Near to you, I am healing but it's taking so long.

'Cause though he's gone and you are wonderful it's hard to move on.

Wiecie, co jest najtrudniejsze w pełnieniu zaszczytnej funkcji głównej druhny? Moment, w którym musisz uspokajać pannę młodą, mdlejącą z nerwów przed głównym wejściem do kościoła. Tym bardziej, jeśli ty sama próbujesz opanować panikę, która wzbiera w twoim wnętrzu coraz potężniejszymi falami.

Ponieważ patrzysz na wszystkie te znajome miejsca, detale, które mimo upływu czasu wcale nie przynoszą mniejszej dawki wspomnień. Patrzysz, natrętne błyski minionych wydarzeń wirują przed twoimi oczami, dobrze znane twarze sprawiają że zaczynasz się zastanawiać, czy naprawdę przez te pięć lat cokolwiek się zmieniło. A jednocześnie musisz się uśmiechać, pilnować czasu, być dla najważniejszej kobiety wieczoru jednocześnie przyjaciółką i osobistym psychoterapeutą. Odsunąć na bok wszystkie emocje, które okładały cię po twarzy jak zawodowy bokser.

I właśnie w takiej sytuacji się znalazłam.

Na początku było nawet w porządku. Georgina z rodzicami przywitali nas entuzjastycznie, a Eric o mało co nie został uduszony w nagłym przypływie histerycznej radości mojej przyjaciółki.

- To jest ten legendarny Eric!

- Wreszcie możemy cię poznać!

- Tak bardzo się cieszymy, że Beth w końcu znalazła kogoś, kto jest jej wart! Wiesz, właściwie czujemy się tak, jakby była naszą drugą córką...

Dałabym sobie rękę uciąć, że rodzice Georgie przed naszym przyjazdem przeszli ostry trening taktownego i delikatnego zachowania. Żadnych porozumiewawczych spojrzeń, szczególnego nacisku na konkretne słowa, nawiązywania do przeszłości. Tak, jakbym przez pięć lat odwiedzała ich w co drugi weekend, aktywnie informując o najdrobniejszej zmianie w moim życiu. Jakbym od zawsze była właśnie taka, jak teraz, składała się wyłącznie z teraźniejszości.

A on nigdy nie istniał, mimo że tyle razy pojawiał się w tym domu. Cóż, dla rodziców Georgie może była to nawet pewna ulga. Nigdy do końca nie darzyli go sympatią, uważając, że jestem ze zbyt porządnego domu na kogoś takiego i jedyne, co może, to sprowadzić mnie na złą drogę. Ja za to starałam się uśmiechać, przyjmować uściski i okrzyki zachwytu z należnym entuzjazmem i skupiać się na obecnej chwili, jak tylko mogłam. Bo gdybym przypadkiem zapatrzyła się za długo albo dała porwać wspomnieniom, zobaczyłabym, jak schodzi po schodach z szelmowskim uśmiechem na ustach i pyta, czy nie chciałabym może spędzić z nim tego wieczoru w całości.

Eric, oczywiście, czuł się w jak ryba w wodzie, a jego oczy błyszczały ledwo skrywaną dumą, gdy wysłuchiwał tych wszystkich pochwał na nasz temat. Tak bardzo do siebie pasujecie, jak mogłaś chować go przed nami aż tak długo? Ze śmiechem odpowiadałam, że patrząc na ich reakcję nie chciałam po prostu, aby ktoś mi go ukradł. I owszem, wierzyłam w swoje słowa tak, jak wierzyłam w spokój, który ogarniał mnie, gdy po ciężkim dniu zasypiał przy mnie, oplótłszy ramieniem moją talię.

Ale jednocześnie supeł w klatce piersiowej zaciskał się coraz bardziej, a ja bałam się, że w którymś momencie po prostu zabraknie mi tchu.

Resztę wieczoru spędziłyśmy na gorączkowych przygotowaniach. Eric próbował nakłonić mnie do małej wycieczki po Bradford, ale tym razem z pomocą przyszła mi Georgina, ględząc o tym, jak bardzo jest zestresowana i jak bardzo potrzebuje mojego towarzystwa. I jeśli tak bardzo chce pospacerować, to może zadzwonić po Jamesa, swojego narzeczonego. Zgodził się, stwierdziwszy zapewne, że woli się powłóczyć z obcym facetem, niż słuchać szczebiotu rozhisteryzowanych kobiet.

love me blue. I z.m.Przeczytaj tę opowieść za DARMO!