Wielokrotnie słyszałem, że studia to będzie TEN czas. Czas, w którym poznam prawdziwych przyjaciół, ten, w którym się wyszaleję, może poznam miłość. Imprezy zakraplane dużą ilością alkoholu, półnagie dziewczyny tańczące na stołach w akademikach, siedzenie na zajęciach na kacu i od groma poprawek semestralnych. Owszem, przeżyłem to, ale w liceum. Studia były czasem nieprzespanych nocy, spędzonych na opłakiwaniu zwróconych sprawozdań, esejów i najprostszych zadań, a później poprawianiem ich na ostatnią chwilę, Był to czas uciekania z wykładów z ledwo poznanymi ludźmi i żałowania tego, patrząc w kartkę podczas egzaminu, mając ochotę zapaść się pod ziemię. Posypały się poprawy semestralne spowodowane jedynie niesprawiedliwym ocenianiem egzaminów ustnych i „pomyłkowo" źle wpisanymi ocenami do systemu. Czas, w którym kilkukrotnie spotkałem się z psychologiem, wielokrotnie przeszedłem załamanie nerwowe i jeszcze więcej-krotnie myślałem o rzuceniu tego... A to tylko na pierwszym roku.
Jednak teraz siedziałem w sali 1806, czekając na promotora, który miał oddać mi sprawdzone pierwsze trzy rozdziały mojej pracy licencjackiej. Dłonie pociły mi się, oczy chaotycznie obserwowały pomieszczenie, w którym się znajdowałem, a warga drżała, gdyż byłem bliski płaczu. Nie sądziłem, że ja, Louis Tomlinson, doczekam tej chwili. Jasne, może i miałem jeszcze do napisania zaległy egzamin warunkowy z petrografii, jednakże w tej chwili nie grało to dla mnie istotnej roli. Jeśli mój nowy promotor, z którym spotykam się dziś pierwszy raz osobiście, zatwierdzi moją pracę, usiądę do nauki skał. Złączyłem dłonie, niezgrabnie strzelając kostkami, gdy za drzwiami usłyszałem śmiech. Kurwa, to on. Nie skupiłem się na tym pięknym, głębokim dźwięku, a jedynie na fakcie, że mężczyzna się śmiał. Zapewne z mojej pracy. Zapewne? Na pewno. Spiąłem się jeszcze bardziej, wsuwając dłoń we włosy i pociągnąłem dość mocno za ich końcówki, zaczynając rozglądać się za wyjściem awaryjnym, jednakże sala była wielkości małego biura, znajdowały się tu jedne drzwi, których klamka w dodatku drgnęła. Chciałem się gdzieś schować, ale nie miałem gdzie.
– Przepraszam, że musiał pan tyle czekać, panie... Tomlinson – byłem pewny, że właśnie zajrzał w moją kartkę, ale teraz skupiłem się na barwie jego głosu. Cholera, przysięgam, że gdzieś go już słyszałem! Mógłbym przysiąc, że jego głos przypominał ten mężczyzny, którego erotyczne audio przesłuchiwałem na Tumblrze, ale to zapewne był przypadek. Podniosłem się z miejsca i obróciłem, a mój wzrok padł na rozbudowaną klatkę piersiową, przykrytą jedynie niedopiętą, błękitną koszulą. Mój promotor był ode mnie wyższy, ugięły się pode mną kolana... A jego dłonie! Ogromne. Momentalnie w mojej głowie pojawiła się myśl, jak ściska moje... Odchrząknąłem, rumieniąc się przez to, w jakim kierunku popłynęły moje myśli i nieśmiało uniosłem wzrok na jego twarz. Zielone oczy intensywnie wpatrywały się we mnie, a gdy zjechałem swoim wzrokiem na jego pełne usta, te wygięły się w lekkim, szarmanckim uśmiechu, ukazując dołeczki w policzkach. Musiałem złapać się oparcia krzesła, w innym wypadku bym usiadł. Mężczyzna bez słowa ominął mnie, a ja w tym czasie przyuważyłem mocno zarysowaną szczękę, gdy wciąż nie potrafiłem oderwać od niego wzroku, odwracając się, by z powrotem usiąść. Loki miał starannie ułożone tak, by nie opadały mu na czoło, ale chyba najbardziej moją uwagę przyciągnęły tatuaże na odsłoniętej klatce piersiowej. Zamrugałem szybko, uświadamiając sobie, że wciąż się nie odezwałem. Cholera.
– Jasne, nie ma sprawy – wyjąkałem niepewnie, posyłając mojemu przyszłemu mężowi półuśmiech. Nie chciałem wyglądać dziwnie, ale chyba słabo mi to wychodziło, ponieważ on wciąż wyglądał na rozbawionego. A więc takie pierwsze wrażenie sprawiał Harry Styles. Pewny siebie, dobrze zbudowany, przystojny. Kupiłbym książkę po takiej okładce.
– W porządku, panie Tomlinson, sprawdzi—
– Po prostu Louis – przerwałem mu, prostując przy tym plecy i posyłając przepraszający uśmiech.
– Okej, Louis... Sprawdziłem twoją pracę, mam kilka zastrzeżeń, ale w gruncie rzeczy jest w porządku – wraz z tymi słowami kamień spadł mi z serca. Nie sądziłem, że usłyszę to od mojego promotora, słysząc wcześniej zza drzwi śmiech, ale może po prostu ktoś powiedział coś zabawnego? Nie chciałem wiedzieć, po prostu wsłuchiwałem się w jego głos, chłonąc wszystko, co miał mi do powiedzenia. Bardziej skupił się na kompozycji, niż na samej treści, wypominając mi brak marginesów, niepodpisane tabelki i źle oznaczone rzeczy.– Prześlę ci jeszcze raz wszystko mailem, pozwoliłem sobie przeskanować twoją pracę, by zaznaczyć ci dokładnie, gdzie chciałbym zobaczyć poprawę i myślę, że możemy spotkać się w przyszłym miesiącu z poprawkami i kolejnymi trzema rozdziałami, co ty na to? – nie wyglądał na starego, jak profesor Calder, ale nie był też na pewno młodym magistrem, jak Payne. Właściwie ile miał lat? Odznaczające się małe zmarszczki w kącikach oczu były typem mimicznym, świadczącym zapewne o fakcie, że doktor Styles często się śmiał czy uśmiechał, ale te na czole były spowodowane naturalnym procesem starzenia skóry. Zmarszczyłem brwi, przechylając głowę lekko w bok. Zacząłem poważnie rozważać wiek doktora Stylesa. – Wszystko w porządku, Louis? – z zamyślenia wyrwał mnie głęboki głos, opatulony łagodnym śmiechem. Zamrugałem szybko i pokiwałem głową.
– Co? Znaczy, huh, tak, wszystko okej, po prostu się zamyśliłem – wyznałem, rumieniąc się dość mocno i zagryzłem nerwowo wargę, podnosząc się z miejsca i odetchnąłem głośno, rzucając krótkie „do zobaczenia", a następnie wybiegłem z sali, kierując się prosto do windy. Wcisnąłem przycisk przynajmniej z milion razy, by w końcu usłyszeć upragniony dźwięk, sygnalizujący mi przyjazd owej windy i gdy tylko drzwi się otworzyły, upchałem się między innych studentów, kierujących się na parter. Jak długo mu się przyglądałem? Śmiał się ze mnie? Może jest przyzwyczajony do faktu, że ktoś mu się wiecznie przygląda? Zacisnąłem dłoń na pasku torby i przestąpiłem z nogi na nogę, wzdychając głośno. Pewnie ma mnie za debila, a ponoć mam mieć z nim niektóre zajęcia podczas seminarium, świetnie. Zgarbiłem się lekko, wychodząc z windy i skierowałem się do wyjścia z budynku, potrzebowałem się przejść, dlatego nie poszedłem na przystanek, a jedynie minąłem go, wiedząc, że mam piętnaście minut do przyjazdu autobusu i zdążę dojść na kolejny, oddalony zaledwie dwieście metrów prostej drogi od tego.
Spuściłem wzrok na ziemię, mając nadzieję, że mimo wszystko nie zrobiłem z siebie kompletnego kretyna przed facetem, który miał pomagać mi przy pracy licencjackiej.
~•~
czas kwarantanny sprawił, że chciałabym spróbować czegoś nowego. witam również nowe osoby, jak i moich stałych obserwatorów, w moim nowym ff, o larrym. ciekawie, co?
zapewniam wam:
» różnicę wieku głównych bohaterów
» daddy!dom/babyboy kink
» różne fetysze (w tym podduszanie i poniżanie, które oznaczę w rozdziałach znaczkiem „+" przed tekstem, gdyby ktoś nie czuł się dobrze, czytając tego typu rzeczy)
» problemy rodzinne na tle orientacji seksualnej
» wciągającą fabułę
pozdrawiam was! k.
YOU ARE READING
supervisor
Fanfiction» w którym louis jest studentem trzeciego roku, piszącym licencjat, a harry jest jego promotorem start 15/06/2020 koniec --/--/---- ©mycoollx, 2020
