Pewnego slonecznego dnia martyna udala sie na stacje czekajonc na pociong z wenglem poniewaz potrzebowala go do ogrzania domu swojej durzej rodziny (dokladnie 7 osobowej). Gdy juz dotarl a ona wziela swoja czesc szybkim krokiem udala sie w strone domu. niestety na jej drodze lezal kamien o ktury sie potknela i wegiel sie wysypal lecz nagle zobaczyla mlodego mezczyzne ktory biegal w tej okolicy. Mial krutkie brazowe wlosy, byl dosc niski i byl ubrany w zwykly dres jednak jego aura byla dosc tajemnicza co przyciaglo uwage martyny. Podszedl do niej i spytal:
-Wszystko w porzadku?
Na co odpowiedziala - Tak mysle ze jest okej
Po czym pomugl jej zbierac wengiel a gdy martyna go zapytala:
-jak masz na imie?
-levi
-wow to dosc nietypowne imie w tym kraju, ja jestem martyna
-no coz jestem z japonii przybylem tu w celu znalezienia czegos waznego co jest jedynie w tym kraju
-rozumiem nie chce byc natretna jednak biegle mowisz w tym jezyku a jesli jestes tu na chwile to dosc dziwne ze umiesz go tak dobrze
-musialem sie go nauczyc, sam nie wiem jak dlugo tu bede ale to bylo niezbedne. Zmieniajac temat moze odprowadzic cie do domu?
-oh no pewnie mam nawet niedaleko
Podczas tej drogi troche sie poznali a martyna poprosila o numer leviego na koniec pozegnali sie a levi odszedl. Martyna weszla do domu i zawolala siostre aby pomogla jej wysypac wegiel z plastikowej torby jednak nikt nie odpowiedzial wolala tez inne osoby jednak i to nic nie dalo. Martyna wkurzyla sie ze nikt nie chcial jej pomoc i zrobila to sama. gdy skonczyla poszla poszukac kogokolwiek bo nikt nadal nie odpowiadal co bylo dziwne bo jej mama mowila ze wszyscy zjedza dzis razem obiad gdy ona wroci. Nie znalazla nikogo pomyslala wiec ze moze poszli na spacer po czyn udala sie do swojego pokoju. Dostala wiadomosc:
-Czesc robisz cos jutro moze pujdziemy na kebsa??- levi
Martyna odpowiedziala -Mysle ze mam jutro czas mozemy pojsc
Pisali potem dobra godzine raczej o niczym waznym gdy martyna zauwazyla ze zaczelo padac i przypomnialo jej sie ze nikt z jej rodziny jeszcze nie wrocil. Zaczela wiec dzwonic do swojej mamy - nie odbierala potem do rodzenstwa - tez nikt nie odebral. Zaczela sie martwic wiec ubrala kurtke wziela parasol i poszla szukac w poblizu domu majac tez nadzieje ze ktos z sasiadow widzial moze jej rodzine. Szukala dokladnie godzine i nic jej to nie dalo. Nadal nikt z rodziny nie odbieral telefonu. Wrocila do domu. Uslyszala szuranie krzeslami w kuchi i myslac ze to ktos z jej rodziny z usmiechem pobiegla do kuchni lecz zobaczyla tam...
YOU ARE READING
silacze - silna milosc silnego liwaja hackermana i martyny
Fanfictionnie wiem jak ktos to przeczyta JSJSJSJSJS wspolczuje
