Prolog

444 42 18
                                        


Czy było mi smutno?

Czy byłam zła? 

Czy byłam bezsilna?

Nie, ja po prostu już nie potrafiłam nic więcej poczuć.

Nie wiedziałam, gdzie leży granica między tym co przeszłam z winy tego świata, tych ludzi, a moimi własnymi wyborami. Złymi wyborami.

- Kocham ten tyłek – mruknął mi do ucha Brandon, przesuwając rękę w dół wzdłuż mojej talii.

Kręciło mi się w głowie, kolory dookoła eksplodowały. Przymknęłam oczy, ciesząc się tym uczuciem. Z dołu dobiegała muzyka.

Pocałował mnie. Odwzajemniłam pocałunek. Każdy ruch ust był intensywny, wszystko działo się szybko, a jednocześnie mogłam rozkoszować się każdą sekundą.

- Masz to? Teraz już pora – usłyszałam swój własny głos.

- Zwolnij trochę, mała – powiedział, cmokając mnie w szyję.

- Płacę ci za towar, nie porady życiowe – odwarknęłam chrapliwie.

- Spokojnie – uniósł dłonie w obronnym geście. – Chcę tylko, żebyś się dobrze bawiła.

Mimo półmroku w mojej sypialni jego biały t-shirt wydawał się świecić na tle oliwkowej skóry.

- Przygotuj wszystko – poleciłam i udałam się w stronę łazienki.

Oparłam nadgarstki na krawędzi blatu umywalki. Nawet chłód marmuru wydawał się niezwykle przyjemny. Spojrzałam na siebie w lustrze. Mocne smokey rozmazało się trochę pod moimi oczami. Poprawiłam ramiączko czarnego stanika i zacisnęłam usta. Pochyliłam głowę i przez chwilę pomyślałam, żeby zamknąć drzwi, wezwać taksówkę na lotnisko i wyjechać na koniec świata.

Tylko, że koniec świata to nie wystarczająco daleko, żeby uciec od siebie samej.

Save Me | JemiWhere stories live. Discover now