#9 a little party never killed nobody

2.5K 91 4
                                        

-Dobra, Pani, było miło, uczymy się i uczymy, ale pora na odrobinę rozrywki. Za trzy godziny jest impreza u Zayna, a ja, jako była niedoszła, która rozeszłą się z chłopakiem z którym nigdy nie była, w relacjach iście przyjacielskich, otrzymałam podwójne zaproszenie na ten melanż. – poinformowała mnie Ems, po godzinie naszej rozmowy przez Skype. To była dla nas najlepsza opcja, żeby razem się pouczyć kilka dni przed egzaminem, bo dla każdej z nas dojazd do posiadłości naszych rodziców, zajmował średnio godzinę w jedną stronę. Po co marnować dwie godziny z życia, jak można liczyć macierze.
- Zaprosili Cie na facebooku prawda? – ewidentnie ją zgasiłam, bo widziałam, jak zabrakło jej słowa. Chciała mnie podejść , mała złośnica, ale się jej nie udało.
- No i może mnie zaprosili na pejsiku, ale to nie oznacza, że nie możemy tam dziś pójść razem. Myślę, że to mnie impreza z cyklu Balu Debiutantek, a raczej melanż z Wielkiego Gatsbiego, jeśli wiesz o co mi chodzi.
- Dobra, już nie udawaj, że czytasz książki. O której jest ta cała gruba imprezka? – zapytała, znudzona już wszystkim co przede mną leżało.
- Teoretycznie zaczyna się za godzinę, ale my jak to my, musimy się modnie spóźnić i zrobić wielkie wejście, więc widzimy się za trzy godziny pod moim domem ? Rano ogarniemy temat i będziemy świeże i przygotowane na kolejny wysiłek umysłowy.
- Widzę, że postanowione i nie mam nic do gadania? – byłam tak zmęczona, że zaczęłam śmiać się z wszystkiego co Emma mówiła.
- Ogarnij się co ? Nic śmiesznego się nie dzieje, a jak się będziesz tak zachowywać przy ludziach, to będę musiała udawać, że jesteś upośledzona i że Cie nie znam . – zawsze mogę liczyć na moją przyjaciółkę, szczególnie kiedy wytyka mi język podczas naszych cudownych rozmów online.
- Dobra, to spadamy na trzy- raz, dwa..- odliczałam, licząc na to, że nasza konwersacja się na tym zakończy. Przyznam, że potrzebowałam ponad dwóch godzin, żeby się ogarnąć. Od ostatnich paru dni, moja piżama przyrosła chyba do mojego ciała jak druga skóra, a włosy wyglądały jakbym je polała woskiem. Tak, blondyna z połyskiem, a co tam.
- Ej, ej, czekaj. Czy Zayn przypadkiem nie zna Nialla i Liama? – zapytała mnie Emma która musiała sobie coś właśnie przypomnieć.
- No tak, kiedyś w trójkę byli w jakimś zespole czy coś? Ale byli słabi, więc długo nie pociągnęli, na całe szczęście. Próby były w moim garażu, a zdradzę Ci, że teksty ich piosenek były tak głębokie jak kałuża przed moim domem. SPADAJ JUŻ. – wytłumaczyłam jej wszystko i  rozłączyłam się.
Postanowiłam uwiecznić ten piękny moment i strzeliłam sobie fociałke w lustrze, która miała prezentować wszystko PRZED.
Poczłapałam do łazienki i nastawiłam budzik na jakieś czterdzieści minut. Nalałam wody do wanny i się odprężyłam. Miałam czas, a taki relaks przed melanżem zdecydowanie mi się należał.
*

Miałam już wychodzić, gdy zauważyłam, że światło w kuchni się pali. Przy naszej wyspie siedzieli moi rodzice razem z moim bratem.
- Zgromadzenie, czy o co chodzi ? – zapytałam zaciekawiona.
- W sumie to komisja śledcza zwołana w poszukiwaniu twoich spodni – oznajmił mój tata, który najwidoczniej zdążył już rzucić okiem na mój strój. Miałam na sobie cienką koszulę w kolorze baby pink z bardzo zdobnym kołnierzykiem i do tego cekinowe shorty. Na wierzch zdążyłam tylko złapać coś z szafy i była to cienka skórzana kurtka.
- A ja myślałam, że Ci się pogarsza i jakaś demencja starcza się pojawia no i może nie zauważysz. Ale jak zwykle się myliłam. – podeszłam do niego i go mocno przytuliłam.
- Dokąd się wybierasz? – zwróciła się do mnie mama, która właśnie wstała i wyjęła z pieca lasagne.
- Plan jest taki, że jadę teraz do tej brzydkiej, zostawiam rzeczy , idziemy na jakaś małą domóweczkę i nocuję u niej, żeby nie jeździć po nocy. Wracam rano i znowu się uczę, BO CZEMU NIE. – posłałam jej mój firmowy uśmiech.
- Jeśli jedziesz na domówke u Zayna, to nie będzie jakieś malutkie i pewnie się nawalisz tak…- kopnęłam tylko mojego brata, kiedy sięgałam po talerz z porcją makaronu.
- W przeciwieństwie do Ciebie, potrafię iść na imprezę i nie pić. Poza tym ile ja mam według Ciebie lat? Nie mogę jeszcze .- uśmiechnęłam się jak aniołek i zabrałam do jedzenia. W końcu picie na pusty żołądek to zdrada stanu.
- Mogę się założyć, że skończysz dziś na podłodze- rzucił mi wyzwanie Niall.
- OH IT’S ON! – krzyknęłam w jego stronę, pomimo tego, że zajmował krzesło tuż obok mnie.
- Super, to zakład o sprzątnięcie mojej sypialni w mieszkaniu bądź twojej ogromnej sypialni tu- uścisnął mi rękę, po czym zaczął wycierać kawałki makaronu, którymi przez przypadek plunęłam na niego w ekscytacji.
- Pamiętaj, że to działa w obie strony – puściłam mu oczko i wróciłam do jedzenia.
Nasi rodzice nie byli jakimiś patologicznymi przestępcami, że pozwalali mi na takie rzeczy. Po prostu uważali, że skoro o tym wiedzą, przy jakimś wezwaniu na policję, mogą już w drodze wymyślić sobie wymówkę i alibi.
- Jeśli coś się znowu stanie – Sue odwróciła się w stronę Nialla, który oblał się czerwienią- to przywiozę na komendę sfałszowane dokumenty i powiem pod przysięgą, że Was nie znam.
- A ja dodam, że nas okradliście, bo samochody wciąż są na nas – zagrozili nam rodzice, co tylko dodało oliwy do ognia, bo już nie mogłam przestać się śmiać i zachowywałam się jak opętana.
Po dziesięciu minutach słuchania tego, jak bardzo nasi rodzice wyprą się wszystkiego zwinęliśmy się do auta. Całe szczęście, że Niall przyjechał z miasta z rodzicami, bo nie musieliśmy się tłuc na dwa auta, a ja miałam zapewniony transport z rana. Kiedy tak wyjeżdżaliśmy poza teren naszych super sadów i takich tam, Niall doszedł do wniosku ze przecież można zabrać Liama. Urządził sobie z nim szybką pogawędkę przez telefon, po czym oznajmił mi, że nasz kuzyn będzie czekał kilka przecznic od domu Emmy, bo siedział dziś cały dzień u kolegi.
Po wysłuchaniu całej mojej play listy, do której mój brat też się nieźle bujał i śpiewał prawie wszystko,  oprócz Demi, dojechaliśmy do miasta. Powiedział, że za bardzo ceni jej talent wokalny i wygląd, żeby niszczyć jej piosenki.
Najbardziej zastanawiało mnie, co jest nie tak z chłopakami w mojej rodzinie- czuli miętę do gwiazdek Disneya i  Nickelodionu.. brawo chłopaki! Jestem z Was dumna.
Po drodze wyłapaliśmy stojącego pod latarnią Liama, był tani, wiec się opłacało go zabrać.
Zajechaliśmy pod sam dom Lucky i ruszyliśmy nasze dupska z wygodnych siedzeń mojej furki. Klasyk klasykiem, kupiony za niedużą sumę, ale musiałam sobie jakoś dogodzić.
Zapukałam do drzwi, nawet nie bawiąc się w dzwonienie do furtki. Wiedziałam gdzie jest guzik, który otwierał ją od drugiej strony. Usłyszałam tylko krótką komendę – wejść, więc otworzyłam sobie sama wrota. Panowie ciągnęli się za mną, jak gile w zimowe dni, ale ostatecznie dotarli do środka i zamknęli za sobą.
- Ej ziomuś, nie mamy alkoholu! Wrócimy za dwadzieścia minut! – oznajmił mi oświecony Liam i pociągnął za sobą Nialla, rzucając w stronę Emmy krótkie CZEŚĆ i mega szeroki uśmiech.
Oho, chyba ktoś będzie tu się musiła pobawić w swatkę i imię tej osoby wcale nie zaczyna się na „I”
Panna „ Musimy mieć dobre wejście” siedziała znudzona przed telewizorem w salonie.
Dołączyłam do niej bez słowa. Jedyne co zrobiłam to złapałam pilota i przełączyłam z Powodzenia Charlie, na MTV Hits.
Leciał akurat singiel Fergie, który został umieszczony w soundtracku „Wielkiego Gatsbiego”.
- Halo, podobno jesteś fanką książki czy tam filmu, więc zapraszam na parkiet. – złapałam ją za rękę i pociągnęłam za sobą na wolną przestrzeń. Wiłyśmy się tak do kolejny piosenek Jessy J, czy też  Ellie Goulding i byłyśmy tak nastawione na melanż, że nawet nie zauważyłyśmy chłopaków stojących w drzwiach. Podbiegłam tylko do nich, nie przejmując się cała sytuacją i wyrwałam im pół litra, rozlewając po shotach dla nas wszystkich.
Po takich czterech kolejkach ja i Emma byłyśmy zdecydowanie gotowe na zabawę , więc zdecydowaliśmy się wreszcie opuścić dom. Całe szczęście, że rodzice Emmy siedzieli następne dwa dni u babci Ems na wsi. Nie zobaczą mnie w stanie wskazujących i ich opinie o mojej osobie wciąż będzie nieskazitelna.
Po dziesięciominutowym spacerku i paru przystankach na pool Dance przy latarniach byliśmy na miejscu.
Dom był wielki, ale z zewnątrz nie było widać, że w środku odbywa się dobra imprezka.
Zaszczyciliśmy więc wnętrza naszą obecnością i ruszyliśmy w tłum. Złapałam Nialla pod ramię i od razu ruszyliśmy w miejsce w którym można było się napić. Postanowiłam zostawić Emmę i Liama razem, szczególnie, że oboje byli pijani. Nic gorszego niż dzieci, nie może z tego wyniknąć, a jeszcze kiedyś mi podziękują.
Usiedliśmy na sofie, a ja w tym samym momencie poczułam, jak ktoś mnie puka w ramię.
Zobaczyłam tylko i wyłącznie królową B, Ashley.
- Możesz się odsunąć, a najlepiej wyjść? Zajmujesz moją cenną przestrzeń – rzuciła do mnie z głupawym uśmieszkiem.
- Możesz umrzeć? – odpowiedziałam jej z dokładnie tym samym wyrazem twarzy. Parsknęła tylko w moją stronę i się odwróciła. Zbiłam piątkę z moim bratem i wszytsko byłoby super, bo sobie piliśmy i muzyka grała ale nagle ktoś zaczął głośno odchrząkiwać.
- To idziesz stąd czy znowu masz jakąś super wymówkę i będziesz udawać, ze to Ty nie Ty? – powiedział do mnie chłopak.
Złapałam Nialla znowu pod rękę i udaliśmy się w stronę prowizorycznego baru. Nie miałam ochoty siedzieć w towarzystwie Harrego ani chwili. 

Through the darkWhere stories live. Discover now