Kolejny dzień mija swoim tempem. Jest sobie piąteczek, a jestem w połowie drogi do domu. Spacer ze szkoły do domu, to moja ulubiona rzecz, zresztą jedna z wielu. Bardzo mnie cieszy fakt, że skończyłam lekcje godzinę wcześniej, a to dzięki temu, że nauczyciele mają jakąś radę.
Po przyjściu do domu, zjedzeniu obiadu i spakowaniu się na poniedziałek, mogę wreszcie odpocząć i posłuchać muzyki. Ze znajomymi jestem umówiona na 18, więc mam sporo czasu, żeby się ogarnąć i wziąć, to co potrzeba.
---
Skończyłam się malować i ubrałam outfit na dziś: czarna koszulka z Mandaloriana, granatowe jeansy z wysokim stanem i ulubione czarne pumy. Kiedy ubrałam się, wzięłam swój worek i zaczęłam pakować wszystko co potrzebuje na dziś. Dwa rodzaje chusteczek, power bank, kabel i wtyczka, głośnik, słuchawki, tymbark jabłko-mięta, gumy do żucia, gumkę do włosów i szczotkę oraz co najważniejsze portfel z telefonem.
10 minut przed czasem wyszłam z domu, umilając sobie trasę słuchaniem muzyki. Chociaż, ja za każdym razem jak gdzieś idę, to zakładam słuchawki i słucham muzyki. To już jest mój rytuał.
Będąc gdzieś w połowie drogi, pod jednym z drzewek mirabelkowych jakie mijałam, moją uwagę przykuło coś nadwyraz świecącego. Po chwili zastanowienia rozejrzałam się czy nikt nie idzie, po czym podeszłam bliżej. Kucnęłam tuż przed ową rzeczą, a moim oczom ukazał się mały fioletowy kryształ. Idealnie wyszlifowany i o dziwo czysty.
*Brać? Nie brać? Brać*
Wzięłam kryształ do ręki, schowałam do lewej kieszeni bluzy i ruszyłam dalej.
Przeszłam nawet nie 20 metrów, a kryształ w kieszeni zaczął się nagrzewać. Zatrzymałam się i po chwili zaczęłam tego żałować. Zaczęło kręcić mi się w głowie, na całym ciele czuję dziwne mrowienie. Ból głowy z chwili na chwilę był coraz gorszy, mogę go śmiało porównać do uderzania ogromnym młotem w betonową ścianę. W duszy modliłam się żeby, to było chwilowe. Niestety po chwili zaczęłam tracić orientację i równowagę. Obraz przed oczami zaczął się rozmazywać. Miałam już chwycić za telefon i zadzwonić do przyjaciółki, ale nie udało mi się to. W ułamku sekundy poczułam się jakby Thanos pstryknął rękawicą nieskończoności i jego "łaska" spadła na mnie.
Straciłam czucie w całym ciele. Nie widzę nic. To chyba będzie mój koniec..
----------
Spokojnie to tylko zapowiada się nudne. Z czasem będzie wręcz przeciwnie. Potrzebuję trochę czasu żeby się rozkręcić.
W roli wyjaśnienia. Taki tekst to monolog bohaterki, który mówi do siebie na głos. *Tekst w gwiazdkach to są myśli bohaterki*
A teraz życzę miłego czytania <3
YOU ARE READING
Mistrzyni Kryształu |Ninjago|
FanfictionKryształy potrafią skrywać wiele sekretów. A w Ninjago moc związana z nimi zaginęła lata temu. Jednak czy aby na pewno? Czy malutki fioletowy kryształ to element większej układanki, czy może zwykły przedmiot ani trochę nie wiążący się z całością. Cz...
