Pogrążony w ciągłej nostalgii nie zwracał uwagi na nic, oprócz siebie.
Życie wlokło się tak powoli, że Jimin niejednokrotnie zastanawiał się, czy nie otacza go ciągle zwolnione tempo. Parę dni temu na ziemię spadły już pierwsze pomarańczowe liście, a pogoda stawała się coraz chłodniejsza. Wrzesień rozpoczął się z impetem i nie zapowiadało się, by odpuścił. Deszcz spływał strugami po kuchennym oknie.
Jimin przeczesał zniszczone, blond włosy i spojrzał na swoje odbicie w kuchennej szybie. Wory pod oczami, spierzchnięte usta, odstające obojczyki i żuchwa - obraz który od paru tygodni nie schodził mu z oczu. Każde lustro zdawało się kpić z jego nieporadności. Każde pokazywało obraz sto razy gorszy niż rzeczywisty.
To nie tak, że on sam się tak widział, to złośliwość rzeczy martwych.
Wiotka ręka, jak codziennie rano, powędrowała do koszyczka po brzegi wypełnionego opakowaniami tabletek. Jimin wyjął na dłoń antydepesanty i połknął je bez wody. 4 tabletki spłynęły przełykiem do pustego żołądka. Ale gdyby tylko wiedział. Gdyby był świadomy.
Ignorował burczenie w brzuchu, nawet już go nie słyszał ani nie czuł. Lodówka w szarym, zapełnionym kartonami mieszkaniu oferowała tylko pół butelki mleka i uschnięty kawałek sera. Nie musiał robić zakupów, skoro i tak by z nich nie skorzystał.
Jimin postawił kilka ciężkich kroków i ułożył się bokiem na kanapie. Na dłonie zastępujące rozerwaną poduszkę rzuconą w kąt, spłynęło parę gorzkich, słonych i pełnych bólu łez.
~~~
Nie widział świata poza sobą. I nie dlatego, że był skupiony na sobie, ale dlatego że świat nie był skupiony na nim.
Numer 243 wyświetlił się na ekranie nad gabinetem w prywatnej poradni psychiatrycznej. Młody chłopak gwałtownie się poderwał i otworzył drzwi. Zapach sterylnego mydła i gumowych rękawiczek jak zwykle podrażnił jego nos. Przez jego szybkie potarcie, mogłoby się zdawać, że był zestresowany, ale tak naprawdę było mu już wszystko jedno. Wchodził zawsze do tego samego gabinetu, dostawał, czego chciał i wychodził. Ale nigdy nie było lepiej.
- Witaj Jungkook, co ci dzisiaj dolega? - zignorował kpiący ton i uśmieszek doktora Junga. Nie przeszło mu przez myśl, że to co słyszy to nie kpina, a współczucie.
- Myślę, że mam depresję. Te leki nie pomagają. Cały czas jestem taki, jak wcześniej.
- Czyli jaki?
- Przygnębiony, zmęczony, jakby czegoś brakowało.
- Brakuje ci kolejnego antydepresanta?
- Nie wiem, czego mi brakuje. Chyba normalnego życia. - Jungkook westchnął i spuścił głowę. Przenikliwy wzrok lekarza lustrował zgarbioną postać przed nim. Zapuszczone włosy przykrywały licznie przekłute uszy. Kolczyk w nosie zabłyszczał, gdy chłopak się wyprostował. Doktor Jung strzyknął kostkami i sięgnął po druczek na receptę.
- Dobrze, przepiszę ci coś.
Jungkook wyszedł z gabinetu, trzymając w ręce karteczkę z nazwą leku. Kolejnego, który miał zmienić jego życie. Gdyby tylko wiedział, że nie zmieni.
~~~
Jimin wstał z sofy po paru godzinach wpatrywania się w telewizor i przeżywania szczęśliwej miłości bohaterów dramy. Wciąż mokre oczy przetarł ręką i chwiejąc się dotarł do koszyczka. Kolejne dwie tabletki wyladowały w podrażnionym żołądku. Skończy się to tak, jak co noc - wybudzając się co jakiś czas z płytkiego snu, by wyrzucić z siebie wszystko, co zgromadził w ciągu dnia. I z czystym, wyjałowionym ciałem wkroczyć w kolejny dzień.
YOU ARE READING
White || kookmin
FanfictionJimin widzi swoje kpiące oblicze w lustrze, a Jungkook słyszy od lekarza kpiący ton. soulmates!au; one shot; problemy psychiczne
