01.Chapter

2.6K 112 1
                                                  

- Tylko pamiętaj kochanie, nie rozmawiaj z obcymi. -Upomniała Marthe mama.
Brunetka śmiała się. - Mamo nie jestem już dzieckiem, potrafię o siebie zadbać.

- Pokręciła głową wysiadając z samochodu.
- A gdzie buziak na pożegnanie- Żachnął się Mark, robiąc minę szczeniaczka chociaż z jego miny bardziej wyszło jakby zjadł coś kwaśnego. Cofnęła się aby podejść do otwartego okna samochodu. Dała dużego buziaka w policzek robiąc przy tym dziecinne 'mmuah'.
- Kocham was! -Krzyknęła oddalając się od samochodu.
- My ciebie też skarbie! - Odpowiedzieli głośno po czym ruszyli ze szkolnego parkingu.
Jak zwykle ruszyła tą samą drogą którą robiła już od 3 lat... idąc w stronę dużych szkolnych drzwi. Pozostał tydzień i pożegna się z tymi murami, a także ze swoimi ulubionymi nauczycielami. Dużo wspomnień o dziwo jak dla niej tych dobrych, była ciekawa, podekscytowana i dużej mierze przerażona jak będzie na studiach.

Biorąc głęboki oddech otworzyła drzwi, za którymi ukazał się tłoczny szkolny korytarz, wszyscy biegali,przepychali się jakby od tego zależało ich życie.

Część ludzi stała i rozmawiała – czyli szkolni kujoni, następna część i nie mniej ważna jak na liceum czyli 'luzacy' śmiali się i żartowali.Martha nigdy nie miała z nim problemu, czasami cześć chłopców z tej grupy siadali przy jej stoliku na stołówce aby z sią porozmawiać. Następna grupa ludzi i jakże dla niej zbędna to osoby popularne plus szkolne dziwki. Chociaż jak w każdym licealnym środowsku są takie grupy, Martha nie mogła zmusić się aby postawić się w sutuacji dziewczyn które otwierają nogi dla każdego popularnego chłopaka. Czy rodzice nie uczyli je o chorobach przenoszone drogą płciową i niechcianą ciążą?

Ruszyła w rozjuszony tłum aby dostać się do swojej szafki, dzień wcześniej opróżniła ją zostawiając tylko niezbędne podręczki które będą potrzene przez recztę tygodnia.


Westchnęła rozmyśłona, po chwili z jej myśli wyciągnęł ją dotyk czyjeś ręki na jej ramieniu. Odruchowo podskoczyła przestraszona,kładąc ręka na sercu.
- Boże Josh przestraszyłeś mnie idioto! - Krzyknęła na swojego przyjaciela,biorąc uspakajający oddech.
- Sorry ,wołałem cię ale jak zwykle przez tą chołotę mnie nie słyszałaś,o czym tak myślisz?- Zapytał rozbawiony.
- To nie jest śmieszne mogłam dostać atak serca, jestem za młoda aby umierać. -Mruknęłam zdenerwowana.
- Pączusiu nie gniewaj się na mnie. - Powiedział wydymając wargi w słodki sposób.
- Nie rób tak. - Pokazała palcem na niego - Dobrze wiesz że to na mnie działa i to nie jest w porządku bo masz przewagę, boże nie mogę się na ciebie długo gniewać.Czuje się pokonana. - Przegrana pokręciła głową.
Zaśmiał się po czym mocną ją przytulił. -Będę za tobą tęsknił pączku. - Powiedział smutny.
- Ja za tobą też jesteś moim przyjacielem, właśnie mówiąc o tym... gdzie jest mój drugi przyjaciel?- Zapytała Martha rozglądając się dookoła.
- Pytasz o Ashley? -Zapytał.
- Duuh a mam jeszcze jakiś innych przyjaciół?. - Zapytała ciekawa, uderzając go w ramię.
- Fuck za co to było. - Zapytał Josh pocierając swoje ramię.
- Za twoją głupotę. - Odpowiedziała.
- Haa bardzo śmieszne, przypomnij mi dlaczego jestem twoim przyjacielem.

- powiedział lekko oburzony.
- Ok. Po pierwsze jestem zabawna, po drugie jestem urocza, po trzecie bo mnie kochasz, po czwar.. -Została brutalnie odcięta przez swojego przyjaciela.

- Dobra,dobra, boże wy kobiety jesteście dziwne, nigdy was nie zrozumiem. -Pokręcił głową.
- Jezu Josh, dzięki. -Przewróciła na niego oczami. - Nie wiedziałam że jesteśmy dla ciebie aż tak bardzo skomplikowane. -Udawała urażoną.
Josh chciał jeszcze coś powiedzieć ale przerwał mu ktoś krzyczący imię Marthy.

Odwróciła się i zobaczyła drugiego przyjaciela o którym wspomniał Josh.

Pomachała do niej,a następnie otworzyła swoją szafkę wyciągając potrzebne podręczniki.
- Hej. -Odezwała się zdyszana Ashley zbliżając do nich .

- Hej Ash. - Uśmiechnęła się, przytulając dziewczynę.
- Jesteś gotowa na dzisiejszy test z biologi? -Zapytała.
- Urodziłam się gotowa. -Odpowiedziała nie myśląc wiele o odpowiedź, po czym wybuchneła z przyjaciółką śmiechem.
- Dobra to dziwnie zabrzmiało.- Powiedział chłopak lekko zakłopotany.
- Josh o czym ty myślałeś?- Zapytała rozbawiona, zielonooki spojrzał na dziewczyny zakłopotany, na jego policzkach zaczął pokazywać się rumieniec.
- Wiesz co? Nawet nie chce wiedzieć,chłopaki to zboki tylko jedno im w głowie.

- Odezwała się Ash.
- Okeej. To tyle na temat. - Zachichotała Martha.

- Zbierajmy się na lekcje zaraz będzie dzwonek. - Pociągnęła Ashley za ramię, spoglądając na Josha który nadal się rumienił.

~~~~

Sandra wraz z mężem wracali z pracy do domu, kobieta miał ostatnio dziwne przeczucie.
Mark widząc minę swoje żony ,wiedział że coś ją trapi.
- Co się stało. - Zapytał łapiąc ją za rękę. Kobieta westchnęła spoglądając na męża.
- Mam dziwne przeczucie, nie wiem chyba mam paranoje,nie przejmuj się mną.

- Odpowiedziała dając mu słaby uśmiech.
- Myślisz że się zjawią?Za kilka dni kończy 20 lat. - Powiedział.

Zaparkował samochód przed ich domem czekając na odpowiedź Sandry.
- Mark nie chcę nawet o tym myśleć, ona nas znienawidzi, nie poradzę sobie z tym. - Mówiła łamiącym się głosem. Martha jest promykiem słońca w ich życiu, utrata jej po 19 latach będzie jak cios w serce ale jeśli ich znienawidzi to będzie jak śmierć na miejscu dla obydwojga z nich.

- Chodź idziemy do domu i tam porozmawiamy. -Wyjął klucze ze stacyjki, otworzył drzwi i wyszedł po czym podszedł od strony pasażera aby otworzył drzwi swojej żonie.

Będąc już w domu, usiedli na kanapie w salonie. Myśląc o tym wszystkim zastanawiali się czy aby nie przygotować ją do tego co może nadejść. Martha jest dla nich skarbem, jedynym dzieckiem mimo że nie dzieliła z nimi puli genów.
Mieli się nią tylko opiekować, nie mogli stłumić uczuć które wzrosły przez te wszystkie lata.
To było niemożliwe aby nie darzyć Marthe prawdziwym rodzicielskim uczuciem. Była bezproblemowym dzieckiem, zawsze uśmiechnięta i pełna poczucia humoru, cenna jak skarby całego świata. Przez te 19 lat zapomnieli że to nie jest na zawsze, a ten czas musi w końcu nadejść i nic z tym nie mogli zrobić. Ta egoistyczna część nich chciała aby prawdziwa rodzina zapomniała o niej, aby odpuścili zostawiając Marthę przy ich boku.

Wiedzą jednak że cuda rzadko się zdarzały, codziennie prosili Boga aby kiedyś im wybaczyła te jedno kłamstwo, kłamstwo ukrywające jej prawdziwą tożsamość.

_____________________________________________________________

Pierwszy rozdział już jest :)

Zdjęcie jej przyjaciółki Ash :)

Vote & comment

Engaged To The Mafia BoyWhere stories live. Discover now