chapter 1

515 51 12
                                        

hej ¯\_(ツ)_/¯ przychodzę do was z moim pierwszym tłumaczeniem. sama nie wiem, jak skończy się cały ficzek, bo przetłumaczone mam dopiero dwa rozdziały i połowę trzeciego, a na całość składa się ich pięć. stwierdziłam, że mogę go mimo wszystko udostępnić, może kogoś ucieszy~ powytykajcie mi wszystkie błędy, pls
malffu x
(aka darahati aka mówcie na mnie jak chcecie, po prostu potrzebowałam nowej nazwy)


 stwierdziłam, że mogę go mimo wszystko udostępnić, może kogoś ucieszy~ powytykajcie mi wszystkie błędy, plsmalffu x (aka darahati aka mówcie na mnie jak chcecie, po prostu potrzebowałam nowej nazwy)

¡Ay! Esta imagen no sigue nuestras pautas de contenido. Para continuar la publicación, intente quitarla o subir otra.


To była jedna z tych nielicznych, cichych nocy, kiedy cały świat wyglądał, jakby pogrążył się w spokoju. Ciemne niebo oświetlały miliony drobnych światełek i prawdę mówiąc, Jimin cieszyłby się z tego, że może spędzić ten wieczór na oglądaniu gwiazd, gdyby nie rozpraszający go wir gniewu i frustracji.

– Chciałbyś mi coś powiedzieć – pełen irytacji głos nagle rozbrzmiał, niosąc za sobą echo – czy może ja powinienem?

Jimin oderwał swoje spojrzenie od podłogi, spoglądając w przepełnione pewnością oczy ciemnowłosego chłopaka opartego o framugę drzwi. Tego samego, którego kochał całym sercem, jakie mógł mu zaoferować. Tego, do którego żywił nadzieję, że czuje to samo.

Jeon Jungkook.

W pokoju było ciemno, ale nikła smuga światła wpadająca przez okno wystarczyła, aby Jimin mógł dostrzec niezadowoloną minę młodszego. Było mu przykro, że ze względu na trwającą między nimi wojnę, nie mógł pocałować krzywiącego się z dala Jungkooka.

Ten widok sprawił, że Park uświadomił sobie, jak daleko zaszli od dnia, w którym spotkali się po raz pierwszy. Minęło tak dużo czasu, aż sam stracił w tym wszystkim rachubę, ale za każdym razem, gdy widział jego uśmiech, miał wrażenie, że czas się cofał. W takich momentach łapał samego siebie na tym, że również się uśmiecha. To zabawne, bo jeszcze kilka lat temu, gdy byli młodsi, wypełniała ich radość i chęć do życia.

A teraz oboje się rozpadali.

– O czym chcesz rozmawiać? – wyszeptał Jimin, mimowolnie zaciskając dłonie w pięści.

Jeon lustrował wzrokiem swojego kolegę z zespołu, próbując zrozumieć, dlaczego teraz czuli się sobie tak obcy. Był dobry w wielu rzeczach, zdobywając tym tytuł „złotego maknae", ale odczytywanie emocji innych ludzi nie było jego dobrą stroną. Denerwowało go to, bo chociaż nigdy się do tego nie przyznał, też chciał być bliżej Jimina oraz okazać mu trochę więcej czułości.

Jungkook westchnął cicho, zanim postawił niewielki krok naprzód.

– Byłoby świetnie, gdybyś zechciał mi wyjaśnić, dlaczego kompletnie ignorowałeś mnie przez cały miesiąc.

– Nie ignorowałem.

– Ignorowałeś.

Z ust Parka wydobył się nieszczery, chłodny śmiech.

– Na jakiej podstawie tak twierdzisz?

Zapadła cisza, minęło kilka sekund zanim rozbrzmiała odpowiedź.

– Może dlatego, że przestałem czuć twoją miłość, Jimin.

Jungkook zatrzymał się kilka kroków przed starszym, zmniejszając dzielący ich dystans, ale dla Jimina to wciąż było za mało. Wiedział, że nigdy nie będzie tak blisko, jak tego chciał, niezależnie od faktu, ile razy modlił się, aby było inaczej.

– Jestem zmęczony, Jungkook. – Park przymknął oczy, czując niesmak przy wypowiadaniu jego imienia, które niegdyś było tak słodkie. – Nie potrafię już tego tak ciągnąć.

Jak długo mieli zamiar kontynuować tą grę polegającą na wiecznym szarpaniu i puszczaniu siebie nawzajem?

Jimin był znużony, a Jungkook nie potrafił ukryć szoku, który wyraźnie splamił jego piękną i nieskazitelną twarz.

– O czym ty mówisz? – Jego głos był napięty i z trudem wydostał się spomiędzy zaciśniętych zębów.

Dla Jungkooka ten dzień był już wystarczająco wykańczający, bo wymagał od niego znaczących ćwiczeń i odbierania surowej krytyki od menadżera, co tylko dodawało mu zmęczenia. Na dodatek to, co mówił jego hyung, nie miało dla niego najmniejszego sensu. Mimo wszystko miał nadzieję, że po tym wszystkim Jimin go przytuli, pogłaszcze po plecach, pocieszy i okaże dużo troski, jak robił to zawsze.

Zamiast tego Park wolał unikać z nim jakiegokolwiek kontaktu, jedynie wysyłając Taehyunga, aby przyniósł mu pudełko z jego ulubionymi pączkami. Miało mu to poprawić humor, ale tylko sprawiło, że stał się jeszcze bardziej zdenerwowany. Ponadto ten gest przypomniał mu, że nie rozmawiali ze sobą z jeszcze nieznanych mu powodów.

– Jestem zmęczony ciągłym uganianiem się za tobą. – Jimin wlepił w stojącego przed nim chłopaka swoje niewzruszone spojrzenie, sprawiając, że Jungkook zapomniał na chwilę, jak się oddycha.

Starał się zachować spokój i pokazać, że jest silny, ale jego drżąca warga mu to uniemożliwiała.

– Jestem zmęczony udawaniem, że wszystko jest w porządku, kiedy tak naprawdę nie jest – kontynuował, zanim Jungkook zdążył mu przerwać. – Jestem zmęczony śmianiem się, kiedy tak naprawdę mnie ranisz.

Przypomniał sobie, w jak oczywisty sposób Jungkook go odrzucał, przez co jego serce gwałtownie się ścisnęło. Pamiętał też, że kamery przez cały czas śledziły każdy jego ruch i musiał ukryć rozdzierający go ból pod fałszywym uśmiechem.

– Jestem zmęczony twoim ciągłym przypominaniem mi, że nie jestem wystarczająco dobry.

Nienawidził tego, że Jungkook zawsze umieszczał go na siódmym miejscu w rankingu. Nawet jeśli wiedział, że młodszy po prostu żartował, skłamałby, gdyby powiedział, że w ogóle go to nie ruszało. Jedyna osoba, u której pragnął uchodzić za najbardziej atrakcyjnego, była całkiem innego zdania.

Po usłyszeniu tych wszystkich słów, Jungkook całkowicie zaniemówił, wprawiło go to w kompletne osłupienie. Jego usta delikatnie się rozchyliły, ale żadne słowo nie opuściło warg chłopaka, który tak desperacko szukał jakichś odpowiednich do sytuacji. Cisza pomiędzy nimi przypomniała mu, jak beznadziejny był w rozmowach, Jiminowi natomiast przywróciła wspomnienie łez i tego, jak wiele przelał ich samotnie, w bólu.

– H-hyung – powoli, niemalże z wahaniem się do niego zwrócił, starając w jakiś sposób dotknąć tego delikatnego, zranionego chłopaka.

Jimin rzuciłby się w ramiona Jungkooka, gdyby nie ten piekący ból w klatce piersiowej, który jako jedyny go przed tym powstrzymywał. Nie chciał sprowadzać na siebie jeszcze więcej cierpienia. Z ciężkim sercem zrobił krok w tył, uciekając przed dotykiem Jeona po raz pierwszy w swoim życiu.

Ponieważ ponad wszystkim, cisza była tą rzeczą, której Park Jimin nienawidził najbardziej.

– Jestem zmęczony brakiem szczęścia.

Ignorując jego nieme, desperackie błagania, w oczach Jungkooka mógł dostrzec niesłyszalny krzyk. Jimin zebrał w sobie pozostałe cząstki siły i odwagi, powoli wydobywając ze swojego gardła słowa, o których wypowiedzenie nigdy by siebie nie podejrzewał.

– Jestem zmęczony tym, że cię kocham. 

i'm tired. // jikook [polish translation]Historias para obsesionarse. Descúbrelo ahora