Camila pov.
Ja naprawdę nie wiem co mnie ciągnie tak bardzo do lasu... Co znajdę w miejscu gdzie jest pewno drzew, gałęzi, krzaków, liści oraz przeróżnych zwierząt. Jest poniedziałek wróciłam właśnie ze szkoły punktualnie, punkt 15 byłam w domu,a o 15:30 przygotowałam obiad dla rodziców jak wrócą z pracy. Po zjedzonym posiłku przebrałam się i poszłam pobiegać, wkładając słuchawki do uszu. Przy akompaniamencie moich kroków z słuchawek leciał mój ulubiony kawałek. Biegłam chodnikiem spokojnie po chwili skręcając w wąska ścieżkę prowadząca do lasu. Truchtem dotarłam do pewnej polany z strumykiem malutkim, czystym i sporym kamieniem. Sprawdziłam czas na telefonie jak zwykle idealnie wyrobiona mam 5 minut przerwy. Usiadłam spokojnie na kamieniu relaksując się chwilą spokoju.
Czas się wreszcie przedstawić więc, jestem Camila Cabello. Mam młodszą siostrę Sofie oraz pracujących rodziców. Mimo ich pracy często trwającej aż do wieczora wiem, że nas kochają. Odnośnie mnie mam 17 lat, chodzę do liceum, mam celujące wyniki w nauce i wzorowe zachowanie. Zawsze jestem na czas, nie wstrzynam bójek, nie pije alkoholu i nie pale jak niektórzy w moim wieku. W szkole jestem zazwyczaj postrzegana za kujona jednak jestem dość lubianą i odziwo znana. Mam jedną najlepsza przyjaciółkę która jest odemnie całkowicie różna. Mówię o nikim innym jak o Dinah Jane Hansen. W przeciwieństwie do mnie ona imprezuje, zachowuje się głośno i jest towarzyska gdy ja w tym czasie wolę usiąść z boku i poczytać książkę. Pomimo różnic pomiędzy nami kocham ją całym sercem i jestem pewna, że ona czuje to samo. Patrzę w niebo z uśmiechem. Jestem w miejscu gdzie zawsze mogę przemyśleć różne sprawy, do tego miejsca nikt nie przychodzi to jest takie moje prywatne miejsce. Wracając do początkowego zdania od dzieciństwa uciekałam rodzinie do lasu coś tajemniczego w lesie ciągnęło mnie do niego. Ostatnio jednak coraz częściej tutaj przychodzę. Moje ciało jakby szykowało się na coś i potrzebuje spokoju tutejszego miejsca.
Pokręciłam głową i sprawdziłam godzinę akurat minęło 5 minut, więc wstałam, omiotłam polane wzrokiem ostatni raz i pobiegłam spowrotem do domu. Przy mieszkaniu byłam o zamierzonym czasie weszlam otwierając drzwi kluczem stwierdzając, iż nie myliłam się sądząc, że nie wrócą przed moim powrotem. Sofii dzisiaj jest u koleżanki i wróci później mam po nią wyjść o 19:00. W tym czasie postanawiam odrobić lekcje. Rozpakowuje plecak i zabieram się za naukę. Z dumą stwierdzam po odrobieniu wszystkiego i rozpisaniu na kartce informacji na jutrzejsze kartkówki zostało mi 10 minut przed wyjściem po siostre. Spakowałam plecak na jutro, sprawdzając przy okazji czy wszytko zrobiłam napewno i polożylam się na łóżku. Wzdycham ciężko i zamykam oczy pozwalając sobie na odpoczynek. Nie sądzę by cokolwiek zakłóciło mój spokój i porządek w życiu. Jest zbyt idealnie.
Lauren pov.
Jestem taka wściekła, że mnie zaraz coś chyba trafi! W środku roku moi wspaniali rodzice postanowili się przeprowadzić! Nawet nie mam pojęcia z jakiego powodu. Z nami przenoszą sie wszyscy znajomi ojca i matki i uznałam to za podejrzane ale co mnie to obchodzi! Tuż po siarczystej awanturze gdzie nie szczędziłam sobie przekleństw trzasnęłam drzwiami tak głośno, że aż ściany zadygotały. Dziwne, drzwi nie wypadły z zawiasów, nowość. Czyżby ojciec postanowil wreszcie naprawić maltretowane przez moją wściekłość raz na tydzień drzwi? Parsknęłam pod nosem. Napisałam na szybko czy dzisiaj jest jakaś impreza na której będzie alkohol do przyjaciółek czyli Ally i Normani. Wściekłam się jeszcze bardziej i ze złości uderzyłam pięścią w słóp a tym którzy śmieli popatrzeć na mnie posłałam takie spojrzenie, że uciekali w popłochu. Zaczęłam się błąkać po mieście bez celu do puźniej nocy.
Już po wszystkim. Jestem w nowym domu, w nowym mieście, i przepisana jestem do nowej szkoły. Kręcę głową, tak naprawdę niezbyt interesuje mnie gdzie chodze do szkoły a to, że rodzice moich najlepszych przyjaciółek są znajomymi mojego ojca wiec też się przeprowadziły. Jedyny plus tej całej szopki. W dodatku przeprowadzili się akurat w dniu moich urodzin. Nawet mi życzeń nie złożyli. Tak ich obchodzi własna córka. Obecnie siedzie w nowym domu Ally i rozmawiamy o nic nie znaczących pierdołach razem z Normani po tym jak złożyły mi bardzo długie życzenia urodzinowe i dały mi przeurocze prezenty. Kocham je całym sercem. Tego jestem pewna. Niedługo I tak muszę się zbierać dzisiaj tata stwierdził, że ma ze mną do pogadania. Nie sądzę by odstawiał taka szopkę dla złożenia życzeń urodzinowych coś poważnego się dzieję. Czuję coś w środku jakby ten moment zważał na reszczie mojego szczęśliwego życia i to nie będzie możliwość kupowania legalnie alkoholu.
Wraz z ojcem wyszliśmy na dwór i zaprowadził mnie do lasu, naprawdę mam mocne zdezorientowanie czego on odemnie chce w dodatku w lesie. Gdy stanęliśmy na jakiejś polanie daleko od szlaku odchrząknął.
- Lauren... - Zaczoł ale szybko mu przerwałam.
- Słuchaj, pośpiesz się z wyjaśnieniami. Czemu zaprowadziłeś mnie na środek lasu daleko od czegokolwiek? Nie mogliśmy tego załatwić w domu? - Wywracam oczami.
- Córko proszę cię... Skup się, to poważna sprawa - Na chwilę przerywa dla zastanowirnia się. Pospieszam go kiwając głową w oczekującym geście. - Lauren ja... Ah nie wiem jak ci to powiedzieć... Twoja matka wie prawie od początku nie ukrywałem tego przed nia i teraz nie mogę ukrywać tego przed tobą tym bardziej, że sama jesteś taka jak ja...
Postanowiłam mu nie przerywać mimo wyraźnego zdezorientowania i omijania przez niego tematu szerokim łukiem. Wydaje się jakby coś ukrywał całe moje życie, coś o czym powinnam wiedzieć dawno. Zaciekawiła mnie część o stanięciu się taką jak on. Co to niby może znaczyć?
- Tak czy inaczej... Lauren ja jestem wilkołakiem - Chwila przerwy dla głębszego oddechu poczym kontynuuje. - Nie takim zwykłym ja jestem prawdziwym alfą. Mam własne stado, a przeprowadziliśmy się tutaj z powodu dołączenia do nas innego stada. Szczegóły tego nie są ci teraz potrzebne... Proszę, bądź wyrozumiała i nie mów nikomu spoza osób z którymi tu przyjechaliśmy oni są zaufani... - Narazie kończy zostawiajac mnie z szokiem wypisanym na twarzy.
- Czekaj, że co?! Zaciągnąłeś mnie do lasu by pożartować?! Nie rób ze mnie totalnej idiotki - Patrze na niego z wściekłością.
Co on niby sobie myśli?! Wilkołaki? Stado? Alfa? Skąd on sobie takie bzdury wbił do głowy. Przecież to nie może być prawda. Wilkołaki nie istnieją. Mam rację?...
- Lauren... Nie dajesz mi wyboru. - Wzdycha i zdjął koszulkę i spodnie odkładając je obok w kostce
- Ciebie do reszty po pie- - Nie skończyłam wypowiedzi bo wydarzenia zdążyły się naprawdę szybko.
Ojciec wycofał się by mieć miejsce poczym jakby zaczoł się zmieniać. Aura zaczęła z niego wychodzić po chwili stał przedemna ogromny wilk o sierści szarobiałej i potężnej aurze władczej. Przeraziłam się nie na żarty mimo to nie pokazałam tego ojcu/wilkowi? Nie ważne! Stoje poprostu zszokowany nie wiedząc co o tym wszystkim myśleć. Wilk podszedl do mnie a w głowie usłyszałam głos : "Nie bój się Lauren, nie zrobię ci krzywdy chciałem Ci tylko pokazać, że nie żartuję".
- Jak ty to! To się nie dzieje naprawdę... Dzieje się? - Staram się zachować resztki rozumu. - Okej jesteś ogromnym wilkiem, ja też potrafię się w takiego zmieniać?
Mój ojciec naprawdę zwariował, co to ma oznaczać? Przecież wilkołaki to bzdura! Pokręciłam głową spontanicznie zaklinając się by myslec racjonalnie. Usłyszałam znowu ten głos w głowie jestem tak zdziwiona stworzeniem na przeciwko mnie któro przed chwilą było człowiekiem, że nawet nie dziwi mnie ten głos. "Gdy twoje 18 urodziny będą się kończyć czyli mniej więcej o północy, zaczniesz odczuwać inaczej. Twoje zmysły się poszerzą, zaczniesz więcej słyszeć, widzieć o wiele wyraźniej a zapachy uderza ze zdwojoną siłą w twoje nozdrza. Puźniej się przyzwyczaisz to pocztakowe rozszerzenie. "
- To za kilka godzin! Czemu mi wcześniej nie powiedziałeś?! Co sie stanie potem? - Zarzucam go pytaniami.
Odpowiedział że spokojem. "Gdy pierwszy szok zmysłami minie stracisz całkowicie rozum człowieka i zawładną tobą zwierzence instynkty. Najprawdopodobniesz zaczniesz biegać po lesie w poszukiwaniu bezbronnego zwierzęcia na którego sie rzucisz by pokazać swoją dominację naturze. Ostrzegam musisz je zabić. Przykro mi Lauren... Ja też musiałem." Wplątuje palce w swoje włosy ciągnąc je chcąc rozładować emocje. Co ten człowiek sobie wyobraża! Nagle zmienia się w bestie ostrzega przed nieuchronna zmianą w to samo i zabiciem niewinnego zwierzęcia! Ja wiem czasami zachowuje się jakbym była bezuczuciowa ale jest granica. Wdycham i wydycham powietrze starajac się uspokoić swoje emocje.
- Coś jeszcze? - Warcze chamsko.
"Otóż tak. Będe ci dzisiaj towarzyszył wiec spokojnie. Jako córka Alfy masz potężną moc. Zobaczymy jakie zwierzę zabijesz to ma ważne znaczenie. Mam się zmienić w człowieka czy wolisz bym został wilkiem?" Spytał jak gdyby nigdy nic. Wzdycham kolejny raz tego dnia.
- Nie wiem muszę sobie poukładać to wszystko w głowie rób co chcesz. O której tutaj mam być?
Słyszę w głowie proste "O 23:00 dla godziny przygotowania. Proszę nie bój się Lauren ja ci ze wszystkim pomogę. Pa Córciu." Wilk podszedł do mnie pyskiem tracił moją dłoń by dotknęła go po sierści na łbie po czym odsuna sie i pobiegł w las po sekundzie dosłownie zniknął mi z oczu. Dopiero treraz lepiej przyjżałam się polanie. Piękny strumyk płynie wolno a niedaleko kamień idealny do przycupniecia na nim i rozmyślania. Tak też zrobiłam usiadłam na nim i zaczęłam swój monolog by poukładać swoje myśli w głowie.
-----------------------------------------------------------
Cześć jak się wam podobna pierwszy rozdział? Nie uważam siebie za wybitnego pisarza z talentem jednak chciałam podzielić się z wami tą historią. Piszcie opinie w komentarzach. Nie oczekuje wielkiego rozgłosu jednak postaram się pisać mimo wszystko.
YOU ARE READING
The day I found my mate // Camren
WerewolfCamila jest perfekcjonalistką. Ma określony plan dnia i perfekcyjnie wyliczone godziny na różne czynności. Ma jedną najlepsza przyjaciółkę oraz jest lubianą osobą w szkole. Prowadzi idealne życie. Lauren ma ciężko w życiu. Nienawidzi swoich rodziców...
