Prolog

447 42 52
                                        

Podążam słabo widoczną ścieżką w stronę znikomego światła.

Stawiam niedbale krok po kroku, kalecząc przy tym swoje nagie stopy. Żwir wymieszany z piaskiem drażni mi je i wypełnia przestrzenie między palcami, a także wchodzi pod paznokcie.

Zbliżając się powoli do celu podróży, zatrzymuję się i mocno wpuszczam powietrze do płuc. Kucam i łapię dłońmi swoje obolałe łydki rozmasowując je, aby sobie - i im - trochę ulżyć. Już tak mało brakuje, aby tam dotrzeć.

Słyszę głos, który mnie woła z tamtego miejsca, a dokładniej kobiecy głos. Błaga mnie, żebym w końcu tam dotarła i została z nimi już na zawsze.

Z jednej strony czuję się, jakbym umierała podążając za głosami dusz, które odeszły zbyt wcześnie i boją się zostać same w nieznanym miejscu. Jednak z drugiej strony mam wrażenie, że jakaś obca dla mnie materia trzyma mnie w ryzach i nie pozwala iść dalej, a z każdym następnym mym oddechem blade światło oddala się ode mnie.

Dostrzegam posturę kobiety, która wynurza się z coraz to jaśniejszej poświaty. Przez rozchodzący się błysk nie jestem w stanie ujrzeć jej twarzy. Jedyne co widzę to jej zgrabną, a jednocześnie wycieńczoną sylwetkę.

Zbliżyła się znacząco i dzieliło mnie od niej tylko kilka kroków. Nie zastanawiając się dłużej, ruszam w jej kierunku, lecz coś mnie umyślnie trzymało w swoich szponach i nie chciało puścić. Łapię się dłońmi w miejsca, gdzie czuję dotyk niewidzialnej istoty i całą swoją siłą próbuje zrzucić z siebie to coś, co mnie trzyma.

- Puść mnie, błagam - mówię ochrypniętym głosem. - Ona nie zrobi mi krzywdy.

Czuję na klatce piersiowej jeszcze silniejszy ucisk i ciepły oddech na swoim policzku.

- Skąd wiesz, że nie? - poznaje po głosie, że mówi do mnie jakiś mężczyzna. Nawet zdaje mi się, że w tym pytaniu oprócz tonu przepełnionego odrazą słyszę troskę, a nawet i strach o moją osobę.

Wtrąca się nagle kobieta stojąca przede mną i wyciąga w moją stronę drobną dłoń.

- Chodź, Camilla.

Próbując dalej się wydostać z objęć niewidzialnego mężczyzny, stawiam krok dalej. Nie czuję już ucisku na klatce piersiowej ani ciepłego oddechu tuż przy moim uchu i szyi. Ruszam dalej i wyciągam swoją dłoń w jej kierunku, lecz nagle jej postura zaczyna zanikać.

- Co się dzieje?! - krzyczę do kobiety. - Dlaczego mnie zostawiasz?!

- Czas nie trwa wiecznie, skarbie - odpowiada mi spokojnym, troskliwym głosem.

Nic z tego nie rozumiem - dlaczego ona znika? Zaczynam obarczać się winą, że ona mogła przeze mnie teraz cierpieć. Nie odchodzi z własnej woli, ona blaknie z każdą następną chwilą, wtapiając się w tło.

Nie mogę nic z tym zrobić. Biegnę co sił w nogach w stronę światła, do którego ciągle podążam, ale zawsze z marnym skutkiem.

Widzę, że blask zanikł, a otaczająca mnie pusta przestrzeń kurczy się tak samo, jak kobieta. Czuję w środku, że i ja zanikam, nie wiedząc dokładnie, co się teraz wydarzy, mimo że powtarzam tę samą podróż od ponad pięciu lat.

Zawahania serc | Draco MalfoyStories to obsess over. Discover now