11

5 2 0
                                        

– Czy ciebie już do końca bóg opuścił? Piłeś coś? Ćpasz? – wrzeszczałam na Rivena, jednocześnie podbiegając do Inu. Dopadłam do niego równo z Kieranem i oboje postawiliśmy chłopaka na nogi. Ten zamrugał kilka razy, potrząsnął głową i wyszczerzył szeroko.

– Nic mi nie, jest, serio – zapewnił, podnosząc dłoń do nosa. – Naprawdę wszystko okej, to tylko drobne nieporozumienie...

– Twoje drobne nieporozumienie krwawi – warknęłam, kompletnie zapominając, że miałam być cicha, skromna i nieśmiała. Pierdolić to. – Dobrze, że nie ze środka, może nie spuchnie. Ten kretyn cię zadrapał i to tuż przed debiutem i sesjami foto. Zastanów się jakie kreskówki lubisz, bo zapewne będziesz brylował ze słitaśnym plasterkiem, dobrze, że to ci pasuje do wizerunku... – Wyciągnęłam chusteczki z torby i podałam mu jedną. – Masz. Natychmiast to odkaź. Nie, może nie rób tego sam, jeszcze wykorzystasz do tego coś głupiego... – Rozejrzałam się. Kieran nadal stał najbliżej, wciąż trzymając Inu za łokieć. Dobra, to w takim razie...

– Kieran, pilnuj go, czy nie ma zawrotów głowy i żeby nie upadł. Dante, zasuwaj po menedżera, niech przy okazji przyniesie apteczkę...

– Ale... – zaczął śliczny.

– Czy ja się jąkam?

Dante szerzej otworzył oczy, po czym pokręcił głową i wystrzelił przez drzwi.

Tymczasem ja głęboko nabrałam powietrza. Odwróciłam się od młodego i jak taran ruszyłam w kierunku Rivena. Tamten stał z zaciśniętymi pięściami i spoglądał bykiem.

– Nie wtrącaj s... – zaczął, jednak nie dokończył, bo popchnęłam go mocno, wyciągając obie ręce przed siebie. Chyba się nie spodziewał, bo lekko zatoczył się do tyłu.

– Czy ty jesteś normalny?! – wrzasnęłam, gdy łapał równowagę. – Jeszcze masz za dużo energii, że się rzucasz? I to na kogo, na innych członków zespołu? Poważnie się zastanawiam, czy ty na pewno chcesz debiutować i w ogóle być w tym zespole! Wiesz, ilu jest chętnych na twoje miejsce?

– Odczep się! – odwrzasnął. – To nie twoja sprawa!

– Moja! Właśnie o to chodzi, że moja! – Ponownie go popchnęłam, mocno zaciskając usta, by nie powiedzieć na głos, że są narzędziami do realizacji mojego celu i jego zachowanie bezpośrednio uderza w mój projekt zemsty. Ponownie próbowałam go popchnąć, lecz teraz się spodziewał i praktycznie rozbiłam się na jego twardej piersi. Cholerni idole z ich cholernymi treningami... – Nie po to tyle się napracowałam, by teraz jakiś nabuzowany testosteronem samiec zepsuł mi taki dobrze zapowiadający się zespół! – rzuciłam, nadal wściekła. – Albo będziesz tańczył tak, jak ci zagram, albo upewnię się, że w kolejnych tekstach nie dostaniesz ani jednej linijki! A i tancerzem jesteś chujowym! Ja dałabym radę lepiej, a jestem kanapową bułą!

Za moimi plecami rozległo się zduszone parsknięcie. W otwartych drzwiach do sali treningowej stał Dante. Kreutz z apteczką. I oczywiście, że ten cholerny, śmiejący się ze mnie Black.

Opuściłam ręce. Westchnęłam.

– Niech zgadnę – rzuciłam z nieskrywaną irytacją. – Teraz powinnam spytać, czy długo już tu jesteście, i na pewno otrzymam odpowiedź...

– Wystarczająco długo – zgodził się Black, szczerząc się z jakąś dziwną satysfakcją.

– Tak, właśnie to – potwierdziłam.

Kreutz ruszył do Inu, oglądając jego nos i wyciągając z apteczki gazik i płyn do odkażania.

– Dziś nie będzie więcej treningu – dodał Black, poważniejąc. – Riven, chodź ze mną.

– Co? Dlaczego ja? To ona powinna zasuwać na dywanik!

– W swoim czasie – potwierdził Black, skinieniem głowy. – W swoim czasie.

No super. Wow. Ten dzień po prostu nie mógł stać się gorszy. A nie było jeszcze ósmej rano...

Black ST☆ROpowieści tętniące życiem. Odkryj je teraz