17.06.2016 r
Przeraźliwa ciemność ogarnęła całe piaszczyste wybrzeże i pobliskie klify, a atmosfera stała się doskwierająco ciężka. Wszelkie źródło światła, tworzone za sprawą księżyca i lśniących gwiazd zniknęło, będąc doszczętnie zakryte przez ponure, gęste chmury. Zimny, przecinający powietrze niczym ostrze wiatr, wydawał się wzbierać na sile, zupełnie tak jakby chciał ostrzec przed możliwie nadchodzącymi złymi wydarzeniami. Gwałtowne podmuchy powietrza, zawładnęły do tej pory spokojnie kołyszącą się taflą wody, porywając ją w wir szaleńczego tańca, który z każdym kolejnym ruchem fal, stawał się coraz bardziej agresywny i nieobliczalny. Wzburzone fale zaczęły rozbijać się na szpiczastych skałach. Poprzedni spokój i równowaga zostały zastąpione przez niepokojącą aurę, która niosła ze sobą coś, wywołującego nieprzyjemny dreszcz na karku i przeczucie, że to wszystko co dobre, odeszło w dal zostawiając samotnie dwie męskie sylwetki, tuż na szczycie wysokiego klifu. Można bez zastanowienia stwierdzić, że przebywanie w takim miejscu, nie jest najlepszym pomysłem, biorąc pod uwagę obecny stan pogodowy.
Jednak dla nas w tym momencie nie miało to najmniejszego znaczenia, bowiem ciężko dbać o pogodę, gdy ciało przepełnione jest negatywnymi emocjami. Z oddali było można usłyszeć pierwsze niezbyt głośne grzmoty, co zwiastowało, że lada chwila zawita nad nami potężna burza. Lecz nawet te wyraźne ostrzeżenia, nie podsunęły nam na myśl, że warto byłoby zaszyć się gdzieś w bezpiecznym miejscu, a wszelkie kłótnie i niedopowiedzenia zostawić na później.
Niestety człowiek jest mądry dopiero po szkodzie, dlatego w tym momencie zamiast postąpić słusznie. Mając przyćmiony umysł, pozwoliłem sobie na wyładowanie emocji poprzez krzyk na mojego ukochanego. O ile wciąż mogłem nazwać takim mianem chłopaka, który właśnie stojąc przede mną, wpatrywał się cały rozdygotany, oczami pełnymi łez w te moje. Znowu ja będąc przepełniony wściekłością, wywiercałem swoim wzrokiem dziurę w jego osobie.
- Tyle czasu jesteśmy razem, a ty chcesz tak po prostu z tego wszystkiego zrezygnować? Naprawdę chcesz zniszczyć całe szczęście, które razem stworzyliśmy?! Źle ci ze mną? Powinieneś być mi wdzięczny za to, że z tobą jestem! - Wykrzyczałem, powoli tracąc nad sobą kontrolę. Wraz z ulatującymi, kolejnymi słonymi łzami z oczu blondyna, z nieba choćby chcąc dotrzymać mu solidarności, również zaczęły spadać pierwsze lodowate krople, które były dopiero początkiem opadów rzęsistego deszczu, zalewającego wszystko dookoła.
- Proszę cię Sehyoon, nie utrudniaj tego. Już dawno nie jesteśmy ze sobą szczęśliwi...Ja chyba nawet nigdy nie byłem - Nie mogąc dłużej słuchać, irracjonalnych słów wylatujących z ust Byeongkwana, natychmiastowo mu przerwałem wtrącając się w zdanie.
- Przestań pieprzyć głupoty, czy ty słyszysz siebie w ogóle? Między nami układa się idealnie i tak już zawsze pozostanie, rozumiesz?! Beze mnie jesteś nikim - Powiedziałem ostrym tonem zbliżając się, do trzęsącego chłopaka. Po chwili stania w względnej ciszy, ogromny błysk rozświetlił czarne niebo, a niedługo po nim rozległ się przeraźliwie głośny grzmot.
- Wcale tak nie jest...ostatnio ciągle się kłócimy, ciągle traktuuesz mnie jak śmiecia. Mam dość twojej wiecznej zazdrości i niekończących pretensji. Zrozum Sehyoon, że to nie ma sensu i lepiej, aby nasze drogi rozeszły już teraz. Myślę, że nam obu wyjdzie to na lepsze - Jego słowa docierały do mnie jak przez mgłę. W ogóle nie mogłem pojąć tego co blondyn do mnie mówi. Jedyne co nieustannie krążyło w moim umyśle to kompletny brak akceptacji myśli o naszym rozstaniu. Choćby nie wiem co, nie pozwolę na to, by on ode mnie odszedł.
Bez dłuższego zastanowienia, ułożyłem swoje chłodne dłonie na odkrytych ramionach chłopaka i zacisnąłem mocno palce na jego skórze. Ten czując mój nagły dotyk, cały jakby skamieniał i spojrzał na mnie oczyma emanującymi przerażeniem. Z naszych przemokniętych za sprawą deszczu włosów, zaczęły spływać pierwsze lodowate krople, tworząc strużki wody na naszych twarzach, w których próżno było szukać oznak jakiegokolwiek szczęścia. Jakiekolwiek słowa z naszych ust przestały w tym momencie wypływać, zostawiając miejsce dla hałaśliwych grzmotów wypełniających przestrzeń.
DU LIEST GERADE
Resurrection - Wowkwan 🖤
Kurzgeschichten"Mówiłem, że nie dam ci odejść. Nawet śmierć nas nie rozłączy, skarbie"
