...Masakra! Wiesz jaka tu jest impreza?! Dzwonię bo przypomniało mi się, że ty też do mnie dzwoniłeś jak byłeś zalany w trupa... Postanowiłam nie być Ci dłużna. - usłyszałem jej dźwięczny śmiech, który odrazu poprawił mi humor na lepszy- Eee...wiesz mam prośbę...

-Jaką?- zapytałem uradowany. Miałem ochotę skakać z szczęścia jak małe dziecko, które dostało super lizaka. Tym lizakiem był jeden głupi telefon od Meggy, który dał mi nadzieję, że nie wszystko jest jednak skończone.

-Wiesz, pewnie rano nie będę pamiętała tego, że do Ciebie zadzwoniłam. I wolę, żeby tak zostało, więc nie wypominaj mi tego potem okej?

-Okej...

-Muszę kończyć...To znaczy nie muszę, ale chcę- potem nastała chwila niezręcznej ciszy pomiędzy nami- Kocham Cię- szepnęła i tak jak ja poprzednim razem rozłączyła się zostawiając mnie w samego w kompletnym osłupieniu.

*

*

*

Panie i panowie... przed wami najgorszy rozdział ever!

Tak to jest jak się pisze opowiadania z wysoką gorączką i okropnym kaszlem. Ale miałam już dość siedzenia na dupsku i postanowiłam coś napisać.

Końcówka przynajmniej jak dla mnie jest słodka ^^
Meggy chyba się nie umie pozbyć Nasha z swojego serca, co sądzicie?

Piszcie w komentarzach swoje opinie, są dla mnie bardzo ważne :)

xoxo Laurilu

Back to love n.g PLPrzeczytaj tę opowieść za DARMO!