Prolog

144 11 3
                                        


    Gdy cię zobaczyłem w swoich szeregach. Dosyć marnych. Dosyć strasznych. Wyróżniałeś się. Śmiech. Zielone oczy. Sylwetka. Bycie upartym bachorem. Bycie... sobą. Kim ty jesteś. Czy kogoś zgrywasz? 

    Wątpię abym dostał odpowiedź, ale... widzę cię za szybą, jak siedzisz na dachu wieży i patrzysz na niebo. Delikatne iskry w tych zielonych głębiach. W zielonym stawie. Wiem, chujowe porównanie, ale... 

Dlaczego tu jesteś, co chcesz uzyskać...

    Widzę cię z oddali, kładę dłoń na czystej szybie mojej komnaty. Czemu jest tak zimno. Czemu nie mogę usłyszeć twoich myśli. Poezją bym tego nie nazwał. Raczej lekką intryga próbowania co czuje. Też to czujesz? Też to widzisz? Tę piękne oczy, te piękne niebo, tą piękną lekko opaloną twarz? Więc... Odpowiedz mi. 

    Czemu nie chcesz, zostać? Czemu chcesz odejść gdy osiągniesz swój cel. Czym jest twój cel. Wiem tak mało. Wiem tak niewiele... A ja wciąż chce być bliżej mimo że jestem szkłem. 

Jak to być ranionym skarbie?Historias para obsesionarse. Descúbrelo ahora