agape

297 42 16
                                        

Cichy krzyk wydobywający się z moich ust wypełnił puste ściany w dużym wynajętym mieszkaniu, niedaleko centrum Seulu.
Gorące łzy spływały mi po policzkach, zostawiając mokre ślady na mojej twarzy. Lekko podciągnąłem kolana do piersi i zwinąłem się w kłębek, starając się uspokoić. To tylko sen. To wszystko nic już nie znaczy. Próbowałem sobie wmówić, ale łzy nadal płynęły, a ciało wzdrygało się od spazmów płaczu.

Tęsknię za nim.
Tak cholernie za nim tęsknie.

Zachlipałem, obejmując się mocno ramionami. Zakopałem się pod kołdrą, jakbym chciał się odizolować od otaczającego mnie świata.

Po dłuższej chwili uspokoiłem się, a serce wróciło do swojego naturalnego rytmu. Oddychałem płytko i nierównomiernie, ale łzy przestały płynąć strumieniami. Miałem wrażenie, że wypłakałem ze swojego organizmu całe ich hektolitry.
Byłem pewny, że gdy tylko zobaczę się w lustrze, ujrzę sine półksiężyce pod oczami spowodowane przepłakaniem połowy nocy. Czułem się pusty, wyprany z uczuć, lecz nic nie mogłem na to poradzić. Sny stały się nierozerwalną częścią mojego jestestwa, a ja nie mogłem opędzić się od przynoszonej przez nie beznadziei.
Przetarłem twarz dłonią, podnosząc się z łóżka. Założyłem na swoje stopy czarne kapcie i wyszedłem z pokoju. Wolnym krokiem skierowałem się na dół, do kuchni, by przygotować sobie śniadanie.
Wstawiłem wodę na kawę i zacząłem poszukiwania w celu znalezienia jakiegoś niezbitego kubka, do którego następnie wsypałem dwie łyżeczki kawy rozpuszczalnej.
Czekając aż woda się zagotuje, przejrzałem zawartość lodówki, wypatrując czegoś, co mogłoby się nadawać do zjedzenia.
Wczoraj, wracając z pracy, byłem zbyt rozkojarzony, by zrobić zakupy. W takich sytuacjach współlokator mógł być dobrym rozwiązaniem. Nie znalazłszy nic, co mogłoby mnie zadowolić, postanowiłem zrezygnować z najważniejszego posiłku dnia i przekąsić coś w pracy.
- No chyba, że zjem suchy ryż z dżemem. - westchnąłem.
Oparłem się o blat i śpiącym wzrokiem obserwowałem, jak para unosząca się z czajnika przybiera na sile. W ciągu kilku sekund do moich uszu dotarł cichy gwizd.
Zalałem kawę i posłodziłem ją dwiema łyżeczkami cukru, dolewając mleka. Usiadłem na kanapie w salonie, włączyłem telewizor i bez pośpiechu zacząłem przerzucać kanały w poszukiwaniu czegoś interesującego.
Dokończywszy pić, nadal nie miałem na czym zawiesić oka, dlatego postanowiłem się trochę odświeżyć. Wstałem powoli i skierowałem się w stronę łazienki, która znajdowała się na piętrze.

Obmyłem twarz zimną wodą, chwilę po tym zdejmując z siebie ubrania. Powoli wszedłem do kabiny prysznicowej, zamykając za sobą drzwi. Odkręciłem wodę, pozwalając jej swobodnie spływać po mojej skórze. Chciałem, aby wszystkie wspomnienia, które dręczyły mnie każdej nocy, spłynęły razem z nią. Jego ciepły uśmiech. Jego mocne ramiona. Jego delikatne ręce obejmujące mnie w pasie. Jego gorące usta pieszczące każdy milimetr mojego rozpalonego ciała. On. Każdej nocy jego obraz pojawiał się w moich snach, rozdrapując jeszcze niezasklepione rany, wciąż na nowo i na nowo. Był moją miłością, moim zbawieniem. Dzięki niemu w końcu znalazłem sens życia i cele, do których powinienem dążyć, lecz nie było mi dane długo cieszyć się tą perspektywą. Zranił mnie, pozostawiając na mnie piętno, które w dalszym ciągu mnie wyniszcza.

Miłość była moim błogosławieństwem.
Miłość jest moim upadkiem.

agape |markson|Tempat cerita menjadi hidup. Temukan sekarang