Prolog

10.9K 419 54
                                        

Cały czas odwracał się i rzucał zaklęcia. Na oślep bronił się i próbował uciec od tego koszmaru. Zamknął na chwilę oczy, a gdy je otworzył wszystko ustało. Świat wydawał się stanąć w miejscu, widział, jak jego przyjaciele rzucali zaklęcia, które sunęły w zwolnionym tempie świszcząc mu przy uchu. Przed sobą dostrzegł chudą postać, która mozolnie odwracała się w jego kierunku. Od razu spojrzał na szkarłat na całym jej ciele. Trup.

- To twoja wina - powiedziała przerażającym głosem zjawa. Unosiła się kilka centymetrów nad ziemią i powoli sunęła w jego stronę.

- Pansy? - zapytał, a jego oczy zaszły łzami.

- Zabiłeś mnie, Draco - wyszeptała złowrogo, a on upadł na kolana, drżał, płakał. Jego ból psychiczny został zastąpiony przez fizyczny. Poczuł pieczenie na przedramieniu, jakby ktoś mu skórę wypalał. Chwycił za rękę na której znajdował się mroczny znak, który coraz mocniej dawał o sobie znać. Zaczął się szamotać i prosić, by przestało tak przeraźliwie boleć. Już nawet nie chodziło mu o ból przedramienia, a bolące serce, które wraz z kolejną sekunda pękało na tysiące kawałków. Zabił ją?

Podniósł się z szybko bijącym sercem. Był cały rozdygotany i przerażony. Szybko chwycił za swoje przedramię. Ból powoli mijał, a znak nie był czarny jak we śnie. Był wyblakły, prawie niewidoczny. Powoli starał się uspokoić swoje galopujące serce, ale nie udało mu się to.

- Dosyć. Już. Kurwa. Dosyć. - wysyczał i podniósł się szybko z łóżka. Poszedł wziąć prysznic. Całe jego ciało kleiło się od potu po nocnym koszmarze. Nie widział sensu, w tym aby pozostać w łóżku. Wiedział, że już nie zaśnie.

 Wiedział, że już nie zaśnie

Oops! This image does not follow our content guidelines. To continue publishing, please remove it or upload a different image.


Ostre ostrze wbijało się w powłokę skórną powoli ją otwierając. Sztylet sunął po przedramieniu i kreślił litery, co chwilę zmieniając kierunek. Oprawca zdawał się rozkoszować tym widokiem. Robiła to bardzo powoli i precyzyjnie. Psychopatka.

Kap, kap, kap

Kap, kap, kap

Kap, kap, kap

Krople krwi delikatnie osuwały się po ręku, sprawiając, że mała istotka krzyczała coraz bardziej. Traciła coraz więcej krwi, jej ciało wstrząsnął kolejny dreszcz. I jeszcze raz. I jeszcze raz. Teraz cała drżała i błagała, by to już się skończyło. Spostrzegła unoszące się ostrze, które szybko zmieniło swój kierunek i z całym impetem wbiło się w jej przedramię. W wielkim holu rozniosło się przeraźliwe echo. Krzyczała, okropnie krzyczała. Ludzie myśleli, że umiera, ale dopiero teraz miała zmierzyć batalię swojego życia.

Otworzyła oczy i jeszcze chwilę szamotała się w swoim łóżku. Kiedy zdała sobie sprawę z tego, że to był tylko sen, natychmiast ogromny szloch wydarł się z jej gardła. Nie płakała, ona ryczała i prosiła, by to się w końcu skończyło.

Kap, kap, kap

Podniosła wzrok na swoje przedramię. Szkarłatna plama znów przedzierała się przez poły białych bandaży. To nie zmusiło jej do tego, by zmieniła opatrunek, teraz krzyczała coraz bardziej, w kółko powtarzając:

- Dość, już dosyć...

Dramione - Okaleczeni ✓Stories to obsess over. Discover now