1

272 24 33
                                        


ALEKSANDER


Wierzę w dziwne rzeczy.

Wierzę też, że niektóre momenty potrzebne są do tego, aby przepchnąć akcję życia do przodu. Czasami są to przykre momenty a czasem pozytywne. Poznajemy nowych ludzi, zakochujemy się, wygrywamy na loterii, umiera ktoś bliski z rodziny, tracimy rodzinę lub też rodzi się nowy jej członek. Bo tak właśnie wygląda ludzki los. 

Nie mogę narzekać na swoje życie. 

Jestem 21-letnim studentem informatyki. Mam grono swoich przyjaciół, których trzymam się zawsze. To z nimi wyjdę na miasto, na imprezę lub piątkową pizzę. Są oni tak zwani do tańca i do różańca. Nie jest źle. 

Mieszkam sobie w domku jednorodzinnym wraz z moją matką. Ojciec umarł na moje 18-ste urodziny. Obecnie jestem w stanie powiedzieć, że radzimy sobie. Nie jesteśmy może nowojorskimi bogaczami, ale odkąd pomagam mamie pracując na połowę etatu u Teddy'iego starcza nam na czynsz, kilka nowych ciuchów oraz lodówkę pełną jedzenia. Można by więc rzec, iż jestem normalnym człowiekiem klasy średniej. 

Mam również młodszego brata, Achillesa. I niech cię nie znam, ale niestety nie posiada swojego miejsca na stopie, które czasem mógłbym czymś rąbnąć lub nadepnąć! Chłopak jest najprawdopodobniej istnym ADHD-owcem. 

Niestety nie mieszka z nami. Od zawsze wiedziałem, że starzy mnie adoptowali, gdy byłem dzieciakiem. I los tak chciał, że gdy byliśmy niemowlakami adoptowały nas dwie różne rodziny. Na szczęście nie mieszkamy od siebie daleko i być może młody nie pamięta momentu, w którym pierwszy raz zobaczyłem jego mopa na głowie koloru kasztanowego, ale ja go doskonale pamiętam. Pamiętam, że był mały, różowy na twarzy a jego niebieskie oczy tryskały wulkanem energii. Nachyliłem się wtedy nad nim a on uszczypnął mnie boleśnie w policzek na co odpowiedziałem mu kuksańcem w bok. Rozryczał się a ja zacząłem biec do rodziców, próbując poskarżyć. 

Teraz nic się nie zmieniło prócz wieku. 

- Czemu się uśmiechasz? 

Usłyszałem głos obok siebie. 

Zamrugałem zrywając z letargu i spojrzałem na śliczną blondyneczkę leżącą u mego boku. Miała zajebiste okrągłe cycki i drobny nosek z piegami. Studiowała literaturę angielską po drugiej stronie ulicy. Była słodka, ale jakimś trafem nie potrafiłem traktować naszej relacji poważnie. Wierzyłem, że musi się coś wydarzyć, aby pchnęło mnie do poważnego związku z kobietą. Tymczasem ona była przyjemna na kilka wieczorów i w pełni świadoma zgadzała się. 

- Przypomniałem sobie Achillesa, gdy był smarkaczem - wyjaśniłem, przesuwając dłonią po jej zaróżowionych policzkach. Zawsze stawiałem sobie za cel, aby wychodziła pięknie czerwona z mojego pokoju. Nie mógłbym spocząć póki nie osiągnąłbym tego. 

- Twój brat? 

Pokiwałem głową.

- Może mogłabym go kiedyś poznać i... 

Wstałem z łóżka, rozglądając zgrabnie za bielizną.

- Mówiąc o nim. Ma się tu zjawić lada moment na rodzinnym obiedzie. - Nie był to rodzinny obiad. Mojej matki nie miało być do późna, była u swojej koleżanki Alice czy podobnie nazwanej, jednak miałem cichą nadzieję, iż Maggie zrozumie moją subtelną aluzję, iż czas spadać. Nie byłem typem kolesia, który lubił zerżnąć laskę i kazać jej zmiatać do domu, ale również nie chciałem dawać jej nadziei na cokolwiek więcej między nami. A poznanie mojego młodszego brata tym właśnie mogłoby być. - Widziałaś gdzieś moje bokserki? - Wyprostowałem się, wzdychając. 

The BrothersWhere stories live. Discover now