제 0 부

178 20 2
                                        

Tysiące lat temu pewną wioskę w królestwie Gojoseon nawiedziła straszliwa powódź zbierająca za sobą szkielety opuszczonych domostw, jak również żniwa składające się z setek ofiar. Nieliczni, którym udało się przetrwać kataklizm, błagali Boga Rzek Kawanoo o spokój oraz błogosławieństwo. Jednak woda nie znajdowała ujścia, a dni mijały w przeraźliwym głodzie oraz ubóstwie. Wtedy mieszkańcy wioski postanowili złożyć ofiarę Kawanoo w postaci kilkuletniego chłopca, którego dusza była nieskażona, przejawiając największą dziecięcą niewinność. Jednak Bóg Rzek nie reagował nawet wtedy, gdy wieśniacy poświęcili swojego ostatniego, najmłodszego potomka, dwuletniego Yejoona. Mieszkańcy zalanych ziem, po namyśle, postanowili oddać w ofierze piękną, młodą kobietę, a gdy i to zostało zlekceważone, najurodziwszego młodzieńca. Jednak zanim wypełniło się poświęcenie mężczyzny, woda zaczęła obniżać swój poziom, co starszyzna wioski uznała za znak i błogosławieństwo Boga Rzek. Mężczyźnie, któremu udało się przetrwać, Kawanoo podarował bransoletę, która miała uchronić go przed ponowną, możliwą śmiercią z rąk ludzi, jak również Niebios. Bransoletę mógł zdjąć wyłącznie jej sam właściciel, bądź męski potomek rodu...

- Czyli Wieeelki Bóg Rzek Kawanoo był po prostu gejem? - Wtrąca się Hoseok, którego wypowiedź brzmi tak absurdalnie, że po chwili zanosi się śmiechem. Oczy składają się w małe kreseczki, które są jednak w stanie dostrzec surowe spojrzenie posyłane przez rozmówczynię. Odchrząkuje skrępowany, jednak wciąż przypatrując się staruszce, daje jej znać aby kontynuowała opowieść.

- Siedź cicho i słuchaj.
Niebiosa nie pochwaliły decyzji Boga Rzek ingerowania w świat śmiertelników. Zarzucono mu uratowanie mężczyzny, który nie powinien przeżyć oraz przedłużenie rodu, który nie powinien istnieć. To na tą ewentualność Kawanoo podarował młodzieńcowi bransoletkę, obawiając się gniewu Niebios. Pomimo niemożności bezpośredniego zranienia, Bogowie nałożyli na ród Jung klątwę oraz pieczęć jej nieprzerwalności. W każdym pokoleniu na świat przychodzi jeden chłopiec, którego przeznaczenie nie rozpieszcza od narodzin. I tak od tysięcy lat.

- Jung, serio? Ajuma, nie podawaj mojego nazwiska w tych swoich opowieściach, bo nie chce ci się wymyślać innego. - Hoseok ciężko wzdycha przypatrując się kobiecie. Przez chwile ciszy, zastanawia się czy historia ma swoją kontynuacje, zanim nie przypomina sobie o dosyć istotnym szczególe. - Ajuma, a co z Kawanoo? Jego też Niebiosa ukarały?

Gniew najwyższego z Bogów padł też na nierozważnego Kawanoo, którego przepędzono z Niebios i skazano na wygnanie w Górach Diamentowych. Tam zajmuje się nim lokalne bóstwo, Kymgangsan Sinrjongnin. Został pozbawiony mocy, żyjąc w więzieniu, zapomniany i osamotniony. I tak od tysięcy lat.

- Ajuma, nie wydaje ci się to trochę niesprawiedliwe? Pierwszy Jung niczym nie zawinił, a otrzymał gorszą karę niż Kawanoo. To smutne, ale najwyraźniej Bogom zawsze jest łatwiej niż nam, ludziom. - Spojrzenie Hoseoka zostaje utkwione w zegarze umiejscowiony nad głową kobiety i dostrzegając godzinę, dopija swój ostatni kieliszek soju. - Późna pora już, muszę się zbierać. - Posyła kobiecie przepraszające spojrzenie, gdy wstaje i zaczyna ubierać płaszcz. Z jego kieszeni wyjmuje zniszczony portfel i kierując się w stronę kasy, z zamiarem zapłacenia rachunku, dostrzega, że kobieta nie wstała jeszcze ze swojego miejsca.

- Wszystko w porządku, Ajuma? Przepraszam, ale naprawdę muszę już iść. Mam jutro do pracy na rano. Mogę zapłacić? - Mężczyzna wpatruje się w plecy kobiety do czasu, gdy staruszka wstaje i podchodzi na bliższą odległość, posyłając mu delikatny uśmiech. Hoseok nie jest w stanie go nie odwzajemnić.

- Nie płać, nie trzeba. Na mój koszt. - Mężczyzna przypatruje się kobiecie dłuższy moment, jednak po chwili pogłębia uśmiech i kłania się nisko w ramach podziękowania.

- Dziękuje bardzo, Ajuma. Następnym razem zostawię wielki napiwek. Do zobaczenia. - Gdy kończy zdanie, jest już prawie w drzwiach, więc ponownie kłania się lekko i otwiera drzwi, wpuszczając do pomieszczenia chłodne, wieczorne powietrze. Kobieta jest pewna, że wyczułaby zapach deszczu, gdyby nie przebijający się odór tłuszczu oraz koreańskich przypraw. 

- Do zobaczenia, Jungu Hoseok. Oby tym razem szczęście odwróciło się na twoją korzyść, nie Bogów.

kŭmgang-san [yoonseok]Donde viven las historias. Descúbrelo ahora