I.

2.7K 203 33
                                        




„Duma uprzedza upadek."*


Wiedział, że poczucie winy za to co do tej pory zrobił wcześniej czy później uderzy w niego tylko po to, żeby go zmiażdżyć. Był zniszczony, ale nikt nigdy nie ostrzegł go przed tym, że istota jest w stanie spaść znacznie niżej niż on się obecnie znajdował. I, że jego gwoździem do trumny nie będzie wcale trauma spowodowana torturami, a właśnie poczucie winy. Bo ta jedna myśl była dla niego jak rana; rana, którą rozdrapywał  za każdym razem, gdy krew zdążyła się już zasklepić tylko po to, by na nowo poczuć towarzyszący jej ból. Odtwarzał w myślach wszystko co zrobił, odnajdywał w zakątkach pamięci twarze ludzi, których zabił i wyobrażał sobie ich bliskich, którym doszczętnie zniszczył życia. Nie potrafił przypomnieć sobie co dokładnie kierowało nim, gdy dwa lata temu zaatakował Nowy Jork; nie wiedział czemu moc pochodząca z głębin wszechświata przejęła nad nim całkowitą kontrolę robiąc z niego nie księcia Asgardu, a bezwzględną maszynę do zabijania. Bezmyślne zwierzę polujące na ofiarę, ale nie z głodu, a z rozkazu kogoś silniejszego. Czy był świadomy tego co robił? Nie był pewien, a ta niepewność jedynie pogarszała jego, i tak już marną, sytuację. Gdyby teraz mógł wybierać, zdecydowanie wybrałby śmierć w nicości niż to co nastąpiło po trafieniu do armii Thanosa.

- Nie chcę już tego...ja...nie mogę - jęknął żałośnie, wkładając ręce w splątane, czarne loki i pociągnął za nie, wydając z siebie głuchy jęk bezradności. Jego twarz co chwilę wykrzywiała się w bólu, gdy przypominał sobie jaka kara spotkała go za pochopne decyzje. Na zmianę bladł i zieleniał, czując zbierającą się w przełyku żółć, bo uczucie zadawanego bólu wciąż w nim było, nie opuszczało go nawet na krok, a on nie był w stanie o tym zapomnieć. Rany nie znajdywały się jedynie w jego wnętrzu, a dokładnie pokrywały całą jego zewnętrzną powłokę i gdyby nie fakt, że był bogiem, a jego wytrzymałość była na znacznie wyższym poziomie niż wytrzymałość człowieka, już dawno temu umarłby z wyczerpania. I nie mógł wymarzyć sobie większej ulgi.

- Otworzyć celę – zza krat dobiegł go twardy, doniosły głos, sprawiający, że zimny dreszcz przebiegł go wzdłuż kręgosłupa. Nie zdążył nawet otworzyć oczu, gdy silne ręce pochwyciły go z dwóch stron za ramiona unosząc go z ziemi. Czuł jak każdy mięsień pali go żywym ogniem, a stare rany otwierają się na nowo, naruszone przez brutalnych mężczyzn, którym ani się widziało okazywać jakiejkolwiek litości upadłemu bogu. W końcu to on ich zdradził, ich i całą tą przeklętą krainę, raz za razem udowadniając wszystkim, że nie jest wart nawet tego by trzymać go przy życiu. A mimo wszystko wciąż go nie zabili.

- Będziesz mieć szczęście, jeżeli Odyn nie odeśle cię o twojej zgniłej córeczki, psie. Już dawno powinien to zrobić – wychrypiał jeden ze strażników, obdarzając go spojrzeniem pełnym obrzydzenia. Jego palce zacisnęły się na chwilę na wychudzonym ramieniu czarnowłosego, by zaraz wypuścić go z objęć, rzucając prosto pod nogi władcy Asgardu.

- Zawsze wiesz jak zrobić przedstawienie, wielki Odynie – z zaschniętego gardła Lokiego wydobyły się niewyraźne słowa, pierwszy raz od bardzo dawna skierowane do innej osoby. Miał wrażenie, że przebywanie w więzieniu powoli zamienia go w wariata i niedługo przestanie rozróżniać rzeczywistość od jego chorej wyobraźni.

- Dobrze wiesz, że nigdy nie chciałem dla ciebie takiego losu, Loki. Nie sprowadziłem cię tutaj, by po wielu latach musieć cię zakuć w łańcuchy. Sam to na siebie sprowadziłeś i wciąż nie rozumiem dlaczego – starzec odezwał się głosem pełnym wyższości, choć jego słowa mogłyby wskazywać na to, że rzeczywiście współczuje mężczyźnie klęczącemu u jego stóp. Ale Loki znał go zbyt dobrze, zbyt wiele razy widział jak przybiera kolejne maski, a kłamstwa prześcigają się w jego ustach. Nie był sprawiedliwy, on po prostu wiedział za jakie sznurki pociągnąć, by lud grał jego melodię.

How You Remind Me /FrostIron/Stories to obsess over. Discover now