Czasami wszystko wygląda normalnie.
I właśnie to jest najgorsze.
Była pewna, że dobrze się ubrała.
Nie za elegancko, bo nie miało być aż tak formalnie, ale na tyle, by nie wyglądać, jakby przyszła pożyczyć cukier. Beżowy sweter, ciemne dżinsy, włosy spięte niedbale w kucyk. Plecak z jednym paskiem, pióro z insuliną i glukometr schowane głęboko na dnie. Telefon rozładowany, ale nie panikowała. Lokalizacja była łatwa do zapamiętania, a miała już wszystko ustalone z kobietą z ogłoszenia.
Zresztą to miała być tylko rozmowa.
Nie podpisywała niczego. Nie dawała żadnych danych. Kobieta, która się z nią kontaktowała, wydawała się normalna.
Miła, nawet.
Biuro znajdowało się na trzecim piętrze w jednej z tych kamienic z domofonem, który był tak stary, że trzeba było wciskać guziki paznokciem. Drzwi z dołu były uchylone. Pomyślała, że może to znaczy, że ktoś przed chwilą wszedł.
To dobrze. Nie chciała być pierwsza.
Powoli weszła po schodach, zaciskając dłoń na pasku plecaka. Na klatce było dziwnie cicho. Bez odgłosów mieszkańców, bez szczekającego psa, bez telewizora przez ścianę.
Trzecie piętro.
Po lewej. Ciemne drzwi. Drewniane, bez szyldu. Mały dzwonek obok, naklejka: Ressova Consulting.
Zadzwoniła. Raz.
Cisza.
Drugi raz.
Po chwili drzwi otworzyły się bezszelestnie.
W wejściu stała kobieta o zbyt prostych ramionach i zbyt wyćwiczonym uśmiechu. Miała rude włosy związane w kok i wyprasowaną koszulę w kolorze białego wina.
- Dzień dobry, Powder? – zapytała.
Dziewczyna kiwnęła głową.
- Zapraszam. Trochę się przeciągnęło, ale mamy dla ciebie chwilę.
Weszła.
Pomieszczenie było... puste. Zaskakująco. Nie zupełnie. Była tam mała lada, jakieś segregatory, dwa krzesła i automat do wody. Ale brakowało gwaru, telefonów, ludzi.
Biuro bez biura.
Kobieta zamknęła za nią drzwi na klucz.
- Możesz usiąść. Zaraz przyjdzie ktoś z zespołu rekrutacyjnego. Napijesz się czegoś?
- Nie, dziękuję. – odparła, siadając. Na krześle coś zgrzytnęło. Wsunęła plecak pod nogi. – To znaczy... woda może być.
- Jasne.
Kobieta podeszła do automatu, napełniła kubek.
Podała go Powder i...
zatrzymała na niej wzrok.
Nie odwróciła się od razu.
Dziewczyna przełknęła ślinę.
- Mówiła pani, że to praca przy danych?
- Tak, coś w tym stylu.
- I że nie trzeba doświadczenia?
- Wszystkiego uczymy na miejscu. – kobieta uśmiechnęła się. – I nie jestem pani. Mów mi Lena.
Powder skinęła głową. Przełknęła łyk wody.
Zimna. Chłodna jak ściany.
Minuty mijały.
Zaczęła bawić się rękawem.
- Długo jeszcze?
- Nie, zaraz wrócę. – Lena oddaliła się. Drzwi wewnętrzne, za ladą, zamknęły się z miękkim klik.
Powder została sama.
Woda stała się ciepła.
W pomieszczeniu pachniało kurzem i... czymś jeszcze. Jakby starym plastikiem.
Cisza trwała.
Minutę. Pięć. Dziesięć.
Podniosła się z krzesła i podeszła do lady.
Spojrzała na drzwi.
Spróbowała złapać za klamkę.
Zamknięte.
Podeszła do wyjścia.
Drzwi zewnętrzne – również zamknięte.
Przycisnęła czoło do szyby. Klatka schodowa była pusta.
Zrobiło się duszno.
.
Poczuła, że drży jej ręka.
Nie panikuj, nie panikuj, to tylko test, może sprawdzają jak się zachowasz, może chcą zobaczyć czy się nie złościsz.
Znowu usiadła.
Wtedy otworzyły się drzwi, ale nie te od wejścia.
Te drugie.
Z wnętrza wyszło dwóch mężczyzn.
Wysocy, w ciemnych kurtkach. Jeden miał brodę. Drugi rękawiczki.
- To ta? – spytał brodaty.
- Tak. – powiedziała kobieta, która znowu się pojawiła. – Sprawdzona.
Powder wstała.
- Przepraszam, ale... kim oni są?
Nikt jej nie odpowiedział.
Ręce mężczyzn zacisnęły się na jej ramionach jak maszyny.
Zaczęła krzyczeć dopiero, kiedy wciągnęli ją przez tamte drzwi.
Nikt nie odpowiedział.
Nikt nie usłyszał.
Drzwi się zamknęły.
I świat, który znała, przestał istnieć.
ESTÁS LEYENDO
no medicine [timebomb]
Ficción GeneralPowder przyszła na rozmowę o pracę. Weszła do biura i już z niego nie wyszła. Obudziła się w miejscu bez okien, bez drzwi, bez imion. Bez insuliny. Nie wiedziała, gdzie jest. Ani dlaczego. Wiedziała tylko jedno. Bez leków nie przeżyje.
![no medicine [timebomb]](https://img.wattpad.com/cover/401028184-64-k908959.jpg)