Perspektywa Levi'a
Jak to się stało, że twoje oczy zsunęły się na moją twarz, raczej by rzec kobaltowe oczy. Zobaczyłeś mnie mimo ciemności, dalekiego dystansu, pomimo że byłeś sam i wszystko co interesujące, pośród nieba zostawiłeś dla ujrzenia takiego prostaka jak ja.
Czemu, zostawiasz co zawsze piękne, idealne, rozbujane na wietrze niczym delikatny pyłek który barwi twój widok, na cudowne kolory na coś, całkowicie szarego, brzydkiego, pozbawionego koloru, braku życia ? Na coś zwane Ja?
Jedyne co widzę to twoje oczy wpatrzone w moje, włosy muskane przez delikatny zimny powiew wiatru, który stawał się coraz bardziej oziębły ale w momencie gdy wiatr szybował to nasze spojrzenie przecinało zimny powiew. Zostawiając delikatnie ciepłe smugi, niewidoczne dla ciebie. Dla mnie tak. Wiesz jak to jest być żmudnym, cichym, zakutym w czterech ścianach poetą, który nigdy nie chce wyjść na światło dzienne? Nie? Cóż za szkoda.
Bycie samemu jest lepsze ale... Jeśli ty sam siebie zranisz, przestajesz istnieć w środku. Wiesz jak to jest być pustką? Trzymać pustkę w jakimś ciele. Pustkę, której nie da się napełnić niczym ? Nawet jakby sobą? To jest tak jakbyś przyjął do siebie inną duszę, która cię niszczy.
Samodestrukcyjna dusza, która jest moja. Ja jestem tą duszą. To ja sam siebie niszczę. Niszczę wszystko. Dlatego cię unikam dzieciaku. Wiesz jak to jest psuć wszystko, jednocześnie czuć się winny za wszystko co w przeszłości miało miejsce? Możesz mi wmówić że to co było kiedyś jest historią której się nie da zniszczyć.
A co jeśli powiem ci że jesteś w błędzie. W takim błędzie, w jakim kol wiek nie byłeś ?
Jeżeli byś teraz zszedł z tego dachu, użył sprzętu do trójwymiarowego wymiaru, szybkim pędem ruszył w moją stronę. Rozbił tą barierę między nami. I z bliska spojrzał na moją twarz... Moje serce jest twoje. Jeżeli coś innego zrobisz, też ci oddam. Jeżeli nie spojrzysz na niebo, pokryte miłościami natury, świecące małe lampki na niebie, a spojrzysz na mnie...
Proszę odwróć się ode mnie, zniszcz mnie jak nikt kiedykolwiek. Dotknij mego zimnego policzka, niech się rozkruszy w twych dłoniach. Niech wszystko co moje rozleci się na popiół, który możesz zachować, wyrzucić, rozrzucić po ziemi. Zjeść, dodać do dania, położyć na ziemi, pochować do grobu, spalić.
Jedyne co zrobiłeś, to spojrzałeś na swoje dłonie, zacisnąłeś ręce na swojej piersi, i jednocześnie szybko zmieniając położenie swoich rąk, z klatki piersiowej na sprzęt do trójwymiarowego manewru. Słyszałem i widziałem. Rozkruszone szkło które opada na ziemię jak i twój wzrok.
YOU ARE READING
Jak to być ranionym skarbie?
Short StoryGdy wszystko zbliża się do końca, losy lubią się jebać. A co z Levi'em ? Czy wróci ? Czy wróci po swojego ukochanego? Czy po prostu odejdzie, jak jebany tchórz.
