Rozdział I

5.9K 346 315
                                        

Zaczyna się kolejny rok nauki w Szkole Magii i Czarodziejstwa znanej jako Hogwart. Rok zaczął się tak jak każdy poprzedni. Rozpakowałem swoje rzeczy i usiadłem na łóżku przyglądając się pokojowi, który dzieliłem z moim najlepszym przyjacielem od pięciu lat. Nic, a nic się w nim nie zmieniło. Ten sam zielony kolor ścian, czarne meble i dwa duże łóżka stojące obok siebie. Westchnąłem zniecierpliwiony jak zawsze czekając na spóźniającego się jak co roku Yoongiego.

Po chwili wszedł do pokoju targając za sobą kufer. Był dość niskim chłopakiem o czarnych włosach i bladej cerze. Zwykle jego nastawienie do otaczającego go świata, było po prostu obojętne. Wolał spędzać czas samotnie. Nie lubił, gdy otaczało go zbyt wiele ludzi. Jedynym wyjątkiem byłem ja. Nie miałem pojęcia dlaczego. Może choćby dlatego niż moje nastawienie było dość zbliżone do jego. Tak jak ja ubrany był już w szaty naszego domu. Niestety musieliśmy nosić te głupie mundurki, ponieważ takie są gówniane zasady tej szkoły.

- Cześć - mruknął na odchodnym i rzucił walizkę z rzeczami na swoje łóżko.
- Cześć - odpowiedziałem i spojrzałem na niego morderczym wzrokiem.

Gdy w końcu zauważył, że tak na niego patrzę, odwrócił się w moją stronę i spytał:

- No co? - przy czym przewrócił oczami.

Robił to bardzo często co doprowadzało mnie do szału. Z jednej strony nienawidziłem jego lekceważącego nastawienia, ale z drugiej znam go na tyle długo, że zdążyłem się do tego przyzwyczaić.

- Jak zwykle znów się spóźniłeś. Co zatrzymało cię tym razem?

Po raz drugi przewrócił oczami i zajął się rozpakowywaniem kufra. Wykładał po kolei każdą rzecz, która znajdowała się w walizce. Nie był perfekcjonistą, ale zawsze lubił mieć wszystko poukładane według swojego uznania. Starałem się zachować spokój, jednak po 10 minutach czekania na niego miałem dość. Moja cierpliwość kiedyś się kończy. Muszę przyznać, że jeśli o nią chodzi to nie mam jej praktycznie wcale.

- Możesz się pospieszyć?!
- Od kiedy z ciebie jest taki pilny uczeń?
- Po prostu nie chcę już na początku roku mieć szlabanu u Snape'a, a doskonale wiesz, że jak się spóźnimy po raz kolejny to będziemy mieć przerąbane!

Nie chodziło tu oczywiście ani o Snape'a ani o żaden głupi szlaban. Gdyby mój ojciec się dowiedział, że spóźniłem się na zajęcia już pierwszego dnia w szkole po raz kolejny, po powrocie do domu nie byłoby ze mną dobrze. Mój ojciec był surowy, a jedyne co go tak naprawdę obchodziło to praca i moja świetlna przyszłość. Naturalnie miał już ułożony mój plan życia. Gdy tylko skoczę szkołę mam być tym kim mój ojciec chce, żebym był.

W odpowiedzi Yoongi po raz kolejny przewrócił oczami i wyciągnął z kufra ostatnią rzecz. Swój dziennik, którego nikt nie może dotykać. Nie mam pojęcia co on tam takiego zapisuje, ale musi być bardzo ważne skoro reaguje jak wściekły borsuk, gdy tylko spróbuje go dotknąć. Na początku ciężko mi było się oprzeć pokusie przeczytania co takiego znajduję się w środku, ale po kilku zadrapaniach, które pozostawiał mi Yoongi, gdy tylko przyłapał mnie na próbie dobrania się do najważniejszej dla niego rzeczy postanowiłem więcej nie ryzykować.

Szliśmy głównym korytarzem Hogwartu zmierzając do Wielkiej Sali, w której miała się odbyć jak z resztą każdego roku Ceremonia Przydziału. Wspaniale! Przychodzą tu kolejne szlamy, które będą brudzić mury tej szkoły. Że też Dumbledore na coś takiego pozwala. Ta szkoła powinna być tylko i wyłącznie dla prawdziwych czarodziei! Czarodziei czystej krwi takich jak ja! No ewentualnie mogę zaliczyć Yoongiego do tej kategorii. Prychnąłem na widok tych roztrzepanych dzieciaków plączących mi się pod nogami. Zauważyłem jak Yoongi z irytacją przewraca oczami. Wymieniliśmy porozumiewawcze spojrzenia. Obaj na widok tych wszystkich mugolaków mieliśmy ochotę zwymiotować. Gdybym ja był dyrektorem, a nie ten niekompetentny staruch od razu zrobiłbym porządek z wszystkimi szlamami, które ośmieliły się przekroczyć mury tej szkoły.

W końcu dotarliśmy do miejsca, gdzie miała się odbyć ceremonia. Wielka Sala. Gdy pierwszy raz wszedłem do tego pomieszczenia byłem pełen podziwu i ciekaw jakie jeszcze wspaniałe miejsca skrywa ta szkoła. Ale po tych pięciu latach codziennego rozglądania się po tej sali nie robi już na mnie żadnego wrażenia. Cóż na mnie ciężko jest zrobić jakiekolwiek wrażenie. Uganiają się za mną praktycznie wszystkie dziewczyny z naszego domu, ale nie jestem zainteresowany żadną z nich. Gdy przechodzimy obok grupki siedzącej już na swoich miejscach przy stole, one zaczynają się uśmiechać przy czym zarzucając zalotnie długimi włosami i trzepocząc rzęsami. Kiedy to widzę mam ochotę puścić pawia. Czy do nich nie dociera, że nigdy w życiu nie umówiłbym się z żadną z nich?! Przechodzę obok nich obojętnie i siadamy z Yoongim przy stole.

W tym momencie do sali wchodzi profesor McGonagall wprowadzając pierwszorocznych. Yoongi po raz nie wiem który przewraca oczami, a ja tylko prycham z irytacją i czekam aż ten cały cyrk się wreszcie skończy.

Po jakieś godzinie ta cała szopka wreszcie dobiega końca. Do mównicy podchodzi dyrektor Dumbledore.

- Proszę wszystkich o uwagę!!
Na sali nastaje grobowa cisza.
- Cieszę się niezmiernie, że mogę powitać w Hogwarcie nowych uczniów, którzy w murach naszej szkoły będą zgłębiać tajniki wszelkiego rodzaju magii. Jednak zanim zaczniemy ucztę mam zaszczyt powitać ucznia, który przeniósł się do nas z Durmstrangu z czego jestem niezwykle rad. Powitajmy go wszyscy ogromnymi brawami!!

Drzwi do Wielkiej Sali otworzyły się ze skrzypnięciem, a do sali wszedł uczeń, o którym mówił dyrektor. Odwróciłem głowę w tamtą stronę i zamurowało mnie. Chłopak wszedł do sali dość pewnym siebie krokiem. Miał idealnie ułożone blond włosy, a cerę miał jaśniejszą od Yoongiego co było dla mnie dużym zaskoczeniem. Był na pewno niższy ode mnie, ale przez doskonale dopasowaną koszulę widać było, że jest świetnie zbudowany. Przyjrzałem się trochę dokładniej jego twarzy, gdy przeszedł obok naszego stołu. Miał łagodne rysy twarzy. Mogłoby się wydawać, że zostały wyrzeźbione przez wybitnego artystę. Uśmiechał się delikatnie podchodząc do dyrektora.

- Bardzo się cieszę, że mogę cię powitać w naszej szkole panie Park! - odparł Dumbledore i uścisnął rękę chłopaka.
- Cieszę się, że przyjął pan moją prośbę profesorze.

Głos doskonale pasował do jego właściciela. Był słodki i dźwięczny. Zacząłem się zastanawiać czy on na pewno jest prawdziwy. Czy może to tylko wytwór mojej wyobraźni? Przez chwilę wydawało mi się, ze to anioł stąpający po ziemi. Czysty ideał. Usiadł na krześle, a McGonagall nałożyła na jego głowę Tiarę Przydziału.

- No proszę! Cieszę się, że postanowiłeś pójść drogą swojej rodziny panie Park. Niesamowicie szlachetny, odważny, a do tego także na domiar inteligentny... Hmmm... Doprawdy utalentowany chłopiec... Gdzieby cię dać? Hmmmm... GRYFFINDOR!!

Park uśmiechnął się i zajął miejsce przy stole gryfonów. Przez cały czas śledziłem go wzrokiem. Usiadł obok tego dziwaka Taehyunga, który często jak to wszyscy określili w języku kosmitów, bo nikt nie jest w stanie tego zrozumieć. Wyciągnął rękę do blondyna, a ten ją uścisnął i uśmiechnął się do niego ukazując szereg śnieżnobiałych zębów. Po chwili odwrócił się w stronę stołu przy, którym siedzieli ślizgoni i w tym momencie nasze spojrzenia się spotkały. Czułem się tak jakbyśmy byli w tej sali sami. Tylko on i ja. Jak zahipnotyzowany wpatrywałem się w jego brązowe oczy. Żałowałem, że jestem zbyt daleko, by dokładnie przyjrzeć się tym pięknym oczom. Uśmiechnął się delikatnie na co odpowiedziałem tym samym. Mogłem już wiecznie patrzeć w jego brązowe tęczówki, ale z transu wyrwał mnie Yoongi machając ręką przed moją twarzą. Ocknąłem się i spojrzałem na przyjaciela siedzącego obok.

- Co?
- Co?! Jak to co?! Może powiesz mi co się przed chwilą stało?
- Nie wiem o co ci chodzi...
- Ta jasne - przewrócił oczami Yoongi. - Wpatrywałeś się w tego nowego przez dobre kilka minut i do tego uśmiechałeś się jak idiota! Nie uśmiechałeś się tak od pierwszej klasy!
- Wcale, że nie!
- Wcale, że tak! - zaśmiał się złośliwie. - Kookie się zakochał!
- Zamknij się!

Yoongi wybuchnął śmiechem, jednak po chwili opanował się i zajął jedzeniem. Spojrzałem znów w kierunku stołu gryfonów, ale blondyn był zajęty rozmową z Taehyungiem. Nie miałem pojęcia co wydarzyło się między nami. Czy ktoś jeszcze widział to zajście? Czy naprawdę wpatrywaliśmy się w siebie przez kilka minut? Wiem jedno mimo, iż między gryfonami, a ślizgonami istnieje swego rodzaju zawiść muszę poznać bliżej chłopaka, który jedynie spojrzeniem potrafił sprawić, że otaczający mnie świat nie miał znacznia i wywołać na mojej twarzy szczery i ciepły uśmiech, na który nie było mnie stać od tak dawna.

Serendipity Stories to obsess over. Discover now