Rozdział 1

201 9 1
                                        


29 sierpnia 1960 roku

- No to jesteśmy - powiedział tata Diane, wysiadając z samochodu załadowanego bagażami. Dziewczyna otrząsnęła się po długiej jeździe i również wyszła.
Stali przed świeżo wybudowanym, uroczym, różowym budynkiem z seledynowym dachem.
- Cudowny co? - powiedział mężczyzna.
- Tak tato - rzekła córka obojętnie.
- Wchodzimy do środka? - ojciec dziewczyny najwyraźniej był bardzo podekscytowany.
Nastolatka pokiwała głową i wzięła swoją podręczna torbę. Nie miała dzisiaj ochoty na wyrażanie zachwytu, choć nowe miejsce bardzo się jej podobało.
Przeszła parę kroków i stanęła w drzwiach swojego nowego domu. Czuła, że to one otworzą nowy rozdział w jej życiu.
- "Przeszłość została za mną, teraz może być tylko lepiej" - pomyślała.
Tata wyjął klucze, otworzył drzwi i razem z Diane wszedł do środka.
Na wprost wejścia ukazał im się ogromny, brązowy stół, a ściany były pomalowane na kolor żółty. Dziewczyna powiesiła ubranie na stalowy wieszak, zdjęła buty i usiadła na jednym z krzeseł bardzo zmęczona. Jechali samochodem  naprawdę bardzo długo. Chcieli uciec i zostawić swoje byłe miejsce zamieszkania jak najdalej stąd.
- Wszystko dobrze? - spytał się ojciec dziewczyny z troską w głosie.
- Tak, po prostu jestem zmęczona podróżą - powiedziała Diane.
- Wiem, że ostatnio wiele się zmieniło - rzekł mężczyzna - ale pamiętaj, że możesz zawsze na mnie polegać - dodał z delikatnym uśmiechem.
- Wiem tato, kocham Cię - powiedziała nastolatka, z miłością w głosie. Naprawdę bardzo kochała swojego tatę.
- Ja Ciebie też. Idę po najważniejsze rzeczy do auta, zaraz wrócę - powiedział mężczyzna i wyszedł na dwór.
Diane zachciało się pić, więc wstała, podeszła do kuchni, wzięła butelkę i nalała sobie wody z kranu. Obejrzała się po pomieszczeniu. Nowe, brązowe, drewniane szafki były koloru stołu. Lodówka, piekarnik i pralka błyszczały nowością. Nad zlewem znajdowało się małe okno z biało - czerwonymi firankami z widokiem na ulicę.
-"Uroczo" - pomyślała Diane, biorąc łyka wody.
Kuchnia była połączona z salonem, w którym znajdowała się seledynowa sofa,  kredens, komoda na którym stało radio oraz kwadratowy telewizor na malutkich nóżkach.
- Ooooo! - powiedziała na głos nastolatka, gdyż w starym domu nie mieli telewizora.
W tym momencie powrócił tata z czterema plecakami w dłoniach.
- No widzę, że z Tobą coraz lepiej - powiedział tata, odkładając bagaże przy stole  - Idziemy na górę?
- Mhm - mruknęła córka z podekscytowaniem. Tata zdecydowanie poprawił jej humor.
Wspięli się po schodach i oglądali pierwsze piętro domu. Znajdowały się tam dwie łazienki, sypialnia córki i sypialnia ojca. We wszystkich pokojach stały nowe meble, ściany zostały pomalowane na pastelowe kolory, a sypialnia Diane nie była ciasna, tak jak w jej starym mieszkaniu w kamienicy, lecz ogromna z wielkim oknem na sąsiadów, mieszkających tuż obok, w żółtym domu.
- Tato tu jest cudownie! - powiedziała Diane.
- Cieszę się, że Ci się podoba - rzekł mężczyzna - może chcesz się przejść po okolicy, a ja w tym czasie dokończę rozpakowywanie bagaży?
- Nie tato, pomogę Ci - odpowiedziała córka i wyszła wraz z tatą z pokoju.

°°°

Kiedy Diane wyjmowała już ostatni karton z bagażnika, a jej tata poszedł już odpocząć po ciężkim dniu, zostawiając ja samą z samochodem, usłyszała męski, młody głos.
- Kur*a, zwalona płytka mikronanowodowa!
Nastolatka obróciła się gwałtownie w jego stronę. Dobiegał z garażu sąsiadów, mieszkających obok. Trochę ją zaciekawił.
-"Eh, czas poznać sąsiadów" - pomyślała.
Zamknęła drzwi auta kluczykiem, wzięła kartonowe pudło i ruszyła w stronę garażu.
Stanęła na podjeździe nieznajomego, rozglądając się za właścicielem głosu.
Garaż był otwarty oraz zagracony dziwnymi przedmiotami, lecz nie to najbardziej zwróciło uwagę Diane. Stał w nim bowiem samochód, przerobiony na najprawdziwszy statek kosmiczny.
Nagle wyłonił się jego właściciel.
- Hej, czego tutaj szukasz? - powiedział.
Wyglądał na około 17-ście lat, miał na sobie koszulkę polo i biały kitel. Co najdziwniejsze, jego włosy, tak jak koszulka, były błękitno-niebieskie. Twarz i dłonie ubrudził smołą. W ręku trzymał coś podobnego do spawarki.
- "Dziwny, tak jak jego pojazd" - pomyślała nastolatka, po chwili mu odpowiadając:
- Niczego. Jestem nową sąsiadką, przyszłam się przywitać.
- Dobra, dobra to teraz jak już mnie zobaczyłaś to możesz sobie iść. Narka - powiedział pospiesznie nieznajomy i ruszył w stronę dziwnego samochodu.
- Co robisz? - spytała Diane, nie wiedząc, co miała powiedzieć. Chciała, z niewiadomych sobie przyczyn, podtrzymać rozmowę z sąsiadem.
On zaś ją zignorował i zaczął dalej grzebać pod maską pojazdu. Nastolatka nie dała za wygrana i weszła do garażu, zbliżając się do chłopaka.
- Dlaczego jesteś takim gburem i mi nie odpowiesz? - rzuciła.
- Naprawiam swój statek, jestem zajęty. - rzekł zrezygnowany, odstawiając na chwilę pracę  - Jak już tu jesteś, podasz tamte pudelko? - wskazał na pudełko leżące na blacie.
Dziewczyna podała przedmiot chłopakowi.
On wziął go, nie dziękując.
Nastała niezręczna cisza.
Nieznajomy ją przerwał.
- Mam pytanie. Jak dawno tu przyjechałaś? - spytał się od niechcenia, wciąż zajęty naprawianiem pojazdu.
- Jakieś niecałe 2 godziny temu. - powiedziała nastolatka - Tak wogole to zapomniałam się przedstawić. Jestem Diane. - wyciągnęła rękę w  stronę chłopaka.
- Jestem Rick - przedstawił się, odstawiając na chwilę grzebanie w aucie - Rick Sanchez.

Diane SanchezWhere stories live. Discover now