[ciamciaramciam]

39 8 0
                                        

tw// w opowiadaniu pojawia się wzmianka o śmierci Jonghyuna. jest krótka, ale rozumiem osoby, które nie czują się komfortowo, czytając o tym.

Nad Los Angeles zapada zmrok i Taemin ma wrażenie, że umiera. Nogi ma jak z waty -  jest przekonany, że jutro nie da rady się zwlec z łóżka, o występowaniu już nawet nie mówiąc - a w mózgu rozbrzmiewa miarowe buczenie, jakby rój pszczół zadomowił się w jego głowie.

Jest pusta, nic dziwnego, że uznały ją za dobrą miejscówkę na ul, jakiś wredny głosik szczebiocze i Taemin uśmiecha się podświadomie,  bo z jakiegoś powodu to cholerstwo brzmi dokładnie jak Kibum. Nie ma wątpliwości, że starszy rzuciłby coś takiego w jego stronę, co zaraz zmieniłoby się w konkurs na to, kto wymyśli najgłupszą obelgą. Kiedyś trochę go to irytowało, ale teraz po prostu tęskni za złośliwym Kibumem. Tęsknił za wszystkim. Był czas, kiedy miał ich dość, chciał udowodnić, że poradzi sobie sam. Zarówno jako artysta, ale też po prostu dorosły facet. Tyle się jednak wydarzyło i Taemin zaczyna doceniać bycie w grupie, zaczyna doceniać, że ma kogoś, na kim może polegać.

Może dlatego tak entuzjastycznie zareagował na cały ten projekt?

Przeciąga się leniwie na łóżku, wdycha zapach delikatnego żelu, który personel porozstawiał na brzegu umywalki - najbardziej uniwersalna woń, tak żeby wpasowywała się w gust każdego albo przynajmniej nikogo nie uraziła. Zza ściany dobiegają go odgłosy gry wideo, odgłosy, które raz po raz przeplatają się z głośnymi przekleństwami lub triumfalnymi okrzykami. A więc to Baekhyun tachał w osobnej walizce...

To błogosławieństwo, gdy jedyne czym słyszysz w domu, jest twój drżący oddech.

- Chcesz wyjść? - drzwi do jego pokoju otwierają się i Taemin mógłby przysiąc, że światło zaplątane w sterczących we wszystkie strony włosach Jongina to aureola.

- Hmm, nie jesteś zbyt zmęczony? Bo ja umieram. -  śmieje się cicho, nawet nie podnosząc się do siadu.

Jongin siada na łóżku i jakby bezmyślnie gładzi mokre rozsypane po poduszce włosy starszego. Nie czuje jednak, jak ciało Taemina napina się, jak walczy, żeby się trochę od niego odsunąć. 

- Ulicę dalej jest jakaś mała knajpka z meksykańskim żarciem... Lucas tam był, nie mógł się o niej zamknąć przez dobrą godzinę, jakie jest "kurewsko bombowe". - obaj chichoczą, bo ten epitet brzmi dokładnie, jak coś, co powiedziałby Lucas.

Jest coś dziwnie świeżego w przebywaniu w towdarzystwie młodszych. Taemin uśmiecha się smutno, gdy przypomina sobie, kiedy on ledwo zadebiutował. Nie lubi patrzeć na swoje stare zdjęcia, myśleć o tym, jak bardzo się zmienił. Nie z zewnątrz, bo z zewnątrz cały czas jest tym dziwnym dzieciakiem, teraz po prostu nieco wyższym. 

Wewnątrz jednak ma wrażenie, że coś stracił. 

- To w sumie czemu nie? Tylko musisz mnie tam zanieść. -  pokazuje Jonginowi język.

- Myślisz, że nie dam rady? - w oczach młodszego tańczą psotne iskierki i z jakiegoś powodu Taemin próbuje nie myśleć o tym, że obaj przez te wszystkie lata trochę wyrobili sobie masy mięśniowej.

...po prostu w jego głowie wciąż miał obraz dwóch wychudzonych chłopców o głosach zniekształconych mutacją, którzy chowali się po wszystkich możliwych schowkach w SM, byle tylko firma sprzątająca ich nie nakryła i by mogli spędzić noce w sali o wielkich lustrach i przesiąkniętej zapachem środków czyszczących i potu.

- Skąd ty bierzesz tyle siły, co? Ja umieram. - odpowiada tylko.

- Ok, więc zjem meksykańską szamkę z zombie? Bo w sumie brzmi to zajebiście.

Kamu telah mencapai bab terakhir yang dipublikasikan.

⏰ Terakhir diperbarui: Oct 20, 2019 ⏰

Tambahkan cerita ini ke Perpustakaan untuk mendapatkan notifikasi saat ada bab baru!

ciamciaramciam [taekai]Cerita yang bikin terobses. Temukan sekarang