mamo, proszę powiedz, jak do domu wrócić..

54 9 3
                                        

- Przepraszam - jęknął, opadając na kolana tuż obok starego nagrobka.

To były pierwsze słowa, które opuściły jego wargi odkąd wszedł na teren cmentarza. Wiał chłodny wiatr, słońce chyliło się ku zachodowi, a jego ciało oplatała gruba zimowa kurtka. Mimo tego czuł, jak przez jego drobne ciało przechodził dreszcz.

Była późna jesień. Okres, kiedy liście już dawno zdążyły spaść z korony drzew i ciepło opatulić chodnik, pokazując mu, że nie jest sam w tym trudnym okresie jesiennym.

Natomiast Yoongi nie odnosił takiego wrażenia. Czuł się samotny, mimo tego, że przez cały dzień otaczali go ludzie, spędzał z nimi czas, a nawet rozmawiał czy śmiał się. Jednak wiedział, że to nie jest ta obecność, której tak bardzo potrzebował.

W momencie, w którym wracał do domu, momentalnie zamykał się w sobie, opuszczał maskę, którą tak dumnie nosił przez poprzednie kilkanaście godzin. Zaczynał być sobą. Kimś, kogo najlepszym przyjacielem przez tak długi okres czasu był ból.

Zaprzyjaźnili się.

Jednak ta przyjaźń dawała więcej minusów niżeli korzyści, wiecie?

Był to ból rozrywający go każdego dnia coraz bardziej. Ból, który uderzał w każdy najmniejszy skrawek umysłu. Ból, który w ciągu sekundy potrafił zniszczyć wszystko, nad czym tak dumnie pracował przez ostatnie kilka dni. Ból, który go zabijał.

A tak nie robią najlepsi przyjaciele.

Yoongi musiałby skłamać, gdyby powiedział, że nie jest tego świadomy, bo owszem, był. Był świadomy wszystkiego co się z nim działo. Można najprościej powiedzieć, że Min Yoongi miał chorą duszę. Bardzo ładnie to brzmi, prawda? Jednak drugie dno jest o wiele gorsze i nie niesie ze sobą tak wielu szerokich uśmiechów, jakby się wam wydawało na samym początku.

Był to chłopak bardzo zmęczony życiem. Każdy jego dzień był długą i nic nie znaczącą monotonnością. Starał się z tym walczyć, nie chciał przegrać. Bowiem posiadał świadomość, że im więcej się w to zagłębia, im więcej cierpienia rozrywającego serce i dusze do siebie dopuszczał, tym bardziej zarzucał na siebie sidła. Im więcej negatywów zaczynał dostrzegać, im częściej się na nich skupiał, tym trudniej było mu później odnaleźć mu drogę ucieczki, aż pewnego dnia uświadomił sobie, że z tego nie ma wyjścia.

Że przegrał.

Był to właśnie ten jesienny dzień, kiedy po tak długiej walce przekroczył teren cmentarza, upadając tuż obok jednego nagrobka.

Niepewnie przesunął po nim palce. Czuł pod opuszkami chropowaty kamień, z którego został wykonany. Czuł każdą nierówność, każdą niedoskonałość i chłód. Uderzający chłód, który bił od kawałka kamienia.

Mimo tego nie przestawał. Sunął palcami po wygrawerowanym na nim napisie, świadomy tego, co on przedstawia.

Uśmiechnął się smutno, spuszczając głowę. Wiatr delikatnie zawiał, targając jego lekkie, ciemne, zbyt długie włosy. Czuł jak łaskoczą go w kark, ale wtedy to nie miało tak naprawdę większego znaczenia.

Znaczenie miał grób, nad którym się znajdował. Znaczenie miała osoba głęboko pogrzebana pod ciężką i zimną ziemią. Osoba, której nigdy więcej nie zobaczy.

Zaśmiał się cicho, podnosząc spojrzenie, zaciskając także obydwie dłonie na nagrobku, aż pobielały mu kostki, ale nie przejmował się tym. Nie miał powodu, przecież dla niego nic się już nie liczyło, prawda?

- To śmieszne - zaczął, kręcąc z niedowierzaniem głową.

Nadal nie wierzył, że znalazł się w takiej sytuacji. Nie wiedział, w jaki sposób jego nogi odmówiły mu posłuszeństwa i przyprowadziły do tego okropnego miejsca, gdzie w powietrzu można było wyczuć zapach śmierci. Może myślał, że odnajdzie w niej swój drugi dom? Kto wie?

mum please tell me how to come back home Historias para obsesionarse. Descúbrelo ahora