I

588 34 45
                                        

"Musimy poważnie porozmawiać"

- Dziękujemy! Dziękujemy! Dziękujemy! - wołał Paul do widowni powoli zmierzając za kulisy.

Niespodziewanie zatrzymał się i skłonił nisko przed widownią by następnie szybko zniknąć z oczu fanom.

- Brawo chłopcy! Było wspaniale! - mówił klepiąc John'a po plecach menadżer Brian.

- Zawsze tak mówisz! - powiedział wokalista uśmiechając się pod nosem.

Epstein udał, że uderza Lennon'a pouczająco w głowę.

Wszyscy uśmiechali się jeszcze szerzej. W wesołych nastrojach powędrowali do garderoby zabrać płaszcze i odłożyć instrumenty.

- Myślicie, że tamta laska z pierwszych rzędów na prawo będzie chętna? - zapytał John.

- Ta która cały czas patrzyła na ciebie jak zahipnotyzowana? - zapytał Ringo.

- Dokładnie ta! - po chwili dodał. - A wy też chcecie?

- John! Jesteś ohydny - powiedział z grymasem Paul.

- Pytam wszystkie osoby, które NIE nazywają się Paul McKind. Swoją drogą w Hamburgu nie pierdoliliście się w tańcu.

- Śmieszne Lennon... - mówił z ironią basista poprawiając jednocześnie kołnierzyk płaszcza.

- Macca? Masz ochotę na karty? - zapytał George dotychczas siedzący cicho.

- Dołączam się! - krzyknął Ringo z zapałem.

- I ty Brutusie przeciwko mnie! - zaśmiał się gitarzysta. - Nie mówcie, że mam sam iść.

- Czyżbyś tchórzył? - zapytał Paul z małą nadzieję, że jego najlepszy przyjaciel w końcu odmówi sobie bliskiego kontaktu z przypadkowymi fankami.

- Ty mnie w ogóle znasz?! Do zobaczenia! - powiedział delikatnie zmieszany Lennon i wybiegł szukać partnerki na jedną noc.

McCartney oparł się zmartwiony o ścianę.

Niespodziewanie ktoś dotknął jego ramienia.

- Przejdzie mu kiedyś - powiedział George próbując pocieszyć przyjaciela.

- Tylko kiedy... Rozumiem gdyby robił to rozsądnie ale... A-ale on nie umie się opamiętać... Jeśli mu powiem to co myślę będzie brał mnie za jakiegoś kretyna albo drugą ciotkę Mimi! - powiedział Paul i zjechał po ścianie na podłogę. Ukrył twarz w dłoniach by nikt nie widział jak bardzo zależy mu na John'ie.

George westchnął. Był za bardzo udręczony tym wszystkim. Od ostatnich tygodni tak wygląda każdy dzień.

To już rytuał!

Wbiegają szczęśliwi jak nigdy na scenę. Świetnie się bawią a widownia jeszcze lepiej. John szuka jakiejś łatwej dziewczyny. Brian gratuluje. Idą na zaplecze. Lennon wybiega do fanki a Paul lamentuje. W sumie rzadko tak się martwił o cokolwiek, co mówi o wielkości tego problemu. Wszystko było by do zniesienia gdyby nie to, że oprócz taniej a tak naprawdę darmowej prostytutki w grę wchodzą jeszcze używki i alkohol ale nie dwie czy trzy puszki. Hektolitry! By nie mieć kaca John pije, by się dobrze bawić, by zapomnieć o tym, że pije...

Wszyscy obawiali się, że gdy powiedzą nagą prawdę to wokalista może zrobić coś jeszcze gorszego. Był jak naiwne i uparte dziecko w ciele młodego mężczyzny.

Ringo usiadł na toaletce i przyglądał się temu wszystkiemu z boku. George stał nad basistą i nie wiedział co zrobić. Wkurzała go bezczynność. Twierdził, że złość jest niepotrzebna a nawet zła ale teraz już nie mógł się powstrzymać. Miał gdzieś wszystkie swoje przekonania. Dłonie zaczęły mu drżeć, więc zacisnął je w pięści. Nie pomogło. Jeszcze raz spojrzał na biednego Paul'a, był delikatny i nie chodziło tu tylko o urodę.

help meWhere stories live. Discover now