Hux tylko patrzył na zegar. Miał jeszcze tylko parę minut, żeby wszystko skończyć. Raporty, statystyki i inne gówna.
Nie mógł się narazić szefowi. Nie po ostatniej akcji, kiedy zasnąć przy biurku i jego produktywność przez parę godzin zmalała do zera. Nie mógł sobie pozwolić na coś takiego.
Walcząc ze zmęczeniem uparcie stukał swoimi bladymi i cienkimi palcami w klawiaturę i wbijał wzrok swoich jasnych oczu w monitor.
Jeszcze tylko chwila, Hux, wytrzymasz, pomyślał, wzdychając po cichu.
Kiedy na zegarze zobaczył godzinę osiemnastą z szerokim uśmiechem wysłał wszystko e - mailem do swojego szefa i wstał od biurka. W końcu.
Szybko zarzucił płaszcz, pożegnał się z paroma osobami, które jeszcze zostały i raźnym krokiem wyszedł z budynku.
Było już ciemno i zimno. Czego można było spodziewać się po końcu lutego?
Hux postanowił się przejść, aby przewietrzyć głowę. Spacer należał mu się po całym dniu siedzenia w biurze.
Po około dwudziestu minutach dotarł do bloku, w którym mieszkał - zwykle biały, w wątłym oświetleniu latarni wydawał się brudno - szary. Jednak mężczyzna ze zmęczonym uśmiechem wszedł na schody i zamknął za sobą drzwi, oddzielające zimną klatkę schodową od zimnego powietrza na zewnątrz. Nie zauważył postaci, która szła za nim od dłuższego czasu.
***
Spokojnie palił papierosa w samochodzie. W radiu leciała jakaś przyciszona muzyka. Jazz, jeśli się nie mylił.
Leniwie obserwował drzwi budynku.
Wychodzili z niego różni, lecz żaden z nich nie odpowiadał tej osobie ze zdjęcia. Powinien wyjść spokojnie godzinę temu. A może jakimś cudem go przegapił?
Nie.
On nigdy nikogo nie przegapił.
Jego usta rozszerzyły się nagle w drapieżnym uśmiechu, ponieważ z korporacji wyszedł mężczyzna odpowiadający opisowi. Naprędcę upewnił się przy pomocy Mocy, że to on i szybko wysiadł z samochodu.
Szedł za nim w odpowiedniej odległości. Tak, żeby nie być zbyt blisko i tak, by nie stracić go z oczu.
Śledzenie nie trwało długo - po pewnym czasie doszli do bloku, który wydawał się dość obskurny.
Kylo stanął w cieniu i odruchowo zacisnął dłoń na rękojeści miecza świetlnego, który zdążył odpiąć od swojego pasa.
Nieświadomy niczego rudzielec wszedł do środka.
Ren wahał się przez chwilę, czy nie pójść za nim i nie załatwić sprawy od razu. Ale to miało być porwanie, nie zabójstwo. Nie mógł tam tak po prostu wejść i go zarżnąć. O nie, ta robota wymagała większej finezji.
Zaśmiał się pod nosem, poprawił kaptur i obrócił się na pięcie, mając już w głowie zarys planu.
***
- Wróciłem! - Hux zawsze krzyczał tak, kiedy wracał do domu. Nawet jeśli był on pusty.
Żeby nieco go zapełnić, kupił sobie rudą kotkę, którą nazwał Millicent. Ta mała kreaturka była wredna i charakterna, jednak Armitage za nic w świecie nie wydałby jej do schroniska lub komuś innemu. Była jedyną bliską mu 'osobą'.
- No i jak tam u ciebie, kiciu? - zapytał.
- Bardzo nudziłaś się beze mnie?
Kotka tylko przeciągnęła się, zmierzyła swojego właściciela znudzonym spojrzeniem i poszła do sypialni, gdzie znajdowało się jej legowisko.
Hux westchnął ciężko i odpalił telewizor. Włączył jakiś kanał muzyczny, żeby się nieco rozluźnić.
Na kolację odgrzał sobie kurczaka, którego przygotował już poprzedniego dnia.
Jedząc, włączył laptopa i jęknął, kiedy zobaczył maile, przysłane od współpracowników i swojego szefa.
- Zapowiada się nam ciekawy wieczór - rzucił do Millicent, która z zaciekawieniem patrzyła na ekran laptopa.
***
Północ.
Nie mogę zasnąć, nie mooogę...
A powinieneś.
