o n e

225 34 235
                                        


Zachód słońca malował na nieboskłonie niesamowite zjawiska. Blade niebo przeszywały kolorowe nitki. Walka ogromnej gwiazdy z księżycem, zawsze kończyła się klęską jednej ze stron, a owa śmierć jednego z wojowników była najpiękniejszya ze wszystkich, które zachodziły w przyrodzie. Słońce codziennie umierało, by Luna mogła oddychać.

Ciche kroki obijały się o ściany przestronnej komnaty, podczas gdy mężczyzna szedł wzdłóż wysokich kolumn. W swojej bladej dłoni trzymał bō. Bambusowy kij był jego  ulubioną bronią, którą pokonał już wielu wrogów, podczas walk o swoje królestwo.

Pan wody, władca królestwa. Niepozornie wyglądający chłopak siał zniszczenie i zagładę. Patrzył, jak swoje ofiary z przerażeniem patrzyły w jego ciemne, jak najgłębsze głębiny oceanu oczy i widziały w nich swój koniec. Widziały tą złość, te fale przelewające się w jego wzroku. Widziały jak z koniuszków jego palców i dłoni wylatują cienkie strumyki przezroczystej cieczy, a cała furia ucieka z niego, poprzez wielkie fale, które nacierały zza jego pleców i zatapiały wszystko.

Obcasy jego czarnych jak późna, wiosenna noc butów raniły podłogę każdym swoim krokiem. Ale on się już przyzwyczaił. Wiele razy oglądał śmierć, a każda z nich zatapiała się w nim.

Yoongi.

Min Yoongi.

Był jak ocean. Jak ciemne głębiny. Spokojny, lecz niebezpieczny. Blady, pozornie słaby, ale wystarczyła sekunda. Sekunda, żeby się zatopić w jego mocy. W jego ciemnogranatowych oczach, czarnych niczym głębiny nieprzemierzonej toni oceanu,wiśniowych ustach, które były tak szorstkie, ale jednocześnie piękne jak koralowce. Nos, lekko zadarty do góry, niczym maleńka muszelka. Włosy prawie czarne przy skórze, przeistaczały się w niebieskozielony kolor oceanu, by pod sam koniec stać się całkowicie białe, jak ta piana wściekłego Pacyfiku. Były niczym fale tsunami, cały on był jak wielkie tsunami tylko czekające na wybuch. A wszystko wieńczyła skóra. Tak jasna jak najczystszy piaseczek z głębin mórz, tak delikatna i miękka jak morska piana i tak piękna jak odbicie księżyca na tafli spokojnego jeziora.

Lecz wystarczyła tylko chwilka, zły ruch, złamanie znikomej bariery jego cierpliwości i przestrzeni, by pokruszyć cienki lód. A gdy to się stało, nie było odwrotu. Głębina ciemnogranatowych oczu się pobudzała, wiśniowe usta otwierały się w furii, a jasny piasek porywał się do góry, dno się niszczyło, a cały Yoongi wybuchał. Ocean się budził. Kilkunastu metrowe fale uderzały o ściany domów, zmiatały bezbronnych ludzi, a Min szalał.

Popadał w swój ulubiony szał złości. Łapał wtedy swój bambusowy bō i tańczył z nim. Delikatny walc, a strumienie wody unosiły się w górę i wirowały pod niebem, a na raz uderzały z impetem w ziemię. Roztrzaskiwały się, podczas płynnego ruchu mężczyzny, lecz nagle zmieniał swój taniec. Energiczne tango wpadało na scenę, a krople podrywały się i niczym stado ostrych strzał przeszywały przeciwnika. Walc angielski, a Yoongi brał swoją partnerkę i przyodziewał ja w piękną suknię. Jej koło z morskich fal wirowało, a ludzie patrzyli na swoją śmierć z zapartym tchem. I ten błysk w oku. Ten błysk, który przeszywał przeciwnika na wylot, wiśniowe usta wykrzywiały się w lekki uśmiech, a przeciwnik czuł się tak, jakby jakieś bóstwo uderzyło go, jakby każdy wiedział jego sekrety i mógł czytać jego życie jak z otwartej księgi. I ten strach, ten mrożący krew w żyłach strach. Sprawiał, że czerwone krwinki wrzały, człowiek tracił nad sobą kontrolę. A Yoongi? On się śmiał i sprawiał wrażenie szatana, diabła lub innej zmory, ale pięknej jak najśliczniejsze bóstwo. Liche stworzenia trzęsły się przed nim, gdy piękna śmierć zapraszała go do tańca, a on jako jej wierny partner, kochanek i poddany zabijał z swoim wdziękiem.

Taki był Min Yoongi, pan królestwa, dla którego był dobry jak ojciec. Koił ich niczym ciepły deszcz podczas suszy i dbał o nich. Potrafił przechadzać się wąskimi uliczkami i uśmiechać się do ludzi, którzy kłaniając się dotykali czołem podłoża. Jarmarki, stragany z przepysznymi owocami otwierały się same na jego widok, a on czasami przystawał i wybierał swój ulubiony przysmak, płacąc przy tym sprzedawcy. Ludzie go kochali, bo w razie niebezpieczeństwa bronił ich niczym matka swoich dzieci. Lub może bardziej jak ojciec swojej rodziny.

morning glory; yoonseok Geschichten, die süchtig machen. Entdecke jetzt