1

10 5 0
                                        


To był kolejny nudny dzień, który oczywiście spedzałam w szkole. Z otępieniem wpatrywałam się w tablicę, na której pani od chemii wypisywala kolejne reakcje chemiczne. Miałam powoli dość dzisiejszego dnia, więc gdy tylko zabrzmiał dzwonek szybko spakowałam swoje rzeczy i zbieglam na sam dół do szatni, by się przebrać i móc w końcu wyjść z budynku.  Kiedy założyłam na siebię kurtkę i opatuliłam się szczelnie szalem, pożegnałam się z przyjaciółmi i opuściłam placówkę. Po wyjściu  na zewnątrz, uderzył we mnie zimny podmuch wiatru oraz grube płatki śniegu. Było ciemno i dość nieprzyjemnie, więc szybkim krokiem ruszyłam w stronę swojego przystanku. Z minuty na minutę robiło się coraz zimniej, a opady śniegu nasilały się. Gdy dotarłam na miejsce, podniosłam wzrok na tablicę informacyjną. Zdenerwowałam się niemiłosiernie, jak zobaczyłam, że ostatni autobus w moją stronę został odwołany ze względu na pogodę. Stwierdziłam więc, że pojadę pociągiem. Szłam dość szybko, próbując nie wywalić się na pierwszej lepszej zamarzniętej kałuży. Po dotarciu na dworzec kolejowy skierowałam się do kasy, kiedy zapłaciłam za bilet i chciałam się odwrócić, by ruszyć w stronę mojego peronu, z impetem wpadłam na jakiegoś mężczyznę. Grzecznie przeprosiłam za swoje rozkojarzenie i ruszyłam w obranym kierunku. Zajęłam dogodne miejsce w pociągu zaraz przy oknie, założyłam słuchawki i puściłam sobie muzykę. Oparłam głowę o szybę i dziękowałam bogu, że jutro mam wolne, bo w życiu nie wyrobiłabym się z zadaniami, których oczywiście zadano nam pierdyliard. Zamknęłam oczy i rozkoszowalam się kolejnymi dźwiękami, które wydobywaly się że słuchawek, kiedy poczułam ruch zaraz obok mnie. Podniosła powieki i spojrzałam na sprawcę mojego oderwania się od rozmyślań. Był to wysoki brunet z jasnymi oczami i mocno zarysowaną linią szczęki, przyznaję że był naprawdę przystojny. Usiadł on naprzeciwko mnie, wydaje mi się, że to właśnie na niego wpadłam przy kasie. Chłopak posłał mi dziwny uśmiech, co mnie zmieszało, więc zamknęłam ponownie oczy. Czułam się naprawdę nie komfortowo, a podróż do mojej miejscowości jedynie się dłużyła. Kiedy w końcu dojechałam na swoją stację, nie wyszłam z pociągu, ja wręcz z niego wyskoczyłam. Do domu miałam gdzieś dwadzieścia minut drogi piechotą, bo oczywiście żaden bus nie pojedzie w taką pogodę, gdy jest ciemno, więc zebrałam się i szybkim krokiem ruszyłam w stronę mojego lokum. Wybrałam drogę przez park, ponieważ była najkrótszą możliwą. Idąc zasypanymi alejkami miałam wrażenie, że ktoś mnie obserwuje, jednak za każdym razem, gdy tylko się rozglądałam nikogo nie było. Stwierdziłam, że po prostu jestem przewrazliwiona i olałam to uczucie. Przyspieszyłam kroku i po paru minutach byłam przed domem. Kiedy przekręcałam klucz w drzwiach, mój telefon zawibrował, pomyślałam, że zobaczę co mi przyszło jak będę już w środku. Jednak klucz ani drgnął. Zmieszana pociagnęłam za klamkę, a drzwi ustąpiły. Na pewno zamykalam je na klucz, a nie ma szans, by mój tato wrócił wcześniej z delegacji. Ostrożnie weszłam do środka. Nic nie wskazywało, że było włamanie; wszystko było na swoim miejscu. Zamknęłam za sobą drzwi na klucz i weszłam do salonu, gdzie na kanapie wylegiwał się mój pies.
- Jasper - zaświergotałam, a ten podniósł swój pyszczek i zamerdał wesoło ogonem. Podeszłam do niego, wzięłam ten ryjek w ręce i złożyłam buziolka na jego główce. Husky jedynie zaszczekal zadowolony i zeskoczył z kanapy, by podbiec do drzwi na taras, pokazując mi, że musi wyjść.
- Już momencik buba - powiedziałam do niego i poszłam odłożyć do swojego pokoju plecak. Wróciłam na dół i wyszłam z Jasperem na zewnątrz. W duchu modliłam się, że mój czworonóg chce tylko iść się załatwić, a nie bawić się w śniegu.  Zaświeciłam lampę na tarasie i usiadłam na stopniach prowadzących do ogrodu. Temperatura na pewno była poniżej zera, więc poczekalam parę minut i zawołałam psiaka do domu. Kiedy byliśmy w środku poszłam uzupełnić jego miskę, a sobie zrobić coś do jedzenia i herbatę. Kiedy weszłam do kuchni zobaczyłam żółtą karteczkę przyklejoną na blat wyspy kuchennej. Krzywymi, drukowanymi literami było tam napisane "GRA ZACZYNA SIĘ JUŻ NIEDŁUGO". Okej to było creepy i to bardzo. Ktoś musiał być w moim domu, bo przecież Jasper tego nie napisał. Wzięłam szybko telefon i odblokowalam go. Na ekranie zobaczyłam wiadomość od nieznanego numeru.
- No tak, miałam to sprawdzić jak wejdę do środka.- mruknełam sama do siebie. Kliknęłam w ikonkę wiadomości, lecz pierwsza z nich okazała się pusta; W drugiej natomiast znajdowało się moje zdjęcie z dzisiaj. Z momentu kiedy szłam przez park. Przeszły mnie dziwne dreszcze.
- Czyli nic mi się nie wydawało, ktoś naprawdę tam był.- szepnęłam. Wyszłam z wiadomości i wkrecilam numer do taty. Odpowiedziałam mu o wszystkim co się dzisiaj wydarzyło. Obiecał mi, że jutro z rana przyjedzie do mnie jego przyjaciel, który był dla mnie jak wujek. Tato sam musiał zostać dłużej na delegacji, więc nie mógł jej nawet przerwać przed upływem pierwszego terminu. Fakt, że jutro nie będę sama trochę mnie uspokoił, jednak musiałam jakoś przetrwać wieczór i noc. Z nerwów odechciało mi się już nawet jeść, więc zabrałam herbatę i swojego psiaka do siebie do pokoju, gdzie po zamknięciu na klucz drzwi i zabarykadowaniu się komodą, włączyłam laptopa i oglądałam odmóżdżające filmiki na YouTube. Gdy już prawie zasypiałam, przebudził mnie szmer na parterze i nagłe poruszenie Jaspera, który zaczął agresywnie szczekać. Zaczęłam szukać telefonu ale nigdzie go nie było.
- Kurwa - syknęłam, kiedy uświadomiłam sobie, że zostawiłam go na blacie w kuchni. Zamarłam kiedy usłyszałam, że kroki intruza kierują się na górę. Bez namysłu zerwałam się z łóżka, uspokoiła psa i zamknęłam się z nim w mojej łazience. Miałam wielką nadzieję, że to wszystko nie dzieje się naprawdę. Usłyszałam szarpniecie za klamkę do drzwi mojego pokoju, a gdy te nie ustąpiły, do moich uszu dobiegł dźwięk uderzenia w drewnianą powłokę z otwartej dłoni oraz siarczyste przekleństwo. Zapłakana skuliłam się w rogu łazienki i błagałam, żeby zaraz toś wyskoczył z mojej garderoby i krzyknął "mamy cię!". Po chwili znów intruz uderzył w drzwi, a Jasper znów zaczął niemiłosiernie szczekać.


ThantophobiaWhere stories live. Discover now