And it seems, it seems that I can't shake those memories

I wonder if you feel the same way too.

- Będzie super! Będzie supersupersuper...

Georgina podśpiewywała pod nosem te słowa, chociaż zasadniczo ciężko było doszukać się w tym jakiejkolwiek melodii. Miałam wrażenie, że jeszcze chwila, jeszcze moment i eksploduje z nieskrywanej ekscytacji. Dobrego humoru nie mąciły jej nawet wysokie obcasy, na których chwiała się tak bardzo, że co jakiś czas odruchowo wyciągałam rękę w jej stronę, aby nie zaryła nosem w płyty chodnikowe.

Przynajmniej jedna z nas naprawdę cieszyła się na nadchodzącą imprezę. Ja szłam tam jak na ścięcie.

Nienawidziłam integracyjnych pierdół w stylu „musimy się zaprzyjaźnić! Musimy! Zanim rozpocznie się rok szkolny będziemy najbardziej zgraną paczką przyjaciół, taką, przy której wszystkie serialowe ekipy mogą się schować! Taaak! Pokażmy się od jak najlepszej strony, a potem stopniowo to wszystko spieprzmy!". Chryste.

Ale musiałam się tam pojawić. Mama Georgie znała ją zbyt dobrze, aby nie przeczuwać, że gdyby poszła tam sama, ktoś najprawdopodobniej musiałby dotaszczyć ją do drzwi jak worek ziemniaków. A ja, zawsze odpowiedzialna, zawsze rozsądna do granic absurdu, byłam doskonałym buforem dla rozrywkowej blondynki. Dlatego szłam tam teraz, do domu największego pozera w mieście, mając nadzieję, że będzie beznadziejnie i szybko namówię przyjaciółkę do odwrotu.

I podczas, gdy ona założyła najlepszą sukienkę i najwyższe szpilki, ja nawet strojem okazywałam, w jak głębokim poważaniu mam tę całą pseudointegrację. Dżinsy, koszulka i vansy miały podkreślić, jak bardzo daleka jestem od sztucznego optymizmu większości zgromadzonych. Georgie przez cały dzień próbowała nakłonić mnie do zmiany wizerunku, przynajmniej na jeden dzień, ale pod tym względem pozostałam nieugięta. Decydowałam się dla niej na wystarczające cierpienia.

Skręciłyśmy za róg, skąd już doskonale było słychać pulsujące basy, świadczące o tym, że impreza trwa w najlepsze. Nasze spóźnienie było akurat moją winą – przeciągałam moment wyjścia tak długo, aż w końcu moja mama wypchnęła nas za drzwi, nie mogąc słuchać entuzjastycznego szczebiotu G.

- Thompson – wycedziłam, kiedy blondynka zaczęła prawie biec do furtki. Wyglądało to dość komicznie i w sumie chętnie bym na to dłużej popatrzyła, aby mojej męce stała się zadość, ale w gruncie rzeczy nie chciałam, żeby się skompromitowała – jeszcze chwila, a złapię cię za te blond kłaki i zawlokę z powrotem do domu. Uspokój się.

- Jasne, jasne – wymamrotała Georgina na wdechu, przystając i poprawiając sukienkę. Odwróciła się w moją stronę, patrząc na mnie wielkimi, pełnymi nadziei oczami. – Myślisz, że będzie fajnie?

- Zdecydowanie nie. – Odparłam, wzruszając ramionami. – Ale tobie i tak będzie się podobało.

Miałam skłamać? Bez przesady.

Pchnęłyśmy furtkę, przeszłyśmy przed podwórko i weszłyśmy do środka, nie zaprzątając sobie nawet głowy używaniem dzwonka. Tak, jak się spodziewałam, impreza wewnątrz domu trwała w najlepsze. Korytarz okupowała grupka ludzi z czerwonymi kubeczkami w dłoniach – och, impreza w amerykańskim stylu, wspaniale – która na nasz widok uśmiechnęła się szeroko i zaczęła machać. Tak, machać. Nie przesadzam. Georgie spojrzała na mnie z wahaniem. Doskonale wiedziałam, co jej chodzi po głowie, dlatego powiedziałam szybko:

- Nie musisz się mnie kurczowo trzymać. Poradzę sobie.

Dla zachowania pozorów podeszłam razem z nią do nieznajomych, pozwalając, aby przez moją głowę przepłynęło pięć imion, których minutę później nie byłam w stanie sobie przypomnieć. Dwie dziewczyny – może Monica i Josie, a może Michelle i Julie, cholera wie – zaczęły zachwycać się sukienką Georginy i wypytywać, gdzie zdobyła takie cudeńko. I to był dla mnie sygnał, żeby z uśmiechem wycofać się i trochę rozejrzeć po otoczeniu.

love me blue. I z.m.Przeczytaj tę opowieść za DARMO!