Sygnał

214 11 65
                                        


Bumblebee nie był najsilniejszym z Autobotów, doskonale zdawał sobie z tego sprawę, ale bez względu na to nigdy nie migał się od walki. Można nazwać go głupcem i ryzykantem, ale na pewno nie pechowcem, bo to właśnie dzięki swojemu bezdennemu szczęściu niejednokrotnie udawało mu sie wyjść z opresji, nie zawsze w jednym kawałku, ale zawsze z iskrą. Najlepszym przykładem tego było dawne zdarzenie na Tiger Pax, które pozostawiło młodego zwiadowcę na śmierć, a jednak wciąż chodzi po świecie i jest rdzą w oku nie jednego Deceptikona, w szczególności Megatona, którzy na rzecz tego małego robaka stracił wiele nerwów. Nie jednokrotnie żałował, że pozbawił go jedynie jego syntezatory mowy, zamiast wyrwać iskrę z jego piersi, jednak stan w jakim pozostawił młodego bota nawet w najmniejszym stopniu nie powinien dawać wiary na jego ocalenie, a jednak, jego upór, szczęście i przede wszystkim umiejętności medyczne Ratcheta z czasem przywróciły mu praktycznie pełną sprawność. Bumblebee stracił tego dnia swój głos, ale nie ducha walki, który zauważony przez samego Optimusa Prima pozwolił młodzikowi stać się wiernym wojownikiem bezpośrednio u jego boku.
Niestety, choć odzyskał fizyczną sprawność, jego psychika pozyskała nieodwracalne blizny, które prześladują go nawet po tylu latach i prawie 9 milionów mil od Cybertronu. Z tego powodu młodzieniec nie przepadał za samotnością, choć solowe misje nie były jeszcze tak złe bo pozwalały mu skupić sie na zadaniu, tak w bazie nigdy nie przebywał samemu, nawet jeśli tylko siedział w ciszy, towarzystwo innych botów pozwalało mu czuć się bezpiecznie, na tyle na ile to możliwe w ich wojennym stanie i możliwości, że w każdej chwili ich baza zostanie odkryta przez Megatona.
Do niedawna była to jego największą obawa, jednak kiedy w ich codzienność wdarły się ludzkie istoty, strach o ich bezpieczeństwo od razu zajął pierwsze miejsce. Ludzie są mali i łatwo ich zdeptać czy zgnieść, zwłaszcza dzieci, a Deceptikony nie zawahają się użyć ich jako zakładników, dlatego ważnym było pilnowanie ich poza bazą i właśnie to było teraz jego priorytetem.
Z powodu tych nieprzewidzianych wydarzeń przydzielono mu pod opiekę 12 letniego Rafaela, który jako jedyny z towarzyszących im jak dotąd ludzi był w stanie rozumieć jego zastępczy syntezator głosu, dla ludzkiego ucha brzmiący bardziej jak szereg pisków i pikania. Arcee przydzielono najstarszego z trójki, a jednak wciąż zwykłego nastolatka, 16 letniego Jack'a, który wykazywał się największą rozwagą, zwłaszcza przy 15 letniej Miko, największej poszukiwacze kłopotów, a za razem podopiecznej Bulkheada.

Nie dało się jednak ukryć, że interakcja z ziemskimi istotami była przydatna. Pomogli im zrozumieć wiele nawyków ludzkiej cywilizacji, tradycje, sztukę, zabawy, nie było to nic praktycznego czy pomocnego w ich wojnie, jednak w ich wolnym czasie pozwalało to na moment zapominać o tym, jak niebezpieczną wojnę walkę toczą każdego dnia. W takich chwilach pozornego spokoju nie liczyło się nic więcej, niż wyniki na tabeli punktów, a dziś przypadła gra w koszykówkę. Nie mieli aż tak wielkiej piłki z gumy, jedynie sklejoną z złomu kule i obręcz zawieszoną na ścianie pomieszczenia treningowego, ale więcej nie potrzeba było do gry w 21 punktów na trochę zmienionych zasadach.

- Niesamowita rozgrywka dwóch wielkich maszyn, koszykówka prosto z cybertronu ! - Miko znów bawiła się w sędzie, z gwizdkiem w ręce liczyła punkty. - Chce widzieć czystą grę, nie tak jak ostatnim razem. Gotowi ? Gramy!
Gwizdnęła w gwizdek, a dwojka botów ruszyla z miejsc by jako pierwszemu dostać sie do piłki,  bumblebee z zaletą swojej szybkości jako pierwszy dotarł do niej, wykonując rzut za 2 punkty, piłka wpadła w obręcz, a Rafael pochwalił celne oko skauta. Piłka w efekcie trafiła nastepnie w ręce Bulkheada.
- Jesteś pewna, że nie chcesz dołączyć do gry ? - Jack spojrzał na Arcee. - Na pewno byś wygrała.
- Dlatego to żadna zabawa. - Odparła botka. Arcee lubiła wyzwania, łatwe zwycięstwa ją nie interesowały.

Bulkhead gdyby można było oceniać nie był tym, który miał najlepszą celność, tą cechę można było śmiało przypisać dla Arcee, która razem z dzieciakami stała z boku obserwując, jak Bumblebee, najmłodszy z ich grupy, boryka się z odebraniem piłki od Bulkheada. Wyglądało to, jak mała pszczułka latająca dookoła wielkiego kamienia, pokrytego mchem, aż w końcu Bulkhead zdecydował się oddać piłkę Bee. Żółty bot jednak po złapaniu jej nie ruszył się z miejsca. Wbijł wystraszoną optykę w piłkę w swoich dłoniach, niezdolny do ruchu nie wykazywał nawet najmniejszej chęci na dalszą rywalizacje, zupełnie jakby go zamurowało.
- Bumblebee, nie przetrzymuj piłki. - Pogonił go Bulkhead szybko jednak zauważając, że coś jest nie tak. - Bee ? Hej, cybertron do Bumblebee!
- Skąd te krzyki, Bulkhead ? - Arcee wróciła na nich wzrokiem, który wcześniej skierowała na ludzkie dzieci. - Jeśli nie umiecie bawić się grzecznie zabiorę wam zabawki.
- Żarty na bok Arcee, coś jest nie tak z Bee, sama zobacz. - Odsunął się na bok pozwalając jej dostrzec bota w bezruchu, wpatrzonego w pustą przestrzeń. Arcee podeszła do Bumblebee i pomachała dłonią przed jego optykami, jednak te nie reagowały.
- Co się stało z Bee ? - Rafael nie krył zmartwienia o przyjaciela. Już raz widzieli taką sytuacje i z całego serca miał nadzieje, że historia nie zatacza koła.
- Zostańcie z nim, pójdę po Ratcheta.
Nim Fema jednak zdążyła opuścić pomieszczenie zatrzymał ją dzwięk metalowej piłki, która spadła na ziemie. Żółty bot, choć zmieszany, wyglądało na to, że znów kontaktował z otoczeniem.
-{ Co sie stało ?}
- Myśleliśmy, że ty nam powiesz. - Arcee stanęła w progu drzwi kontynuując. - Zawiesiłeś się, wszystko gra ?     
-{ Tak..chyba ? Tak? } - Nie był pewny, ale martwić przyjaciół też nie chciał. Spojrzał na swoje dłonie otwierając je i zamykając nie czuł by coś było nie tak. Przede wszystkim czuł, że ma kontrole nad własnym ciałem, co znacząco go uspokajało.
- Lepiej niech Ratchet to potwierdzi. - Bulkhead położył dłoń na ramieniu Bee. - Nie chce myśleć co z ciebie zostanie jeśli zatniesz się tak w czasie walki z Konami.
- Możemy iść z wami ? - Miko wybiegła przed szereg, powoli akceptując myśl, że nigdy nie bedzie dane im dokonczyć gry w koszykówkę. Może to jakaś przeklęta gra ?
-{ Jeśli tylko chcecie.}- Odparł Bumblebee co Rafael dla niej przetłumaczył.

DezerterWhere stories live. Discover now