Sherlock Holmes stał przy oknie swojego mieszkania na Baker Street 221B, wypatrując jakiegoś potencjalnego klienta zmierzającego w stronę budynku. Kogokolwiek. Jednak od dłuższego czasu na zewnątrz nie było żywej duszy. Detektyw był tym bardzo zaniepokojony, bowiem Londyn w piątkowe popołudnie powinien tętnić życiem. Rozmyślając intensywnie nad tym przedziwnym zjawiskiem, pochwycił skrzypce i zaczął wygrywać na nich swój ulubiony utwór.
Mężczyzna grał bardzo pięknie, bardzo długo. Czas dla niego nie miał najmniejszego znaczenia. Dwa następujące po sobie incydenty wytrąciły Sherlocka z rytmu. Najpierw poczuł czyjąś obecność, a gdy już miał się odwrócić usłyszał głos. JEGO głos:
- Tęskniłeś?
Nie, to nie możliwe, pomyślał. On nie żyje. Ale w takim razie...
Odwrócił się na pięcie i aż zachwiał się, bo oto przed nim, w całej swej okazałości, stał Jim Moriarty.
- Ty nie możesz tu być. Nie żyjesz. - Wydusił detektyw.
Moriarty tylko się zaśmiał.
- Na pewno Sherlocku? Skąd możesz to wiedzieć? - Zaczął się przechadzać po pokoju.
Sherlock pomyślał że pewnie przesadził z narkotykami. Jego największy wróg popełnił samobójstwo na jego oczach. Nie powiedział ani słowa.
- Widzę, że jeszcze mi nie wierzysz. No cóż, trudno zobaczymy co zrobisz gdy zrozumiesz.
Jednak mężczyzna nie rozumiał. Zawsze mógł ufać swoim zmysłom a teraz nie był pewien czy to co widzi, co słyszy jest prawdą. Niczego nie mógł wyczytać ze swojego przeciwnika. Ciągle milczał.
Człowiek, a może widmo lub duch, który stał przed nim rozciągnął wargi w przerażającym uśmiech.
- Opowiem ci pewną bajkę. Była kiedyś pewna kobieta nazywana Alicją. Była chora. A przynajmniej tak się wszystkim wydawało. Mówiła, że odwiedza krainę w której mieszkały bardzo dziwne istoty, rozmawiały z nią i opowiadały jej przerażające historie. No i był też Kapelusznik. Podobnie jak Alicja, miał swój świat w którym urządzał dla siebie i swoich przedziwnych przyjaciół herbatki. Przez resztę świata Kapelusznik uważany był za szalonego.Tak się stało, że na jednej herbatce pojawiła się Alicja. Szalony Kapelusznik poczuł, że kobietę jest bardzo do niego podobna, że ją kocha. Zaczął myśleć, że może i ona jest w nim zakochana. W końcu zdobył się na wyznanie dziewczynie swych uczuć. Prosił ją by została z nim w ich magicznej krainie. Jednak ona nie została u jego boku. Złamała biedakowi serce przez co oszalał jeszcze bardziej. Pragnął zemsty. Opuścił krainę i odnalazł swoją Alicję. Jeszcze raz zapytał czy z nim zostanie. Odmówiła. Nie pozostawiła mu wyboru. Zabił ją wraz z całą rodziną i bliskimi. Podobno nikt już nigdy nie spotkał Kapelusznika, czy na pewno? Nikt tego nie wie. Niekiedy słyszy się podobne historyjki. Ale to tylko bajki Sherlocku, którymi nie należy się przejmować, czyż nie?
Holmes stał osłupiały wysłuchując tego co ma do przekazania Moriarty. Nadal nie wiedział czy to sen, czy jawa, jednak z każdą chwilą coraz więcej rozumiał z tej mglistej opowieści. Ta wiedza napawała go przerażeniem. Zrozumiawszy co mężczyzna chciał powiedzieć rozszerzył oczy w niemym zdumieniu. Wyciągnął z tej opowieści dwa wnioski. Najstraszniejsze było jednak to, że bardzo ważni dla niego ludzie są w niebezpieczeństwie. Starając się nie myśleć o tym co mogłoby stać się pani Hudson, Rosie i Johnowi ledwo słyszalnie przemówił:
- Czego ode mnie oczekujesz?
Podniósł wzrok spodziewając się zobaczyć znienawidzonego Jima Moriarty'ego lecz jego nie było. Na kominku leżała karteczka. Zbliżył się do kominka i chwycił papier w dwa palce. Może mu się zdawało, a może nie lecz przez moment na papieże widniało słowo: " Pamiętaj ".
YOU ARE READING
Ocal Johna Watsona
Fanfiction"Ocal Johna Watsona". Słowa Mary prześladowały Sherlocka Holmesa cały czas. Nie zawsze było łatwo sprostać temu zadaniu. Zwłaszcza po spotkaniu z Moriartym. Holmes nie wie co jest prawdą, a co narkotykowymi omamami. Czy uda mu się ocalić bliskich...
