Rozdział 1

163 20 2
                                        

Niania za mocno ścisnęła mój gorset.
-Proste plecy, panienko-upomniała. Od razu wykonałam prośbę. Spojrzałam w lustro. Przede mną stała dość wysoka, szczupła osiemnastolatka. Włosy miała spięte w wysokiego koka z którego wylatywały włosy do ramion. Od przodu wyglądało to trochę jakby miała kitkę. Barbara umiała czasami zdziałać cuda z moimi włosami, kiedy ja miałabym problem z ich rozczesaniem. Duże ciemnobrązowe oczy dziewczyny i ciemniejsza skóra, odwracały uwagę od sukni, którą przed chwilą ubrała. Była ona jasnozielona z elementami białego.
-Wyglądasz pięknie-powiedziała wysoka kobieta, która właśnie weszła do pokoju.
-Dziękuje.
-Barbaro, możesz nas zostawić na chwilkę?
-Oczywiście-powiedziała starsza kobieta, zabierając niepotrzebne rzeczy i wychodząc w mgnieniu oka z pomieszczenia.
-Teosiu, mam dla ciebie prezent. To korale, które miałam na moim pierwszym balu. Chciałabym, żebyś je dziś ubrała. To jednocześnie prezent na twoje osiemnaste urodziny.
-Dziękuje, mamo. Są piękne-powiedziałam jednocześnie się obracając i odchylając włosy, żeby mogła mi je ubrać. Odwróciłyśmy się w stronę lustra. Przytulia mnie od tylu i pocałowała w policzek.
-Teosiu...-zaczęła nie pewnie.
-Tak mamo?-usiadłam obok niej na łóżku.
-Dziś jest twój wielki dzień.
-Tak. Nie mogę uwierzyć, że będę na balu, który organizuje sam Lafayette.
-Kochanie, nawet nie wiesz ile on w swym życiu zorganizował bali ze względu na to, że powrócił do kraju. Ja sama byłam na trzech.
-Nie zmienia to faktu, że ten bal jest moim pierwszym.
-Wiem, Teosiu. Obiecaj mi, że będziesz ostrożna.
-Mamo, mam już osiemnaście lat.
-Mówisz to jakbyś miała osiem.
-Mamo...
-Teosiu, wiem. Jednak boję się, że coś może się stać. Albo Aaron cię nie przypilnuje albo o tobie zapomni.
-Mamo, pamiętaj, że jadę tam na własną odpowiedzialność.
-To nie takie proste, Teosiu. Wiem, że jesteś już dorosła, jednak to nie oznacza, że nie jesteś już naszą córką-kobieta przytuliła mnie mocno.
-Gotowa?-spytał tato, czekając oparty o framugę drzwi.
-Tak. Możemy jechać-uśmiechnęłam się wstając z łóżka.
-To na co jeszcze czekamy-zawołał tato.
-Na nic. Ruszajmy.
-Teosiu, buty...-przypomniała z uśmiechem mama.
-Racja-wsunęłam szybko na stopy białe pantofelki, które idealnie pasowały do koralów od mamy i białej koronki, która stanowiła dekoracje sukni. Wszystko idealnie się dopełniało.
-Teosiu...
-Wiem, mamo. Będę pilnować taty-powiedziałam, tym samym wywołując śmiech u mężczyzny.
-Teosiu. Córeczko, wszystkiego najlepszego. I powodzenia...-przytuliła mnie jeszcze raz, na pożegnanie.
Ostatni raz spojrzałam w lustro. Pięknie. Wzięłam tatę za ramie, które przed chwilą wysunął w moją stronę, mówiąc-ruszajmy. Wsiadając do bryczki czułam się jak prawdziwa dama dworu lub sama córka prezydenta.

niewysniona🦋

Zamiłowanie || HamiltonTempat cerita menjadi hidup. Temukan sekarang