Pobudka w Grand Prairie wciąż wydawała mi się nierealna. Silny wiatr uderzający o szyby mojego nowego pokoju przypominał mi, że Londyn został tysiące kilometrów stąd. I dobrze. Chciałam, żeby tam został - razem z deszczem, hałasem i wspomnieniami, które wciąż paliły mnie pod powiekami.
Zeszłam na dół, starając się ignorować fakt, że dom jest zbyt cichy. Szybkie śniadanie, lekki makijaż i luźny T-shirt - to była moja zbroja na dzisiejszy dzień. Pierwszy dzień na uczelni. Nowy start.
Wyszłam z domu, zamykając drzwi na klucz z cichym kliknięciem, które powinno dać mi poczucie bezpieczeństwa. Droga na uczelnię miała niecałe dwa kilometry. Założyłam słuchawki, puszczając "Arcade" Duncana Laurence'a.
Muzyka miała zagłuszyć moje myśli, ale kiedy szłam pustą ulicą, nagle poczułam coś dziwnego.
Zapach.
Ciężki, męski zapach perfum przeciął rześkie poranne powietrze. Zmarszczyłam brwi, zdejmując jedną słuchawkę. Usłyszałam szybkie kroki tuż za sobą. Odwróciłam się gwałtownie, a serce obiło mi się o żebra.
- Hej! Przepraszam, nie chciałem cię wystraszyć! - Przede mną stał wysoki blondyn o niesamowicie niebieskich oczach. Uśmiechał się niepewnie, wyglądając na równie przejętego jak ja. - Po prostu pomyślałem, że skoro idziemy w tę samą stronę, to może... wiesz, raźniej będzie we dwoje?
Odetchnęłam z ulgą. Wyglądał na sympatycznego, zupełnie niegroźnego.
- Też idziesz na uczelnię? - zapytałam, poprawiając włosy.
- Tak, drugi rok prawa. Jestem Chris - przedstawił się, a jego czarujący uśmiech sprawił, że resztki mojego stresu wyparowały.
- Scarlett. Też prawo, ale dopiero zaczynam.
Rozmowa z Chrisem kleiła się nadzwyczaj łatwo. Opowiadał o wykładowcach i o tym, jak sam prawie zabłądził pierwszego dnia. Cieszyłam się, że kogoś poznałam. Chris był jak powiew świeżego powietrza - czysty, radosny i bezpieczny.
Gdy dotarliśmy na miejsce, oprowadził mnie po ogromnym budynku, a potem wymieniliśmy się numerami.
Na sali wykładowej zajęłam miejsce obok dziewczyny o długich, brązowych włosach i ciepłym spojrzeniu.
- Cześć, jestem Alicon - szepnęła, uśmiechając się szeroko.
Okazało się, że Alicon jest miejscowa, mieszka niedaleko Grand Prairie. Kiedy dowiedziała się, że przeprowadziłam się z Londynu, patrzyła na mnie z podziwem.
- Londyn? Wow, to musiało być niesamowite życie - powiedziała.
- Było... głośne - odparłam wymijająco. - Tutaj jest spokojniej. Tego potrzebowałam.
Przegadałyśmy większość wykładów. Czułam, że w końcu odnajduję swoje miejsce. Nowi przyjaciele, ambitne plany o byciu adwokatem, spokój miasteczka... Wszystko układało się idealnie.
Kiedy wracałam do domu po południu, słońce powoli chyliło się ku zachodowi, rzucając długie cienie drzew na park, który sąsiadował z moją ulicą.
Spojrzałam w stronę gęstych drzew. Krajobraz był piękny, ale nagle przeszły mnie ciarki. Miałam wrażenie, że las mnie obserwuje. Że w tej zielonej gęstwinie coś się poruszyło.
Potrząsnęłam głową. To tylko przewrażliwienie, Scarlett. Londyn cię zniszczył, nie pozwól, by Grand Prairie zrobiło to samo.
W domu przywitali mnie rodzice i zapach obiadu. Opowiadałam im o Chrisie i Alicon, o tym, jak bardzo mi się tu podoba. Byli szczęśliwi, widząc mnie taką ożywioną.
Po kolacji, mimo zmęczenia, poczułam przypływ energii. Musiałam pobiegać. W Londynie zawsze byłam zamknięta w domu, tutaj miałam park na wyciągnięcie ręki. Przebrałam się w strój do ćwiczeń i wybiegłam z domu.
W parku było sporo ludzi, co mnie uspokoiło. Włączyłam muzykę i zaczęłam biec, pozwalając, by wysiłek oczyścił moją głowę. Czułam się wolna. Czułam, że w końcu kontroluję swoje życie.
Nie zauważyłam tylko jednego. Pod jednym z drzew, tam gdzie światło latarni nie sięgało, stał mężczyzna. Nie biegał, nie spacerował. Po prostu stał i patrzył, jak przebiegam obok, a dym z jego papierosa powoli unosił się w stronę ciemniejącego nieba.
YOU ARE READING
| By The Wall | Pod Ścianą |
RomanceMiała być tylko kolejnym trupem w tym lesie. Jeden błąd. Jedno spojrzenie o sekundę za długo. Scarlett stała się świadkiem zbrodni w głębi lasu, zrozumiała, że jej życie właśnie się skończyło. On nie zostawia po sobie śladów. Niektórzy mówią, że las...
