You haven't changed at all

2 0 0
                                        


Siedziałem znudzony w barze. Opuszkami palców delikatnie stukałem o krawędź szklanki z w połowie wypitą whisky z lodem. Nie miałem konkretnego celu, chciałem się po prostu napić, uciec na chwilę od rutyny, od sławy.

-Ciężki dzień huh?- wyrwał mnie z myśli głos barmana.

-Ciężki dzień, ciężkie życie- mruknąłem, pociągając łyk alkoholu ze szklanki.

-Chyba jesteś pierwszym facetem, który tak mówi, a siedząc tu od dwóch godzin jeszcze się nie upił- zaśmiał się cicho i odstawił perfekcyjnie wytartą szklankę na swoje miejsce.

-Powiedzmy, że mi nie wypada się upić i też nie chcę później czuć się jeszcze gorzej niż teraz.


-Trzeźwo myślący człowiek w barze, podoba mi się to- uśmiechnął się i zaczął przygotowywać drinka, którego ktoś właśnie zamówił.

Głos tej osoby wydawał mi się dziwnie znajomy. Uśmiechnąłem się delikatnie, wracając myślami do czasów liceum i do mojej szkolnej miłości. Wypiłem do końca swoją whisky i wstałem z barowego stołka, by udać się wreszcie do domu.


-Calum?- usłyszałem znów ten sam, znajomy głos.


Spojrzałem zszokowany na osobę obok mnie i stanąłem niczym sparaliżowany.


-O mój boże- chłopak uśmiechnął się i przytulił mnie mocno- minęło tyle czasu...


Niewiele myśląc wtuliłem się w blondyna. Od razu poczułem się dobrze w doskonale znanych mi ramionach. Wszystkie uczucia, które odrzuciłem podczas czterech jego nieobecności w moim życiu nagle wróciły ze zdwojoną siłą. Uśmiechnąłem się bardziej sam do siebie i po chwili czułości wreszcie zdecydowałem się odsunąć i normalnie spojrzeć na mężczyznę przede mną.


-Wow, prawie cię nie poznałem.

-a ty nic się nie zmieniłeś- zaśmiał się lekko- oprócz tego, że teraz masz męskie rysy twarzy i cóż...jesteś bardziej postawny.

-Dzięki- pokręciłem głową z uśmiechem- co tutaj robisz?

-Raczej tak jak ty przyszedłem się napić, ale nie spodziewałem się takiego obrotu spraw.

-Zdecydowanie zapraszam cię do mnie, mamy do pogadania.

-W sumie chętnie, moja dziewczyna raczej się nie obrazi jak zniknę na trochę dłużej- uśmiechnął się.

Nie wiem czemu, ale poczułem lekkie ukłucie zazdrości. Uwielbiam swoją dziewczynę i tworzymy naprawdę zgraną parę, ale to co łączyło mnie z Lukiem...to był inny poziom, to była miłość, prawdziwa miłość.

-To super- uśmiechnąłem się krzywo- mieszkam niedaleko stąd więc możemy się przejść.


-Ja też mieszkam nie tak daleko stąd, to w sumie dziwne, że dopiero teraz się spotkaliśmy- chłopak otworzył mi drzwi i oboje wyszliśmy z baru, od razu kierując się do mojego mieszkania.

-Cóż, zazwyczaj albo mnie nie ma, albo nie chodzę zbytnio po okolicy, w szczególności sam.

-No tak, życie sławnego modela- westchnął teatralnie z uśmiechem.

-Żebyś wiedział, że jest ciężko, o spacerach często mogę zapomnieć.

-Zawsze jest coś kosztem czegoś.

Uśmiechnąłem się smutno, czując jakby nawiązywał do mojego wyjazdu. te cztery lata temu, zaraz przed zakończeniem liceum po prostu go zostawiłem. Wyjechałem, by spełniać swoje marzenia i wziąć udział w swoim pierwszym, poważnym pokazie mody. Czułem się okropnie i potrafię sobie wyobrazić co on musiał czuć. Pewnie dlatego nigdy się ze mną nie skontaktował, ułożył sobie życie na spokojnie. Dalej szliśmy w ciszy, czułem się zbyt głupio, żeby się odezwać i on chyba także. Dopiero po wejściu do mieszkania, gdy usiedliśmy razem atmosfera między nami się ociepliła.

You've reached the end of published parts.

⏰ Last updated: Apr 02, 2018 ⏰

Add this story to your Library to get notified about new parts!

Destiny // cakeWhere stories live. Discover now