Your eyes reflect the time

everything that's good in me.

Your heart in the shape of mine

You're the mirror of my kind.

(cytaty na początku rozdziału to piosenki, które mnie inspirują, więc zapraszam do słuchania xx)

Podświadomość najwidoczniej płatała mi figle. Dlatego go widziałam, stojącego zaledwie kilkanaście metrów dalej, wpatrującego się we mnie tym samym nieprzeniknionym spojrzeniem, co osiem lat temu. Bo przecież... Nie mógł być tutaj naprawdę. To niemożliwe. Niemożliwe.

Wiedziałam jednak, że myśli kłębiące się w skołatanej głowie są tylko pobożnymi życzeniami. Nie wyobraziłabym go sobie aż tak realnie. Ponieważ to nie był Zayn, którego pamiętałam. Przynajmniej nie do końca. Wtedy nie miał aż tak gęstego zarostu, jego włosy były zupełnie inaczej ostrzyżone, a twarz nieco pełniejsza i bardziej dziecięca. Mężczyzna, którego widziałam teraz, różnił się znacząco od dziewiętnastolatka, który nagle zniknął. Który mnie zostawił.

Ale to nadal był on. Nie miałam co do tego żadnych wątpliwości.

Ta myśl uderzyła mi do głowy z taką siłą, że poczułam, jak świat zaczyna wirować dookoła w zastraszającym tempie. Opanowała mnie nagła słabość i z trudem zdołałam zacisnąć palce na oparciu jednej z pierwszych kościelnych ławek. Opanuj się, nie możesz teraz zemdleć, to dzień Georginy, do cholery. Łatwiej pomyśleć, trudniej zrobić, zwłaszcza, gdy złe samopoczucie zamiast mijać, tylko się pogłębiało.

Jakby sam widok jego twarzy sprawił, że moje serce pękło kolejny raz.

- Ellie? – Usłyszałam tuż obok swojego ucha znajomy głos. Chwilę później dłonie Erica pojawiły się na moich ramionach, lekko mną potrząsając. – Ellie, co ci jest?

Zanim na niego spojrzałam, trzy razy głęboko wciągnęłam powietrze w płuca, po czym powoli je wypuściłam. Dopiero wtedy, gdy krew w moich żyłach zaczęła krążyć szybciej, a wzrok odzyskał właściwą ostrość, byłam w stanie podnieść głowę. Troska w oczach chłopaka wręcz przytłaczała, kiedy pochylał się nade mną, gotów w każdej chwili chwycić mnie na ręce i wynieść z kościoła. Znałam go na tyle, aby wiedzieć, że byłby do tego zdolny.

Szybko zorientowałam się w sytuacji, czując, jak zawroty głowy ustają. Na szczęście nie zrobiłam zbyt wielkiego zamieszania. G. była zbyt zestresowana, aby sprawdzić, czy podążam za nią w kierunku wyjścia, poza tym nie oddaliła się jeszcze zbyt daleko, starając się dostosować krok do dźwięków patetycznego marszu. Goście natomiast za bardzo skupili się na komentowaniu każdego szczegółu wyglądu panny młodej, aby zaprzątać sobie głowę jej niepozorną druhną. Jedynymi osobami, które cokolwiek zauważyły, był Eric i świadek Jamesa, właściciel burzy kręconych włosów i dość imponującego wzrostu. Zbliżył się teraz do nas, przyglądając się całej scenie z niepokojem.

- Wszystko w porządku? – Zapytał. Jego głos brzmiał tak, jakby w ciągu swojego życia – na oko wyglądał na mojego równolatka – wypił nieskończone ilości whisky. Wszystkie pozostałe cechy wyglądu jednak zdecydowanie temu przeczyły.

- Właśnie próbuję się dowiedzieć. – Mruknął Eric, coraz bardziej zmartwiony. – Ellie, kochanie, odpowiedz.

- Tak, tak. – Wymamrotałam, próbując się uśmiechnąć, co, sądząc po minie mojego chłopaka, chyba nie do końca mi wyszło. Cóż, nie od dziś marny ze mnie kłamca. – Zrobiło mi się słabo, to wszystko. Dawno nie stałam bitą godzinę, pewnie to dlatego.

love me blue. I z.m.Przeczytaj tę opowieść za DARMO!