Rozdział 1

117 11 39
                                        

Obudził mnie tępy, pulsujący ból promieniujący u samej nasady głowy. Syknęłam cicho i potarłam ręką bolące miejsce. Jednocześnie czułam miękkość podłoża, na którym leżałam, jakby było to najmiększe łóżko na świecie. Po dłuższej chwili zorientowałam się, że był to piasek, pokrywający również moją skórę i poplątane, brązowe kosmyki. Otworzyłam oczy, a gdy już to zrobiłam, ujrzałam nocne niebo, poprzecinane gdzieniegdzie lśniącymi punkcikami, zdającymi się do mnie mrugać. Ich blask zwabił moje spojrzenie, niczym myśliwy polujący na zwierzynę, przyczyniając się tym samym do odwrócenia mojej uwagi od bolesnej dolegliwości. Właściwie, gdzie tak dokładnie się znalazłam? Nie miałam zielonego pojęcia. Czy zamiast poddawać się błogiemu spokojowi opanowującemu moje ciało, nie powinnam zacząć się martwić swoim położeniem? Cholera! A może umarłam i teraz czekałam, aż nadejdzie wysłannik śmierci, który zabierze moją duszę i stanę się jedną z tych pięknych Gwiazd na bezkresnym niebie, o których opowiadała mi w dzieciństwie babcia? Ale to nadal nie wyjaśniało, dlaczego wciąż odczuwałam ból, nieustępujący miejsc trwodze i lękowi. Pewnie babcia maczała w tym swoje palce, wyśpiewując pod nosem modły w stronę Gwiazd, prosząc, by mieli mnie w swej opiece. To chyba nie było tak głupie, jak mogłam sądzić. Jak tylko wrócę do domu, to osobiście dołożę starań i dopilnuję złożenia największych i najlepszych ofiar Gwiazdom, jakie tylko istnieją. Jeśli wrócę, bo nie byłam co do tego taka pewna. Mam nadzieję, że babcia, która właściwie nazywa się Eleonora Bailey, przejmując nazwisko po moim dziadku Patricku Bailey, podjęła właściwą decyzję, wysyłając mnie na ląd pod postacią człowieka.

Uśmiechnęłam się sama do siebie z politowaniem, podniosłam do pozycji siedzącej i chwyciłam w dłonie garści piachu, by zaraz delikatnie rozchylić ręce, pozwalając, by ziarenka przesypały się przez palce, symbolizując tym samym ulotne chwile życia. Żal ścisnął mi gardło, a nostalgiczne wspomnienia, które jeszcze przed chwilą galopowały w mojej pamięci, odeszły w niepamięć, pozostawiając po sobie jedynie pustkę, spotęgowaną uczuciem beznadziejności. Nie mogłam sobie teraz pozwolić, na idiotyczne rozpaczanie nad moim beznadziejnym losem i przeznaczeniem, które w żaden sposób nie było w stanie się ziścić. Było to godne pożałowania na tyle, że z wściekłości uderzyłam pięścią o piach. A niech to licho!

Wstałam niezgrabnie, wciąż ociężała i nieprzygotowana do używania tych dwóch ludzkich kończyn, będących bardziej nieporadnymi niż myślałam. Ból głowy zdążył osłabnąć na tyle, bym była w stanie skupić się, na stawianiu pierwszych w moim życiu kroków. Szło mi to nader opornie, nie byłam bowiem w stanie zapanować nad dwiema nogami naraz. Jak ludzie to robią, że one się im nie plączą? Westchnęłam głośno i w tym momencie zachwiałam się i runęłam jak długa twarzą w piach. Prychając jak rozdrażniona kotka i plując na wszystkie strony, podniosłam się, przy okazji palcami ściągając z nosa i oczu przyczepione ziarenka. Prędzej przyjdzie mi umrzeć z odwodnienia i braku jedzenia, nim nauczę się chodzić. Dobrze, że jestem uparta z charakteru i nie zamierzałam się tak łatwo poddawać. Praktyka czyni mistrza i zamierzałam tego dowieść całemu światu! Lub przynajmniej samej sobie, wszak wokół mnie nie było żywej duszy. Choć największą tego zaletą był fakt, że sromotne porażki mogłam znosić w samotności, nie wystawiając się na publiczne pośmiewisko.

Morska bryza owiała moje ciało chłodem, kojąc zmysły i plącząc skołtunione włosy, opadające kaskadą na plecy i na biust. Kręciły się i zawijały w każdą możliwą stronę. Nie chciałam ich nawet ruszać, wiedząc, że tylko woda jest w stanie je ujarzmić.

Następne kilkanaście minut spędziłam na ćwiczeniu stawiania kroków i podnoszenia się, aż w końcu byłam w stanie to zrobić bez większego zastanawiania. Uśmiechnęłam się sama do siebie, widząc progres po tak krótkim czasie nauki. Jeszcze trochę, a zacznę nawet biegać. Klasnęłam w dłonie, czując przypływ odwagi i dumy z dokonanych postępów. Może pierwszy raz w życiu coś pójdzie po mojej myśli? Ta myśl zadziałała niczym katalizator i już po chwili mknęłam przez piasek, wzbijając go w powietrze. Nogi płonęły mi żywym ogniem, w piersi brakowało tchu, ale nie mogłam się zatrzymać. Nie teraz, gdy na własnej skórze mogłam się przekonać, jak cudowne było to uczucie. Nie byłam pewna, jak długo będę mogła z tego korzystać, więc chciałam wykorzystać szansę, jaką dostałam.

Sea of StarsHistórias para pegar e não largar. Descubra agora