Pierwszy i ostatni papieros

14 0 0
                                        


- Stój! – usłyszała krzyk, ale mimo wszystko nie przestawała biec przed siebie. Bała się spojrzenia, które, jak zawsze, przeszyje ją na wskroś. Bała się tego, że znów dzięki jednemu słowu podda się mu całkowicie. Wiedziała, że jeżeli tylko się odwróci wszystko skończy się tak, jak zawsze. Zacisnęła usta w płaską linię i zniknęła w mroku, zostawiając jego samotną postać. Przez chwilę wpatrywał się w miejsce, w którym zniknęła, zastanawiając się, czy to przypadkiem nie jest jeden z jego koszmarów. Bez słowa i nawet bez jednej zbędnej myśli wsiadł do samochodu i odjechał z tamtego miejsca, pozostawiając za sobą wszystko, co kochał.

- Wiesz, nie wydaje mi się, żeby miłość była tak trwała jak wszystkim się wydaje. Będąc szczerą, zawsze uważałam, że prawdziwa miłość nie istnieje, a uczucia, które łączą ludzi nie są miłością tylko zwykłą potrzebą ślepego uzależnienia – leżała na plecach, spoglądając w ciemniejące niebo. Jej najlepszy przyjaciel leżał obok niej i zaczął zastanawiać się nad słowami, które powiedziała. – To tak jakbyśmy chcieli na siłę wtopić się w społeczeństwo, tak jakby nasze człowieczeństwo potrzebowało potwierdzenia.

- Mówisz tak, bo sama nigdy nie kochałaś – westchnął cicho, wyciągając rękę w stronę nieba, na którym pojawiały się już pierwsze gwiazdy. – Miłość to piękne uczucie.

- A co ty możesz o tym wiedzieć...? Też nigdy, nikogo nie kochałeś – wyszeptała, wiedząc, że i tak ją usłyszy... Jak zawsze zresztą.

- Kocham już wystarczająco długo, żeby cokolwiek o tym wiedzieć – odpowiedział cicho, zastanawiając się, czy nie powiedział za dużo. Spojrzał na nią ukradkiem, a jego serce zabiło szybciej na widok jej przymkniętych oczu.

- Nigdy nikogo nie pokocham, chociażbym miała do końca życia zostać sama – jej słowa zadźwięczały w jego uszach, sprawiając, że cała ulotność chwili zniknęła, a jego serce, powolutku, bardzo powolutku zaczynało pękać.

Siedział w fotelu, z papierosem w ręku. Nigdy nie palił, ale teraz miał po prostu taką niesamowitą ochotę odreagować. Podwędził jednego papierosa z paczki swojego przyjaciela z zespołu. Dorm, w którym mieszkali wydawał się teraz taki obcy, pomimo, że mieszkało w nim kilka znajomych dusz. Zdawał się nie słyszeć muzyki, której słuchał jeden z nich. Wydawało się, że tak naprawdę nie słyszał nic.

„Nigdy mi na Tobie nie zależało... Ani trochę."

Słowa, które potrafiły tak bardzo człowieka zrujnować. Kilka słów, które wypalały dziurę w sercu. Podniósł zapalniczkę i odpalił papierosa, wpatrując się uważnie w delikatnie żarzący się tytoń. Natychmiast poczuł ich duszący zapach. Zmarszczył lekko nos, otulając swoimi wargami biały filtr. Zaciągnął się nieznacznie, czując, że z pewnością źle to zrobił, bo cały dym, który miał znaleźć się w płucach, wylądował w gardle. Zakaszlał kilka razy, by odchrząknąć i znów zaciągnąć się trującym gazem, dbając o to by tym razem znalazł się tam gdzie miał. O dziwo, poczuł ulgę. Ulgę jakiej jeszcze nigdy nie czuł. Przestał myśleć, a jego czyny skupione były na dopaleniu papierosa. Na niczym więcej.

- Hyung, dlaczego tutaj siedzisz? – usłyszał głos jednego z przyjaciół. – Czy ty... Palisz? – pretensja, która pojawiła się w głosie jego dongsaenga natychmiast sprowadziła go na ziemię, ale nie zgasił papierosa. Wręcz przeciwnie. Zaciągnął się znów powoli, czując jak tytoń rozkosznie rozlewa się po wszystkich zakamarkach jego serca i duszy. Milczał. Nie odwrócił nawet twarzy w stronę przyjaciela.

- Hyung...

- To mój pierwszy i ostatni papieros w życiu. W końcu po tylu latach zaczynam nowy rozdział i muszę to jakoś uczcić, prawda? – powiedział, a jego głos lekko zadrżał. Tak samo jak ręka, w której trzymał papierosa.

Pierwszy i ostatni papierosStories to obsess over. Discover now