🛫✈️🛩🛬

13 1 0
                                        

Kim Seokjin kochał swoją pracę. Nie tylko ze względu na możliwość podróżowania po świecie, ale przede wszystkim za poczucie, że jest panem sytuacji, nawet na wysokości dziesięciu tysięcy metrów. Jako starszy steward w jednej z prestiżowych azjatyckich linii lotniczych, Seokjin był uosobieniem elegancji, opanowania i nieskazitelnego uroku. Jego mundur zawsze leżał idealnie, a uśmiech, choć profesjonalny, wydawał się szczerze rozświetlać korytarz samolotu. Wiedział, jak uspokoić zdenerwowanego pasażera, jak szybko zażegnać kryzys i jak sprawić, by lot, nawet najdłuższy, wydawał się komfortowym relaksem.

Tego dnia Seokjin pracował na trasie Seul-Paryż – długim, nocnym locie, który często bywał męczący. Przechodząc przez kabinę klasy biznes, upewniał się, że wszystkie schowki są zamknięte, a pasażerowie wygodnie rozlokowani. Jego wzrok spoczął na miejscu 14C, gdzie siedział młody mężczyzna, wyglądający na lekko zagubionego. Park Jimin. Seokjin zapamiętał to imię, bo pasażer, choć ubrany w stylowy, choć luźny kaszmirowy sweter, wydawał się nerwowy. Jego palce delikatnie bawiły się krawędzią pasa bezpieczeństwa, a spojrzenie wędrowało od okna do sufitu.

- Dobry wieczór. - zaczął Seokjin, nachylając się nieznacznie z tym swoim pocieszającym, szarmanckim uśmiechem. - Jestem Seokjin i będę dziś do Pana dyspozycji. Czy mogę Panu zaproponować szampana, zanim wzniesiemy się w powietrze, Panie Park?

Jimin, spłoszony, podniósł wzrok. Jego oczy, duże i migoczące w delikatnym świetle kabiny, złapały spojrzenie stewarda. Od razu poczuł się spokojniejszy. Seokjin miał w sobie coś, co natychmiast rozładowywało napięcie – to połączenie pewności siebie z autentyczną, ciepłą troską.

- Oh, d-dziękuję. - wyjąkał Jimin. - Woda gazowana wystarczy. I proszę, mów mi Jimin. To mój pierwszy tak długi lot.

- Zrozumiałem, Jimin. Bez obaw. Jesteśmy w najlepszych rękach. Woda gazowana, już się robi. - Seokjin wykonał lekki ukłon i odszedł, niosąc ze sobą aurę spokoju.

Przez następną godzinę lotu, Jimin zauważył, że Seokjin otaczał go szczególną opieką. Nie była to protekcjonalność, ale subtelna, dyskretna uwaga. Gdy weszli w strefę lekkich turbulencji, które sprawiły, że Jimin niemal podskoczył na siedzeniu, Seokjin pojawił się niemal natychmiast.

- Wszystko w porządku, Jimin. -  powiedział cicho, opierając dłoń na oparciu fotela. - To tylko trochę wyboista droga. To zupełnie normalne. Może ciepła herbata miętowa pomoże się odprężyć? Z mojego doświadczenia – działa lepiej niż wszystkie leki.

Jimin uśmiechnął się, czując, jak rumieniec wstępuje mu na policzki.

- Mięta brzmi cudownie, dziękuję, Seokjin. - wypowiadając jego imię, poczuł dreszcz.

W kolejnych godzinach, kiedy większość pasażerów spała, a światła w kabinie były przygaszone, Seokjin znalazł chwilę na dłuższą rozmowę. Zaczęło się od zapytań o jego cel podróży – Jimin leciał do Paryża na kurs introligatorski – ale szybko przeszło do bardziej osobistych tematów: ulubione jedzenie, marzenia, zabawne anegdoty z podróży.

Jimin dowiedział się, że Seokjin nie jest tylko profesjonalistą; to facet z pasją. Opowiadał o swoich starych, nieudanych próbach nauki gry na gitarze i o tym, jak uwielbia odwiedzać lokalne, nieznane restauracje, zamiast tych z przewodników. Jimin z kolei opowiadał o technikach i narzedziach używanych w oprawianiu książek i o lęku przed brakiem spełnienia oczekiwań w Paryżu.

Moonlight on you [Jinmin]Stories to obsess over. Discover now